wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział szósty.


ROZDZIAŁ SZÓSTY.
      
Od autora: Rozdział zainspirowany fragmentem z książki „Nostalgia anioła” (tak, chyba nigdy nie przestanę tego kochać) oraz rozmową z serialu, którego nazwy za nic nie mogę znaleźć. I tradycyjnie: najlepiej pisało mi się przy „Down” Jasona Walkera. Dalsza część przy A Song That Explains.

            MAJ

Widziałem Harry’ego siedzącego przed budynkiem uniwersytetu. Właściwie to nie był Harry, tylko ktoś wyglądający jak on. Owszem, wciąż miał na nazwisko Styles i swoje kręcone włosy, tylko że wydawał się być zupełnie inny. Jeszcze nie zdążył mnie zauważyć. Mógłbym przysiąc, że w jego oczach krył się szeroki horyzont. Tak szeroki, że nie miał końca, a patrząca w nie osoba, mogłaby się zgubić. I to mnie zaintrygowało. Zdałem sobie sprawę z tego, że taki jest prawdziwy Harry. W tej chwili był osobą, którą stawał się tylko dla siebie. Kimś więcej niż człowiekiem, przyjacielem Liama, synem swojej mamy i moim chłopakiem. Kiedy tak siedział, nie patrzył na nic konkretnego – wiedziałem o tym dobrze. Jego skóra nigdy nie ujrzała słońca. Wyglądał niewinnie. Przez chwilę nie był tym, którego poznałem na imprezie. W tamtej chwili w ogóle go nie znałem.
Zanim się ocknął, zdążyłem zrobić zdjęcie, które planowałem zachować tylko dla siebie.
Harry spostrzegł mnie i uśmiechnął się. Wrócił kolor w jego oczach i cała radość. W tamtej chwili mogłem poczuć coś w rodzaju rozczarowania. Wiedziałem teraz, że nie ma dla mnie tego prawdziwego Harry’ego. Że prawdopodobnie już nigdy więcej go nie zobaczę. Tego, który nie był synem, przyjacielem i kochankiem.
Poprawiłem torbę na ramieniu, a potem szybko podbiegłem do niego i mocno przytuliłem. Zatopiłem się w jego ramionach tak jak kochałem to robić, a jego silne ramiona przysunęły mnie do niego jeszcze bliżej.

Kiedy Niall znikał gdzieś z Avą lub inną dziewczyną, Harry i ja zachowywaliśmy się jak stare małżeństwo. Lubiłem czasem dla niego gotować, a on szperał w mojej szafie i czasem zostawiał tam coś swojego, abyśmy spotkali się następnego dnia, by mógł ją odzyskać.

Pewnego dnia wyskoczyłem na łóżko i zacząłem krzyczeć:
- Harry, proszę, zabij to!
- Daj spokój Louis, to tylko robak – odpowiedział.
- Harry! – odezwałem się ponownie, bardziej stanowczym tonem.
Zmarszczyłem nos i wydąłem wargi.
- No już dobrze!
Harry był moim osobistym obrońcą, rycerzem. Zawsze brał mnie na ręce, kiedy wracaliśmy pijani z pubu; cierpliwie czekał, gdy byłem na zakupach z Jade; całował delikatnie za każdym razem, gdy bolała mnie głowa.
Powiedział kiedyś:
- Kocham cię.
- Dlaczego mnie kochasz? – zapytałem.
- Kocham cię, ponieważ jesteś mój. Ponieważ potrzebujesz być kochanym. Kiedy na mnie patrzysz, czuję się jak bohater. Kiedy cię dotykam, czuję się lepszym człowiekiem. Kocham cię, ponieważ kiedy cię widzę, czuję, że istnieję. I że mam dla kogo istnieć.
- Też Cię kocham – odpowiedziałem.
- A dlaczego Ty kochasz mnie?
- Kocham Cię, ponieważ kiedy cię dotykam, sprawiam, że czujesz się lepszym człowiekiem. Kocham cię, ponieważ nikt nie może oskarżyć nas o miłość. Ponieważ by zrozumieć naszą miłość, ludzie będą musieli obrócić świat do góry nogami. Kocham cię, ponieważ mógłbyś kochać kogokolwiek innego, lecz kochasz mnie.

