wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział siódmy.


ROZDZIAŁ SIÓDMY.

Bzz!

- Co do…? – warknął Niall, odrywając swoje wargi od Jade.

Bzz!

Podszedł do drzwi, lecz otworzyły się nim zdążył złapać za klamkę. Louis wparował do środka, rzucając walizkę na podłogę.
- Nie czysto, stary! Nie czysto! – powtarzał Niall.
Louis padł na poduszki i pierwszy raz od dłuższego czasu się uśmiechnął.
- Spóźniłeś się na pociąg?
- Nie.
- Więc co tu robisz?
- Postanowiłem zostać.
Niall stał przez chwilę w bezruchu. Atmosfera stawała się weselsza z każdym kolejnym oddechem i przyswojeniem sobie słów Louis’ego. Nie żartował – wrócił. Niall roześmiał się i skoczył na miejsce obok przyjaciela. Jade także do nich dołączyła.
- Stało się coś, o czym nie wiemy? – zapytała.
- Harry napisał parę listów przed śmiercią. Przeczytałem jeden w pociągu.
Niall i Jade spuścili wzrok.
- Rozumiemy – skomentowała dziewczyna.
Tak naprawdę nic nie rozumieli. W oczach innych ludzi Louis wyglądał na zdesperowanego chłopaka, który dostrzega zbyt duże różnice pomiędzy życiem a śmiercią. Wciąż mieli nadzieję, że zapomni o tym co się stało. Nie zapomniał. W tamtej chwili, gdy powiedział o liście, Niall i Jade byli prawie pewni, że Louis postradał zmysły.
- Nie wierzycie mi, prawda? – zagadnął Louis.
Miał dar zaglądania w ludzkie wnętrze. Nauczył się tego od Harry’ego. Uśmiech momentalnie zgasł z jego twarzy. Nagle poczuł jak coś się w nim gotuje.
- Nie oszalałem – dodał.
Jade złapała jego dłonie.
- Wcale tak nie mówimy.
Louis wyczuł wahanie w jej głosie. Nie ufali mu własni przyjaciele. Powoli zaczął żałować swojego powrotu.
- Niall? – zwrócił się błagalnie do przyjaciela. – To jeden z tych, które dziś przyniosłem. Drugi był adresowany do ciebie.
Niall wstał i podszedł do stolika nocnego, przy swoim łóżku. Zabrał z niego jeszcze nie odpakowaną kopertę i wrócił do Louis’ego, ukazując ją przyjacielowi. Oczy Louis’ego pociemniały, gdy zauważył znajome pismo. To musiał być list dla Niall’a.
- Masz na myśli ten? – zapytał blondyn.
Louis przytaknął i powiedział:
- Otwórz. Proszę.
Jade siedziała w milczeniu i zdenerwowaniu. Przez cały czas miała wrażenie, że stanie się coś, co zrani Louis’ego. Niall rozdarł górną część pakunku i wyjął białą jak śnieg, szorstką kartkę ze środka. Obejrzał dokładnie zanim zaczął czytać, po czym nabrał powietrza i spojrzał prosto w oczy Louis’ego.
- Chcesz, żebym przeczytał na głos?
- Bardzo proszę – odparł Louis, pozwalając Jade ścisnąć się mocniej za rękę.
Niall zatrzymał wzrok na pierwszych słowach. Otworzył usta i zaczął:
- Jak się masz Niall? Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze, bo musisz coś dla mnie zrobić. To nie lada zadanie. Oops! Gdzie moje maniery? Tu Harry. – Niall zmarszczył brwi. – Nie bój się, Niall. Prócz Liama jesteś jedyną osobą, która potrafi zachować w tej sytuacji zimną krew. Poważnie, zawsze cię podziwiałem, stary, i przede wszystkim nigdy nie miałem dość. Nawet kiedy sterczałeś nad projektami całą noc lub nie chciałeś dać nam chwili dla siebie. Mam na myśli mnie i Louis’ego. Jak on się ma?
Niall przerwał nagle i spojrzał na szatyna. Wyglądał żałośnie; z trudem powstrzymywał się od płaczu i wstrzymywał oddech. Niall sądził, że histeria Louis’ego skończyła się już jakiś czas temu. Jak widać, był w błędzie. Harry mógł to przewidzieć i nie pisać tych listów.
- Louis? – zapytał. – Chcesz, żebym kontynuował?
- Jasne.
- Nie! Niall, nie! – wtrąciła się Jade. – Moim zdaniem, powinieneś to wyrzucić.
Louis poczuł ucisk w klatce piersiowej. Spojrzał na dziewczynę, którą dotychczas nazywał przyjaciółką.
- Nie możemy. To list od Harry’ego – odważył się powiedzieć.
- Skąd wiesz, że ktoś nie robi sobie żartów?
- Po prostu wiem!
- Świetny argument! – Podniosła głos. - Niall nie czytaj tego!
- Powinniśmy, Jade. To wola Harry’ego.
Dziewczyna wypuściła długo wstrzymywane powietrze.
- Nie rozumiesz? – zwróciła się bezpośrednio do Niall’a, na chwilę udając, że Louis’ego nie ma w pokoju. – Musimy porozmawiać na osobności.
Po tych słowach wstała i chwyciła Niall’a za przedramię, prowadząc go do kuchni. Louis odczekał chwilę, po czym oparł się o prostopadłą ścianę i starał podsłuchać rozmowy. Mimo szeptu, słyszał dokładnie wszystko.
 Jade: - To go przerasta. Nie chcę, żeby się załamał albo zrobił sobie krzywdę.
Niall: - Nawet tak nie mów.
Jade: - Ale, Niall, nie potrafię przestać o tym myśleć. Co jeśli pewnego dnia wrócisz tu i zastaniesz go… no wiesz… leżącego na ziemnej podłodze. Martwego.
Louis przełknął ślinę, przywołując do siebie ten obraz. Wyszedł zza futryny i stanął przed przyjaciółmi na chwiejnych nogach.
- Dostałem mieszkanie – oznajmił. – Właściwie to Harry mi je kupił. – Sięgnął dłonią do kieszeni. – Znalazłem klucze. Chciałem poprosić was o pomoc w przeprowadzce, ale jak widać jesteście zbyt zajęci wyobrażaniem sobie mojego pogrzebu.
Cisza.
- Nie, to nie tak – próbował zaprzeczyć Niall.
- W porządku. Po prostu już pójdę – postanowił Louis. – I tak przerwałem wam w… czymś ważnym. Przepraszam.
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając Niall’a z resztą listu.

