ROZDZIAŁ SZÓSTY.
Od autora: Rozdział
zainspirowany fragmentem z książki „Nostalgia anioła” (tak, chyba nigdy nie
przestanę tego kochać) oraz rozmową z serialu, którego nazwy za nic nie mogę
znaleźć. I tradycyjnie: najlepiej pisało mi się przy „Down” Jasona Walkera.
Dalsza część przy A Song That Explains.
MAJ
Widziałem Harry’ego siedzącego przed
budynkiem uniwersytetu. Właściwie to nie był Harry, tylko ktoś wyglądający jak
on. Owszem, wciąż miał na nazwisko Styles i swoje kręcone włosy, tylko że
wydawał się być zupełnie inny. Jeszcze nie zdążył mnie zauważyć. Mógłbym
przysiąc, że w jego oczach krył się szeroki horyzont. Tak szeroki, że nie miał
końca, a patrząca w nie osoba, mogłaby się zgubić. I to mnie zaintrygowało.
Zdałem sobie sprawę z tego, że taki jest prawdziwy Harry. W tej chwili był
osobą, którą stawał się tylko dla siebie. Kimś więcej niż człowiekiem,
przyjacielem Liama, synem swojej mamy i moim chłopakiem. Kiedy tak siedział,
nie patrzył na nic konkretnego – wiedziałem o tym dobrze. Jego skóra nigdy nie
ujrzała słońca. Wyglądał niewinnie. Przez chwilę nie był tym, którego poznałem
na imprezie. W tamtej chwili w ogóle go nie znałem.
Zanim się ocknął, zdążyłem zrobić
zdjęcie, które planowałem zachować tylko dla siebie.
Harry spostrzegł mnie i uśmiechnął się.
Wrócił kolor w jego oczach i cała radość. W tamtej chwili mogłem poczuć coś w
rodzaju rozczarowania. Wiedziałem teraz, że nie ma dla mnie tego prawdziwego
Harry’ego. Że prawdopodobnie już nigdy więcej go nie zobaczę. Tego, który nie
był synem, przyjacielem i kochankiem.
Poprawiłem torbę na ramieniu, a potem
szybko podbiegłem do niego i mocno przytuliłem. Zatopiłem się w jego ramionach
tak jak kochałem to robić, a jego silne ramiona przysunęły mnie do niego
jeszcze bliżej.
Kiedy Niall znikał gdzieś z Avą lub
inną dziewczyną, Harry i ja zachowywaliśmy się jak stare małżeństwo. Lubiłem
czasem dla niego gotować, a on szperał w mojej szafie i czasem zostawiał tam coś
swojego, abyśmy spotkali się następnego dnia, by mógł ją odzyskać.
Pewnego dnia wyskoczyłem na łóżko i
zacząłem krzyczeć:
- Harry, proszę, zabij to!
- Daj spokój Louis, to tylko robak –
odpowiedział.
- Harry! – odezwałem się ponownie,
bardziej stanowczym tonem.
Zmarszczyłem nos i wydąłem wargi.
- No już dobrze!
Harry był moim osobistym obrońcą,
rycerzem. Zawsze brał mnie na ręce, kiedy wracaliśmy pijani z pubu; cierpliwie
czekał, gdy byłem na zakupach z Jade; całował delikatnie za każdym razem, gdy
bolała mnie głowa.
Powiedział kiedyś:
- Kocham cię.
- Dlaczego mnie kochasz? – zapytałem.
- Kocham cię, ponieważ jesteś mój.
Ponieważ potrzebujesz być kochanym. Kiedy na mnie patrzysz, czuję się jak
bohater. Kiedy cię dotykam, czuję się lepszym człowiekiem. Kocham cię, ponieważ
kiedy cię widzę, czuję, że istnieję. I że mam dla kogo istnieć.
- Też Cię kocham – odpowiedziałem.
- A dlaczego Ty kochasz mnie?
- Kocham Cię, ponieważ kiedy cię
dotykam, sprawiam, że czujesz się lepszym człowiekiem. Kocham cię, ponieważ
nikt nie może oskarżyć nas o miłość. Ponieważ by zrozumieć naszą miłość, ludzie
będą musieli obrócić świat do góry nogami. Kocham cię, ponieważ mógłbyś kochać
kogokolwiek innego, lecz kochasz mnie.