Mijały miesiące, a ja wiedziałem, że czas postawienia przed nami Tego pytania nadchodzi. Byłem w tedy z Niall’em w pokoju. Harry zapukał i od razu wszedł. Zaczekałem aż ściągnie płaszcz, po czym usiądzie obok i – jak miał w zwyczaju – pocałuje mnie na przywitanie.
W końcu powiedziałem:
- Musimy porozmawiać.
Uśmiech znikł z jego twarzy. Niall odłożył łyżkę do miski i przełknął makaron, który właśnie jadł.
- Może zostawię was samych – stwierdził.
Zatrzymałem go.
- Nie trzeba. Jesteś naszym przyjacielem. Porozmawiamy w trójkę – odważyłem się powiedzieć.
Harry patrzył na mnie intensywnie i czekał. Nagle słowa uwięzły mi w gardle. Próba dowiedzenia się czegoś, na co czekałem bardzo długo, stała się tak trudna, jak nigdy wcześniej.
- Ja… Chciałem tylko zapytać, dlaczego nie mówiłeś… wiesz, wtedy. Stwierdziłem, że powinienem wiedzieć.
- Dlaczego? – zapytał Harry, a jego ton brzmiał zwyczajnie.
Wzruszyłem ramionami.
- Po prostu… widzę cię czasem, siedzącego gdzieś i zamyślonego. Co jest nie tak Harry? Chcę wiedzieć. Powiedz mi jaki był powód twojego milczenia.
- To stare dzieje – odparł. – Wszystko jest już w porządku.
Niall wciąż przysłuchiwał się rozmowie.
- Więc dlaczego mam wrażenie, że kłamiesz?
- Ponieważ coś sobie ubzdurałeś. Tak już jest. Nie martw się, Louis, wszystko będzie dobrze.
Już miałem zostawić go w spokoju, gdy dotarło do mnie co powiedział.
- Będzie? Czyli nie jest.
- Chciałem powiedzieć…
- Jasne.
Nastała cisza. Nawet Niall przerwał siorbanie zupy i wyraźnie drgnął, wiedząc, że robi się nieciekawie.
Harry przełknął głośno ślinę.
- Mam raka, Louis. To wszystko – rzekł.
Poczułem, że coś uderza w moją klatkę piersiową i dusi mnie. Nie mogłem uwierzyć.
- Harry, naprawdę chcę wiedzieć co ci jest. Proszę nie żartuj w taki sposób. To nie jest śmieszne.
- Wcale się nie śmiałem.
Miska Niall upadła na podłogę, a resztki zupy rozlały się na podłodze. Lecz nikt w tej chwili nie zwracał uwagi na wsiąkającą w nasze spodnie ciecz.
- O mój Boże – wychrypiał Niall. – Ja… - Spojrzał na mnie, na Harry’ego, a potem podniósł się. – Przepraszam, posprzątam to.
- Harry? – jęknąłem.
Zdawałoby się, że zacznę płakać. Bardzo chciałem. Krzątający się obok Niall przez chwilę przestał istnieć. Siedzący przede mną Harry z trudem powstrzymywał łzy, a po chwili kompletnie się załamał i schował twarz w dłonie.
- Harry? – powtórzyłem i złapałem go za nadgarstek. – Co to znaczy? Harry?!
Niall zatrzymał się nagle.
- Nie mówisz prawdy! Jezu!
Krzyczałem chyba zbyt głośno, bo Niall usiadł obok i zagarnął mnie ramieniem.
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem – wyszeptał ledwo słyszalnie Harry. – Tak bardzo was przepraszam.
- Co sobie wyobrażałeś? – zapytałem. – Byłeś chory od początku, tak? Harry odpowiedz mi.
Cisza.
- Jak długo miałbym cię dla siebie, huh? – Cisza. – Ty dupku!
Wstałem i podszedłem do niego. On również się podniósł.
- Chcesz mnie tak po prostu zostawić?
Słyszałem łkanie. To byłem ja.
- Nie pozwolę ci! Ty… ty sukinsynu! Uhh! Dlaczego to zawsze spotyka mnie?
- Louis – szepnął Niall. – Ciszej, proszę.
- Niech wszyscy słyszą. Już niedługo zostanę tu całkiem sam! Całkiem sam jak palec! Och, mogłem się tego spodziewać. Nie zasłużyłem sobie na to, by kogoś kochać. To nauczka, tak? Jezu!
Zbliżyłem się do Harry’ego, popychając go w stronę drzwi.
- I teraz? Kiedy tak bardzo cię kocham?! Nie możesz odejść, słyszysz? – ściszyłem głos. Zacząłem szeptać i dławić się łzami. – Nie odchodź.
Wtuliłem się w jego klatkę piersiową, a on powoli przysunął mnie do siebie.
- Harry – sapnąłem, nieświadomy, że wymawiam jego imię. – Co ja bez ciebie zrobię?
- Poradzisz sobie Louis – rzekł.
- Wcale nie.
- O tak. Zobaczysz.