*

Wsiadając do metra, Louis myślał o swoich rzekomych próbach samobójczych. Rzeczywiście wiele razy je rozważał, ale Harry Przebiegły Błyskotliwy Styles to przewidział. Sięgając w przeszłość Louis widział siebie, leżącego na trawie i czekającego na zachód słońca. Poczuł jak ktoś gładzi jego włosy. Wiedział, że to Harry. Odwrócił się lekko w jego stronę i uśmiechając, zapytał:
- Co robisz?
- Bawię się twoimi włosami.
- Dlaczego?
- Ponieważ jedna z największych przyjemności na świecie to ta, kiedy ktoś czesze ci włosy.
Louis przygryzł dolną wargę i z powrotem wpatrzył się w – słabo już świecące – słońce. Miał wrażenie, że zastygł. Może było to tylko złudzenie, ale Louis mógł przysiąc, że w pewnej chwili obwąchujący krzaki pies, po prostu się zatrzymał. I trawa też przestała falować pod wpływem wiatru. Nawet gładkie opuszki palców Harry’ego, zawisły nad jego uchem. Westchnął tak głośno jak potrafił i wtedy porządek świata wrócił do normy. Przewrócił się na plecy, od razu napotykając szmaragdowe oczy. Wpatrzone były w niego tak intensywnie; z miłością, troską.
- Nie chcę cię tracić – wyznał Louis.
Nie sądził, że to będzie takie trudne. Oboje byli młodzi i znaczyli dla siebie zbyt wiele. Może to było głupie. Louis był pewien, że pomyśli tak za parę lat… lecz nie teraz.
- Nie mów tak. Nie chcę tego słyszeć.
Harry bardzo powoli bawił się prawą dłonią Louis’ego. Splatał ich palce, całował opuszki, kładł ją sobie na sercu. Louis rejestrował każdy ruch, jakby obserwował tą sytuację z boku. Wyciągnął do góry wolną rękę i zagarnąwszy nią kark Harry’ego, zmniejszył odległość między nimi.
- Kiedy nie potrafię. Próbowałem udawać, że wszystko jest w porządku, ale to się nie udało. Co teraz, Harry?
- Po prostu… - jęknął. – Cieszmy się chwilą.
Harry zbliżył się do Louis’ego i pocałował go. Mógł poczuć jak miękkie są jego usta. Sprawiały, że jego kolana jeszcze bardziej drżały przy każdym zbliżeniu, a w podbrzuszu działo się coś na kształt rewolucji francuskiej. Prawie położył się na Louis’m, gdy nagle zauważył, że jest on dużo mniejszy i delikatniejszy od niego. Zawisnął więc nad nim, wciąż całując i gładząc kciukiem dłoń, którą trzymał w swojej.
Gdy się od siebie oderwali, było już prawie ciemno. Słońce zniknęło z horyzontu, Harry zabrał śpiącego Louis’ego na ręce. Idąc rozmawiali.
- Mimo wszystko co się stanie – mówił Harry. – i co się dzieje, obiecaj mi coś.
- Mhm – sapnął śpiąco Louis.
- Nigdy się nie poddawaj. Dobrze?
- Jasne.