Mijały miesiące, a ja wiedziałem, że
czas postawienia przed nami Tego pytania nadchodzi. Byłem w tedy z Niall’em w
pokoju. Harry zapukał i od razu wszedł. Zaczekałem aż ściągnie płaszcz, po czym
usiądzie obok i – jak miał w zwyczaju – pocałuje mnie na przywitanie.
W końcu powiedziałem:
- Musimy porozmawiać.
Uśmiech znikł z jego twarzy. Niall
odłożył łyżkę do miski i przełknął makaron, który właśnie jadł.
- Może zostawię was samych –
stwierdził.
Zatrzymałem go.
- Nie trzeba. Jesteś naszym
przyjacielem. Porozmawiamy w trójkę – odważyłem się powiedzieć.
Harry patrzył na mnie intensywnie i
czekał. Nagle słowa uwięzły mi w gardle. Próba dowiedzenia się czegoś, na co
czekałem bardzo długo, stała się tak trudna, jak nigdy wcześniej.
- Ja… Chciałem tylko zapytać, dlaczego
nie mówiłeś… wiesz, wtedy. Stwierdziłem, że powinienem wiedzieć.
- Dlaczego? – zapytał Harry, a jego ton
brzmiał zwyczajnie.
Wzruszyłem ramionami.
- Po prostu… widzę cię czasem,
siedzącego gdzieś i zamyślonego. Co jest nie tak Harry? Chcę wiedzieć. Powiedz
mi jaki był powód twojego milczenia.
- To stare dzieje – odparł. – Wszystko
jest już w porządku.
Niall wciąż przysłuchiwał się rozmowie.
- Więc dlaczego mam wrażenie, że
kłamiesz?
- Ponieważ coś sobie ubzdurałeś. Tak
już jest. Nie martw się, Louis, wszystko będzie dobrze.
Już miałem zostawić go w spokoju, gdy
dotarło do mnie co powiedział.
- Będzie? Czyli nie jest.
- Chciałem powiedzieć…
- Jasne.
Nastała cisza. Nawet Niall przerwał
siorbanie zupy i wyraźnie drgnął, wiedząc, że robi się nieciekawie.
Harry przełknął głośno ślinę.
- Mam raka, Louis. To wszystko – rzekł.
Poczułem, że coś uderza w moją klatkę
piersiową i dusi mnie. Nie mogłem uwierzyć.
- Harry, naprawdę chcę wiedzieć co ci
jest. Proszę nie żartuj w taki sposób. To nie jest śmieszne.
- Wcale się nie śmiałem.
Miska Niall upadła na podłogę, a
resztki zupy rozlały się na podłodze. Lecz nikt w tej chwili nie zwracał uwagi
na wsiąkającą w nasze spodnie ciecz.
- O mój Boże – wychrypiał Niall. – Ja…
- Spojrzał na mnie, na Harry’ego, a potem podniósł się. – Przepraszam,
posprzątam to.
- Harry? – jęknąłem.
Zdawałoby się, że zacznę płakać. Bardzo
chciałem. Krzątający się obok Niall przez chwilę przestał istnieć. Siedzący
przede mną Harry z trudem powstrzymywał łzy, a po chwili kompletnie się załamał
i schował twarz w dłonie.
- Harry? – powtórzyłem i złapałem go za
nadgarstek. – Co to znaczy? Harry?!
Niall zatrzymał się nagle.
- Nie mówisz prawdy! Jezu!
Krzyczałem chyba zbyt głośno, bo Niall
usiadł obok i zagarnął mnie ramieniem.
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem –
wyszeptał ledwo słyszalnie Harry. – Tak bardzo was przepraszam.
- Co sobie wyobrażałeś? – zapytałem. –
Byłeś chory od początku, tak? Harry odpowiedz mi.
Cisza.
- Jak długo miałbym cię dla siebie,
huh? – Cisza. – Ty dupku!
Wstałem i podszedłem do niego. On
również się podniósł.
- Chcesz mnie tak po prostu zostawić?
Słyszałem łkanie. To byłem ja.
- Nie pozwolę ci! Ty… ty sukinsynu!
Uhh! Dlaczego to zawsze spotyka mnie?
- Louis – szepnął Niall. – Ciszej,
proszę.
- Niech wszyscy słyszą. Już niedługo
zostanę tu całkiem sam! Całkiem sam jak palec! Och, mogłem się tego spodziewać.