LISTOPAD – PIĘĆ I PÓŁ MIESIĄCA PÓŹNIEJ


|NARRATOR|

Louis wszedł na teren uniwersytetu i pchnął dwuskrzydłowe drzwi budynku. Poprawiając torbę na ramieniu, stawiał ciężkie kroki wzdłuż korytarza, zmierzając ku gabinetowi, który znajdował się naprzeciwko niego.
Drogę przecięła mu Jade, a nim zdążył się zorientować, stało przed nim kilkorga znajomych. George wyszedł na przód, patrząc na przyjaciela ze współczuciem.
- Wszyscy wiemy, że chcesz zrezygnować, ale czy to na pewno najlepszy pomysł? – zapytał.
- Tak – oświadczył Louis. – Nie potrafię się skupić. Nie kocham już tego miasta. Wszystko co muszę, to wrócić.
Horan, stojący za George’em skrzywił się.
- Będzie nam cię brakowało – powiedział blondyn.
- Mnie was także – przyznał Louis.
Stali w ciszy przez kilka minut, nie wiedząc, co mają zrobić. W końcu Jade podeszła i przytuliła go. Reszta poszła w jej ślady.

*

Louis wyszedł na parking i rozglądnął się. O maskę czarnego samochodu opierał się chłopak o kruczoczarnych włosach. Szatyn dostrzegł jego łagodny wyraz twarzy. Brunet podniósł się i w jednostajnym rytmie zmierzał ku Louis’emu. W końcu znalazł się przed nim, stając o dwa schodki niżej.
- Jak się masz, Louis? – zapytał Zayn.
Louis wzruszył ramionami.
- Dobrze.
- Słyszałem, że wyjeżdżasz, więc…
- Zayn, nie próbuj mnie zatrzymać. – przerwał mu.
Mulat zmarszczył brwi.
- Nie zamierzam. Chciałem zapytać, czy spakowałeś już wszystkie rzeczy. Mam tu dodatkową parę rąk… pomyślałem.
- Oferujesz mi swoją pomoc?
- Owszem. Ale teraz zapraszam na kawę.
Louis zaczął wiercić się na swoim miejscu.
- Nie chcę. Nie potrafię patrzyć na tych wszystkich ludzi.
- Rozumiem.
- Naprawdę?
- Yhym. Wypijemy u mnie.
Cisza.
- Nic nie kombinuje. Zmieniłem się, Louis. Zaufaj mi, proszę.
- W porządku – rzekł Louis. – jedźmy.