Dlaczego był tak głupi i tego nie przemyślał? Chciał się poddać. Był bliski zrobieniu czegoś głupiego. Musiał znaleźć kogoś, kto pomógłby mu przetrwać listy od Harry’ego i żyć dalej. To tak, jak z nauką jazdy na rowerze. Na początku ktoś trzyma kijek, a potem puszcza cię w samodzielną drogę. Louis był pewny, że za jakiś czas naprawdę sobie poradzi, wyjdzie na prostą. Ale jeszcze nie teraz.
Zbyt dużo było w Louis’m żalu. Przesoloną zupę można uratować dolaniem wody. Dlaczego nikt nie uratował Harry’ego?

*

- No, jesteśmy na miejscu – rzekł Zayn, gasząc silnik. – Jesteś pewien, że wniesiesz wszystko sam? Mogę ci pomóc.
- Nie wątpię – odparł Louis. - Ale po prostu chcę tam wejść sam.
Stał jeszcze chwilę, nim zdecydował się zamknąć drzwi i pozwolić Zaynowi odjechać.
- Przykro mi z powodu tego co się stało – nagle odezwał się Zayn. – Nie miałem okazji ci tego powiedzieć.
Louis milczał, zapatrzony w lakier samochodu, w którym widniało jego szare odbicie. Był bliski załamania.
 - Mnie również jest przykro – wydukał. – Ale to nic. Przygotowałem się do jego śmierci już kiedy wyjechał – powiedział, choć oboje wiedzieli, że to nie prawda.
Zayn uśmiechnął się pocieszająco, unosząc przy tym brwi. Minęło dużo czasu od kiedy Louis mógł zobaczyć w czarnowłosym chłopaku trochę empatii. Chciał być miły, Louis to doceniał.
Pożegnał się z Zaynem i wszedł do budynku, targając za sobą dwie duże walizki i plecak. Ktoś wybiegł mu naprzeciw z szerokim uśmiechem i wydukał regułkę:
- Witamy nowego mieszkańca! Jestem Joseph, pomogę panu wnieść walizki.
Wyglądało na to, że Louis patrzy mu w oczy, ale w rzeczywistości obserwował przestrzeń między nimi. Joseph stał się dla niego tylko dziwnym, obcym mężczyzną. Wcale nie potrzebował jego pomocy. Pomyślał o tym, że Harry nigdy nie bał się ludzi; on wręcz przeciwnie. Starał się być duszą towarzystwa – fakt -  ale gdzieś w środku czuł ogromny dyskomfort, gdy musiał się z nimi zmierzyć.
Louis ominął Josepha, dając mu tym do zrozumienia, że poradzi sobie sam. Młody mężczyzna ruszył za nim, mimo to, iż wiedział, że został zignorowany. Otworzył mu drzwi i próbując znaleźć coś, co zwróci na siebie uwagę nowego lokatora, zaczął mówić:
- Spodziewaliśmy się pana. Mieszkanie zostało zakupione już jakiś czas temu, jako prezent.
Nic.
- Ten chłopak zapowiadał pana przyjście.
Louis szedł dalej.
- Długo wybierał odpowiednie lokum. Apartament na trzecim piętrze na pewno się panu spodoba.
Zero zainteresowania.
- Przynajmniej On tak mówił.
Cisza.
- Był taki podekscytowany i pełny życia. Dlatego nie mogliśmy się pana doczekać. Na początku myśleliśmy, że chodzi o dziewczynę. Imię Louis jest takie delikatne. Oczywiście żadna ujma. Och, pamiętam jak spodobała Mu się sypialnia. Ale potem jakoś tak posmutniał. No, nie wiem. W każdym razie dokonał zakupu i zaczął dużo o panu opowiadać.
Louis nagle zatrzymał się i odwrócił do Josepha. Z jego twarzy można było wyczytać zmęczenie.
- Mógłbyś przestać o nim mówić?
Joseph otworzył usta, by przeprosić, ale Louis przerwał mu:
- „On” ma na imię Harry – wyznał z niezwykłym spokojem, choć w rzeczywistości dużo go to kosztowało. – Harry odszedł. Nie żyje.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem. – Joseph nie poddawał się. – W każdym razie, widzę, że trzyma się pan nieźle. Poza tym, przyjechał pan tu. No... zawsze przychodzi czas na pogodzenie się z… tym wszystkim.
Drzwi windy odsunęły się, a Louis wszedł do środka, zostawiając Josepha poza nią.
- Z tym nie da się pogodzić – szepnął, a gdy drzwi z powrotem się zatrzasnęły i winda pojechała w górę, przełknął gulę w gardle.
Korytarz był całkiem pusty, ale Louis nie zamierzał płakać. Znalazł drzwi z identycznym numerem, jaki widniał na kluczu i wszedł do środka bardzo powoli. Z początku czuł się, jakby był w obcym mieszkaniu i ktoś zaraz miał przyjść, by go przywitać. Lecz tak się nie stało. Był całkiem sam, i ta samotność tak boleśnie przeszyła jego świadomość, że zakręciło mu się w głowie. Rozglądnął się dookoła i skierował instynktem do pokoju, który – jak miał nadzieję – był sypialnią. Drzwi były otwarte na oścież, pokój ciemny. Na środku stało szerokie, dwuosobowe łóżko – bardzo nowoczesne – a na nim list. Louis zrzucił z siebie płaszcz, podszedł bliżej i odłożył kopertę na stolik nocny. Nie zamierzał dziś czytać wiadomości od Harry’ego. Powoli i ospale zsunął z siebie spodnie i wszedł pod kołdrę. Telefon trzymał bardzo blisko siebie. Mrużąc oczy, szukał w nim czegoś tak szybko, że palce ślizgały się niedbale po wyświetlaczu. W końcu mu się udało. Wcisnął play i przykładając głośniczek do ucha, słuchał głosu Harry’ego, nagranego na dyktafonie. Nareszcie pozwolił łzą płynąc po jego policzkach.