Nie zasłużyłem sobie na to, by kogoś kochać. To nauczka, tak? Jezu!
Zbliżyłem się do Harry’ego, popychając
go w stronę drzwi.
- I teraz? Kiedy tak bardzo cię
kocham?! Nie możesz odejść, słyszysz? – ściszyłem głos. Zacząłem szeptać i
dławić się łzami. – Nie odchodź.
Wtuliłem się w jego klatkę piersiową, a
on powoli przysunął mnie do siebie.
- Harry – sapnąłem, nieświadomy, że
wymawiam jego imię. – Co ja bez ciebie zrobię?
- Poradzisz sobie Louis – rzekł.
- Wcale nie.
- O tak. Zobaczysz.
LISTOPAD – PIĘĆ I PÓŁ MIESIĄCA PÓŹNIEJ
|NARRATOR|
Louis wszedł na teren uniwersytetu i
pchnął dwuskrzydłowe drzwi budynku. Poprawiając torbę na ramieniu, stawiał
ciężkie kroki wzdłuż korytarza, zmierzając ku gabinetowi, który znajdował się
naprzeciwko niego.
Drogę przecięła mu Jade, a nim zdążył
się zorientować, stało przed nim kilkorga znajomych. George wyszedł na przód,
patrząc na przyjaciela ze współczuciem.
- Wszyscy wiemy, że chcesz zrezygnować,
ale czy to na pewno najlepszy pomysł? – zapytał.
- Tak – oświadczył Louis. – Nie
potrafię się skupić. Nie kocham już tego miasta. Wszystko co muszę, to wrócić.
Horan, stojący za George’em skrzywił
się.
- Będzie nam cię brakowało – powiedział
blondyn.
- Mnie was także – przyznał Louis.
Stali w ciszy przez kilka minut, nie
wiedząc, co mają zrobić. W końcu Jade podeszła i przytuliła go. Reszta poszła w
jej ślady.
*
Louis wyszedł na parking i rozglądnął
się. O maskę czarnego samochodu opierał się chłopak o kruczoczarnych włosach.
Szatyn dostrzegł jego łagodny wyraz twarzy. Brunet podniósł się i w
jednostajnym rytmie zmierzał ku Louis’emu. W końcu znalazł się przed nim,
stając o dwa schodki niżej.
- Jak się masz, Louis? – zapytał Zayn.
Louis wzruszył ramionami.
- Dobrze.
- Słyszałem, że wyjeżdżasz, więc…
- Zayn, nie próbuj mnie zatrzymać. –
przerwał mu.
Mulat zmarszczył brwi.
- Nie zamierzam. Chciałem zapytać, czy
spakowałeś już wszystkie rzeczy. Mam tu dodatkową parę rąk… pomyślałem.
- Oferujesz mi swoją pomoc?
- Owszem. Ale teraz zapraszam na kawę.
Louis zaczął wiercić się na swoim
miejscu.
- Nie chcę. Nie potrafię patrzyć na
tych wszystkich ludzi.
- Rozumiem.
- Naprawdę?
- Yhym. Wypijemy u mnie.
Cisza.
- Nic nie kombinuje. Zmieniłem się,
Louis. Zaufaj mi, proszę.
- W porządku – rzekł Louis. – jedźmy.
*
Zayn zalał dwie filiżanki gorącą wodą,
jedną położył na stoliku, a drugą chwycił w dłonie. Louis usiadł na sofie,
podczas gdy Zayn stanął przy oknie.
- Musi ci być ciężko – stwierdził.
Louis nic nie powiedział. Miał wrażenie,
że uchodzi z niego cała energia.
- Byłeś przy… no wiesz. Mam namyśli, że
kiedy on… rozumiesz?
- Nie – odrzekł Louis. – Dostałem list.
- List?
Zayn odwrócił się gwałtownie i uniósł
jedną brew.
- Harry wyjechał do innego szpitala.
- Nie sądziłem, że jest jakaś różnica
jeśli chodzi o miejsce, w którym mamy umrzeć – wyrzucił z siebie Zayn, lecz po
chwili pożałował tych słów.
Louis skrzywił się. Zrobiło mu się
niedobrze.
- Klinika w północnej Karolinie dawała
mu większe szanse na przeżycie.
- Och. No tak. Więc… co pisało w
liście?