*

Zayn zalał dwie filiżanki gorącą wodą, jedną położył na stoliku, a drugą chwycił w dłonie. Louis usiadł na sofie, podczas gdy Zayn stanął przy oknie.
- Musi ci być ciężko – stwierdził.
Louis nic nie powiedział. Miał wrażenie, że uchodzi z niego cała energia.
- Byłeś przy… no wiesz. Mam namyśli, że kiedy on… rozumiesz?
- Nie – odrzekł Louis. – Dostałem list.
- List?
Zayn odwrócił się gwałtownie i uniósł jedną brew.
- Harry wyjechał do innego szpitala.
- Nie sądziłem, że jest jakaś różnica jeśli chodzi o miejsce, w którym mamy umrzeć – wyrzucił z siebie Zayn, lecz po chwili pożałował tych słów.
Louis skrzywił się. Zrobiło mu się niedobrze.
- Klinika w północnej Karolinie dawała mu większe szanse na przeżycie.
- Och. No tak. Więc… co pisało w liście?
Louis otulił kubek dłońmi, by choć trochę je ogrzać. Mimo iż przebywał w ciepłych miejscach, miał wrażenie, że jego dłonie zawsze są zimne. Przełknął ciężko ślinę i powiedział:
- Drogi Panie Tomlinson. Z przykrością zawiadamiamy, że o godzinie 00:00 stwierdzono zgon pańskiego przyjaciela H. Styles’a.
- To wszystko?
- Nie. Ale reszta jest mało istotna.
Zayn upił dwa łyki kawy i usiadł obok Louis’ego.
- Więc co to był za dzień?
Louis odwrócił głowę i pierwszy raz spojrzał komuś prosto w oczy.
- Zmarł o godzinie 00:00. Nikt nie wie, czy to było wczoraj, jutro… czy dziś. Nikt nie odważył się powiedzieć poniedziałek, ani wtorek.
- Minął miesiąc – powiedział jakby do siebie Zayn. – niewiarygodne. Północ, mówisz?
Louis przytaknął słabo. Spojrzał na czarną kawę, której wcale nie miał zamiaru pić, i pomyślał o szorstkiej kartce, na której spośród wszystkich słów wyróżniono słowo zgon.
- Byłeś na pogrzebie? – zapytał po dłuższym czasie Zayn.
- Jego mama nie pozwoliła mi tam iść, więc nie poszedłem.
Zayn zmarszczył brwi.
- Wszystko jest takie popierdolone.
Louis wydawał się być spokojny, ale w rzeczywistości napinał wszystkie mięśnie. Miał ochotę w coś uderzyć, kopnąć. Chciał krzyczeć. Lecz siedział w spokoju i słuchał mruczenia Zayna. W głębi serca był mu wdzięczny za zaproszenie. Wcale nie miał do niego żalu. Czuł, że wszyscy się zmieniają. Skoro on sam zmienił się od śmierci Harry’ego, Zayn też mógł.
Bardzo chciał mu to powiedzieć.
- Zayn?
- Tak?
- Nie jestem na ciebie zły. Już dawno temu przestałem się gniewać.
Zayn uśmiechnął się ciepło.
- Nie ma sprawy. Odwieźć cię do domu?
- Byłoby miło.
Ruszyli do przedpokoju, w którym wisiały płaszcze. Louis przypomniał sobie jak mieszkał w tym mieszkaniu i codziennie znosił zrzędliwego Zayna. Pomyślał, że przynajmniej jedna rzecz jest teraz na swoim miejscu: zupełnie inny Zayn, wspierający go teraz na duchu.

*

Louis wysiadł z samochodu i wszedł do akademiku. Odruchowo zaglądnął do skrzynki na listy, oznaczonej numerem jego pokoju. W środku były dwie koperty. Wsadził dłoń do kieszeni, odnalazł kluczyk i otworzył skrzynkę. Wyjął zawartość, po czym wsiadł do windy i wyjechał na najwyższe piętro.
Niall siedział w pokoju, odrabiając lekcje. Gdy usłyszał otwierające się drzwi, zeskoczył z łóżka na podłogę i podszedł do Lou. Uśmiechnął się, po czym przytulił go tak, jakby nie widzieli się przez parę lat.
- Nie mogę uwierzyć, że jutro obudzę się tu całkiem sam – przyznał Niall.
- Nic nie mogę na to poradzić.
- Ja wiem, ja wiem – westchnął. Było mu ciężko. – Wiesz, Louis, kończę z tymi randkami. Biorę się za naukę. Jakbyś czegoś potrzebował, to dzwoń. O! I mam coś dla ciebie.
Sięgnął po kopertę, leżącą na biurku.
- Skoro nie pojechałem do Paryża… - powiedział i wręczył mu prezent.
- Niall, nie wezmę twoich pieniędzy.
- Jasne, że tak. Nie są mi potrzebne.
- Niall. One są twoje.
- Już nie, Louis. Potrzebujesz ich bardziej. No dalej – zachęcał. – Wracasz do Doncaster, owszem. Zaczynasz nowe życie, ale uwierz mi, tak od razu nie znajdziesz pracy. Weź je i spróbuj dojść do siebie.
W oczach Lou pojawiły się łzy.
- Jesteś taki kochany – przyznał. – Ale chciałbym, żebyś jednak je zachował i zabrał gdzieś Jade. Podobasz jej się.
Niall westchnął.
- Tulimy?
Blondyn wydął dolną wargę i rozłożył ramiona. Louis przytaknął i przysunął się do uścisku.
- Zapomniałbym! W skrzynce były dwa listy. Pewnie do ciebie. – Podał koperty Niall’owi, a sam podszedł do swojej walizki.
Już miał wychodzić, gdy Niall zatrzymał go.
- Jeden jest dla ciebie.
- Co?
- Tu pisze Louis Tomlinson. Tym samym pismem na drugim widnieje Niall Horan. Czy któryś z naszych znajomych wyjeżdżał?
- Nie wydaje mi się.
Louis podszedł do blondyna i zabrał swoją własność.
- Przeczytam w pociągu. Do zobaczenia, Niall!
- Do zobaczenia, Lou-Lou. Będę tęsknił.