*

Drrrrrrrrrrr!
Bzzzzzzzzzz!
Drrrrrrrrrrr!

Louis podniósł się natychmiast i spojrzał na wyświetlacz telefonu, który dzwonił, wibrował i rozświetlał się na zmianę. Widniała na nim godzina 00:00.
- Harry? – szepnął ledwo słyszalnie Louis. – Wiem, że tu jesteś.
Rozglądnął się, z trudem dostrzegając wśród ciemności kontury mebli.
Poczuł jak gula w gardle staje się coraz bardziej uciążliwa. Nagle zaczął bardzo szybko oddychać.
- Tęsknie za tobą – odważył się powiedzieć. – Czasami mam wrażenie, że śpisz obok mnie, albo że wchodzisz do mieszkania i witasz się wesoło.
Zamilkł. Otulił rękoma kolana, po czym przełknął łzy.
- Chciałbym ci tyle powiedzieć. Czytając te wszystkie listy mam wrażenie, że na coś się spóźniłem. I co w ogóle oznacza godzina 00:00?
Louis pomyślał o sylwestrowej imprezie, na której się poznali. Bywały chwile, że chciał nigdy się tam nie znaleźć. Teraz było już za późno.
- Zostałeś moim aniołem stróżem już za życia. Zadbałeś o mieszkanie dla mnie – ciągnął Lou.
Dokładnie pamiętał też wieczór w urodziny Liama. Poszedł z Harry’m na spacer. Siedzieli na huśtawce, obejmując się.
- Nie pokocham nikogo tak bardzo jak Ciebie, wiesz o tym. Co mam zrobić, Harry? Czuję się taki chory.
Mieli wzloty i upadki. Oboje tak samo uparci…
- To takie niesprawiedliwe. Umarłeś. Zostałeś wiecznie młody.
Louis pomyślał o zdrowych lokach Harry’ego, zielonych oczach i ładnych kościach policzkowych. Uśmiechnął się w duchu, gdyż tydzień temu przyłapał się na tym, iż zapomniał jak wygląda Harry.
- Wciąż nie mogę pojąć, dlaczego twoja mama nie pozwoliła mi przyjść na twój pogrzeb.
Po tych słowach położył się powoli i próbował nie płakać. Nie minęła minuta, a jego telefon zawibrował.
Louis ponownie się podniósł i próbował odczytać wiadomość z bijącego światłem ekranu.
Zastrzeżony:
Moja mama cię nie lubiła, ponieważ wiedziała, jak bardzo cię kocham.



1 komentarz:

  1. jak zawsze po przeczytaniu czegoś Twojego nie mogę sklecić porządnego zdania i napiszę coś byle jak, wybacz :) no więc przede wszystkim chciałam Ci powiedzieć, że absolutnie kocham wszystkie Twoje pomysły, bo są genialne i nigdy nie mam pojęcia, co dalej się stanie. jeszcze do tego dochodzi cudowne wykonanie, więc całość jest wręcz idealna. strasznie mnie ciekawi, co będzie dalej i już nie mogę się doczekać, ale oczywiście Cię nie poganiam, bo wiem jak jest ciężko pogodzić pisanie z obowiązkami. życzę Ci tylko więcej czasu xx

    OdpowiedzUsuń