Louis otulił kubek dłońmi, by choć
trochę je ogrzać. Mimo iż przebywał w ciepłych miejscach, miał wrażenie, że
jego dłonie zawsze są zimne. Przełknął ciężko ślinę i powiedział:
- Drogi
Panie Tomlinson. Z przykrością zawiadamiamy, że o godzinie 00:00 stwierdzono
zgon pańskiego przyjaciela H. Styles’a.
- To wszystko?
- Nie. Ale reszta jest mało istotna.
Zayn upił dwa łyki kawy i usiadł obok
Louis’ego.
- Więc co to był za dzień?
Louis odwrócił głowę i pierwszy raz
spojrzał komuś prosto w oczy.
- Zmarł o godzinie 00:00. Nikt nie wie,
czy to było wczoraj, jutro… czy dziś. Nikt nie odważył się powiedzieć poniedziałek, ani wtorek.
- Minął miesiąc – powiedział jakby do
siebie Zayn. – niewiarygodne. Północ, mówisz?
Louis przytaknął słabo. Spojrzał na
czarną kawę, której wcale nie miał zamiaru pić, i pomyślał o szorstkiej kartce,
na której spośród wszystkich słów wyróżniono słowo zgon.
- Byłeś na pogrzebie? – zapytał po
dłuższym czasie Zayn.
- Jego mama nie pozwoliła mi tam iść,
więc nie poszedłem.
Zayn zmarszczył brwi.
- Wszystko jest takie popierdolone.
Louis wydawał się być spokojny, ale w
rzeczywistości napinał wszystkie mięśnie. Miał ochotę w coś uderzyć, kopnąć.
Chciał krzyczeć. Lecz siedział w spokoju i słuchał mruczenia Zayna. W głębi
serca był mu wdzięczny za zaproszenie. Wcale nie miał do niego żalu. Czuł, że
wszyscy się zmieniają. Skoro on sam zmienił się od śmierci Harry’ego, Zayn też
mógł.
Bardzo chciał mu to powiedzieć.
- Zayn?
- Tak?
- Nie jestem na ciebie zły. Już dawno
temu przestałem się gniewać.
Zayn uśmiechnął się ciepło.
- Nie ma sprawy. Odwieźć cię do domu?
- Byłoby miło.
Ruszyli do przedpokoju, w którym
wisiały płaszcze. Louis przypomniał sobie jak mieszkał w tym mieszkaniu i
codziennie znosił zrzędliwego Zayna. Pomyślał, że przynajmniej jedna rzecz jest
teraz na swoim miejscu: zupełnie inny Zayn, wspierający go teraz na duchu.
*
Louis wysiadł z samochodu i wszedł do
akademiku. Odruchowo zaglądnął do skrzynki na listy, oznaczonej numerem jego
pokoju. W środku były dwie koperty. Wsadził dłoń do kieszeni, odnalazł kluczyk
i otworzył skrzynkę. Wyjął zawartość, po czym wsiadł do windy i wyjechał na
najwyższe piętro.
Niall siedział w pokoju, odrabiając
lekcje. Gdy usłyszał otwierające się drzwi, zeskoczył z łóżka na podłogę i
podszedł do Lou. Uśmiechnął się, po czym przytulił go tak, jakby nie widzieli
się przez parę lat.
- Nie mogę uwierzyć, że jutro obudzę
się tu całkiem sam – przyznał Niall.
- Nic nie mogę na to poradzić.
- Ja wiem, ja wiem – westchnął. Było mu
ciężko. – Wiesz, Louis, kończę z tymi randkami. Biorę się za naukę. Jakbyś
czegoś potrzebował, to dzwoń. O! I mam coś dla ciebie.
Sięgnął po kopertę, leżącą na biurku.
- Skoro nie pojechałem do Paryża… -
powiedział i wręczył mu prezent.
- Niall, nie wezmę twoich pieniędzy.
- Jasne, że tak. Nie są mi potrzebne.
- Niall. One są twoje.
- Już nie, Louis. Potrzebujesz ich
bardziej. No dalej – zachęcał. – Wracasz do Doncaster, owszem. Zaczynasz nowe
życie, ale uwierz mi, tak od razu nie znajdziesz pracy. Weź je i spróbuj dojść
do siebie.
W oczach Lou pojawiły się łzy.