*

Louis zajął miejsce w pustym przedziale i automatycznie położył walizkę na dużej półce nad siedzeniami. Usiadł wygodnie, wyciągając książkę, gdy nagle łzy ograniczyły mu widoczność. Dlaczego płakał? Przez chwilę sam nie potrafił sobie na to odpowiedzieć. Wylałem już wszystkie łzy, pomyślał. Prawda była taka, że nie chciał wracać do Doncaster. Nie wiedział, co tam zastanie. Nigdy nie przedstawił rodzicom Harry’ego. Jego tata nie wiedział nawet, że Louis jest gejem. Pamięta dokładnie dzień, w którym powiedział mamie, że sobie nie radzi. Że nie jest już tak silny jak kiedyś i po prostu rozpłakał się do słuchawki. Próbowała go uspokoić, ale nie potrafiła.
W tej chwili do Louis’ego powróciły wszystkie wspomnienia. Stawały się niesamowicie bolesne, gdy zdawał sobie sprawę z tego, że już nigdy się nie powtórzą. Zdławił płacz i połknął łzy. Tłumaczył sobie, że histeria jest dla słabych. To już dawno się skończyło. Teraz miał zamiar rozpocząć nowe życie, choć i tak wiedział, że nie potrafi.
Wyjazd z Londynu był równie trudny co zmierzenie się z rzeczywistością. Jak miał opuścić miasto, które ukochał? Miasto, które miał pokazać mu Harry.
Poprawił się na swoim miejscu, a wraz z tym ruchem na ziemię spadło coś białego. Louis pochylił się i chwycił w dłoń kopertę. Parę razy obrócił ją w dłoniach. Nie było adresu zwrotnego, a list nie wyglądał na oficjalny. Starannym, ale zwyczajnym pismem, napisano: Louis Tomlinson. Przez chwilę próbował zgadnąć od kogo może być. George, Joe, Jade i Zayn nigdy by na to nie wpadli; po za tym nie mieliby powodu, by to robić. Liam, owszem długo się nie widzieli, ale żeby od razu list? To nie pasowało do żadnego ze znajomych Louis’ego. Ale dlaczego pismo wydawało się mu takie znajome? Wręcz przerażająco znajome.
Louis wyjął z kieszeni scyzoryk i ostrożnie przeciął kopertę. W środku była złożona kartka; bardzo starannie. Wyjął ją i rozłożył.
Drogi Louis, przeczytał i nabrał do płuc powietrza.

Pomyślałem, że to odpowiednia pora by napisać. Musiałem zaczekać, aż się pozbierasz, coś postanowisz. Długo zastanawiałem się nad tym, jak przekazać ci tą wiadomość, ale… och, Louis. Ja po prostu to napiszę.
Cokolwiek mówią, cokolwiek jest prawdą. Ja żyję, kochanie. Tu Harry. Proszę nie płacz.

Louis automatycznie przyłożył dłoń do ust. To nie mogło być prawdą. Bo nie mogło, prawda?

Zastanawiałem się nad napisaniem ci czegoś w rodzaju: nie smuć się, wszystko będzie dobrze. Ale teraz wiem jak jest ci trudno. Zbierałem się z wiadomością o tym, że mam raka bardzo długo. Pisałem setki listów, które lądowały w koszu. Przygotowywałem się przed lustrem. Tak naprawdę to nie było trudne. Sęk w tym, że byłeś – i  jesteś – osobą, którą bardzo kocham. Nie sądziłem, że Ty, Louis, będziesz tym jedynym.
Ale skoro jesteś, to musisz wiedzieć bardzo ważną rzecz. Wciąż żyję. Powtarzam to już drugi raz, zauważ. Jesteś moim oczkiem w głowie, więc chcę zaopiekować się tobą, kiedy mnie nie ma.
Jeśli zamierzasz opuścić Londyn to ani mi się waż. Mam nadzieję, że nie siedzisz teraz w pociągu.
Chwila…
Siedzisz?
Natychmiast wysiadaj!
W czarnej walizce, w bocznej kieszonce jest klucz.

Louis sięgnął do niej i wyjął go. Był srebrny, lśniący. Wyglądał na nowy.

Nie ma za co! Otwiera twoje nowe mieszkanie! Tak, Louis. Kupiłem ci mieszkanie, bo wiem, że nie chcesz wracać do Doncaster.
Zanim skończę ten list, chcę żebyś mi coś obiecał. Wykonuj wszystkie polecenia z listów, nie ważne skąd się biorą i dlaczego każę ci to robić. Obieca mi, Lou.
I proszę, kochanie, nie płacz. To takie trudne, wiedzieć, że cierpisz. Jesteś śliczny, inteligentny i zabawny. Chciałem napisać „przystojny”, ale tak bardzo lubię nazywać się „ślicznym”. Wybaczysz mi?

Louis chlipnął głośno. Jasne, że wybaczę, pomyślał.

Na dole koperty masz adres mieszkania. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Poproś kogoś, żeby pomógł ci się wprowadzić. Niedługo się spotkamy. Kocham Cię.

PS. Nie przegap godziny 00:00  .


Od autora (znowu): o Jezu, Jezu. Czy tylko ja uważam, że ten rozdział jest beznadziejny? Wybaczcie, spierdoliłam. Zdarza się ;c Muszę też zaznaczyć, że to wszystko co się tu stało było planowane od samego początku. Ten rozdział zawiera dużo wydarzeń, ale trudno. Taki przeskok.Nie wiedziałam jak inaczej to przedstawić. Możecie mnie powiesić. 


4 komentarze:

  1. Woowww...
    Cudne!!!
    Myślałam, że naprawdę Harry nie żyje, a ty oooo...
    Kocham to opowiadanie, czekam na następny rozdział.
    Proszę, napisz go szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak bardzo brakowało mi tego opowiadania!
    Jak zauważyłam, że dodałaś rozdział, na moich ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. :)
    Ale z każdym kolejnym przeczytanym słowem ten uśmiech po prostu gasł. Tak, to chyba najlepsze określenie. Gasł..
    Gasł mój uśmiech i tak na prawdę życie Louis'iego. :( Jakie to smutne..
    Ale ten list! *__* on przywrócił mi nadzieję, że jednak Lou będzie szczęśliwy.
    I choć mam swoją wizję kolejnych rozdziałów. Taką wiesz, szczęśliwą. ;)
    To mam również ogromne obawy, że nie skończy się to najlepiej.
    I choć nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, to boję się.
    Sama tak na prawdę zastanawiam się czego, ale "tego" nie da się określić.
    A może się da.. Tylko po prostu nie potrafię..
    Także pewnie popłaczę się jak małe dziecko przy kolejnych notkach, ale widocznie tak musi być!

    Życzę Ci dużo, dużo weny! I oczywiście czekam na szybką 7! Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o mój Boże ale się popłakałam! Matko uwielbiam Cię za tego bloga! Jest godzina 2 a ja idę jutro do szkoły na 8 i muszę wcześnie wstać ale nie Zasnę dopóki tego nie przeczytam :) -One_dreamxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja siedzę i płaczę,a tu JOKE - Harry żyje :D Bosko piszesz <3

    OdpowiedzUsuń