- Jesteś taki kochany – przyznał. – Ale
chciałbym, żebyś jednak je zachował i zabrał gdzieś Jade. Podobasz jej się.
Niall westchnął.
- Tulimy?
Blondyn wydął dolną wargę i rozłożył
ramiona. Louis przytaknął i przysunął się do uścisku.
- Zapomniałbym! W skrzynce były dwa
listy. Pewnie do ciebie. – Podał koperty Niall’owi, a sam podszedł do swojej
walizki.
Już miał wychodzić, gdy Niall zatrzymał
go.
- Jeden jest dla ciebie.
- Co?
- Tu pisze Louis Tomlinson. Tym samym
pismem na drugim widnieje Niall Horan. Czy któryś z naszych znajomych
wyjeżdżał?
- Nie wydaje mi się.
Louis podszedł do blondyna i zabrał
swoją własność.
- Przeczytam w pociągu. Do zobaczenia,
Niall!
- Do zobaczenia, Lou-Lou. Będę tęsknił.
*
Louis zajął miejsce w pustym przedziale
i automatycznie położył walizkę na dużej półce nad siedzeniami. Usiadł
wygodnie, wyciągając książkę, gdy nagle łzy ograniczyły mu widoczność. Dlaczego
płakał? Przez chwilę sam nie potrafił sobie na to odpowiedzieć. Wylałem już wszystkie łzy, pomyślał.
Prawda była taka, że nie chciał wracać do Doncaster. Nie wiedział, co tam
zastanie. Nigdy nie przedstawił rodzicom Harry’ego. Jego tata nie wiedział
nawet, że Louis jest gejem. Pamięta dokładnie dzień, w którym powiedział mamie,
że sobie nie radzi. Że nie jest już tak silny jak kiedyś i po prostu rozpłakał
się do słuchawki. Próbowała go uspokoić, ale nie potrafiła.
W tej chwili do Louis’ego powróciły
wszystkie wspomnienia. Stawały się niesamowicie bolesne, gdy zdawał sobie
sprawę z tego, że już nigdy się nie powtórzą. Zdławił płacz i połknął łzy.
Tłumaczył sobie, że histeria jest dla słabych. To już dawno się skończyło.
Teraz miał zamiar rozpocząć nowe życie, choć i tak wiedział, że nie potrafi.
Wyjazd z Londynu był równie trudny co
zmierzenie się z rzeczywistością. Jak miał opuścić miasto, które ukochał?
Miasto, które miał pokazać mu Harry.
Poprawił się na swoim miejscu, a wraz z
tym ruchem na ziemię spadło coś białego. Louis pochylił się i chwycił w dłoń
kopertę. Parę razy obrócił ją w dłoniach. Nie było adresu zwrotnego, a list nie
wyglądał na oficjalny. Starannym, ale zwyczajnym pismem, napisano: Louis Tomlinson. Przez chwilę próbował
zgadnąć od kogo może być. George, Joe, Jade i Zayn nigdy by na to nie wpadli;
po za tym nie mieliby powodu, by to robić. Liam, owszem długo się nie widzieli,
ale żeby od razu list? To nie pasowało do żadnego ze znajomych Louis’ego. Ale
dlaczego pismo wydawało się mu takie znajome? Wręcz przerażająco znajome.
Louis wyjął z kieszeni scyzoryk i
ostrożnie przeciął kopertę. W środku była złożona kartka; bardzo starannie.
Wyjął ją i rozłożył.
Drogi
Louis, przeczytał i nabrał do płuc powietrza.
Pomyślałem,
że to odpowiednia pora by napisać. Musiałem zaczekać, aż się pozbierasz, coś
postanowisz. Długo zastanawiałem się nad tym, jak przekazać ci tą wiadomość,
ale… och, Louis. Ja po prostu to napiszę.
Cokolwiek
mówią, cokolwiek jest prawdą. Ja żyję, kochanie. Tu Harry. Proszę nie płacz.
Louis automatycznie przyłożył dłoń do ust.
To nie mogło być prawdą. Bo nie mogło, prawda?
Zastanawiałem
się nad napisaniem ci czegoś w rodzaju: nie smuć się, wszystko będzie dobrze.
Ale teraz wiem jak jest ci trudno. Zbierałem się z wiadomością o tym, że mam
raka bardzo długo. Pisałem setki listów, które lądowały w koszu.
Przygotowywałem się przed lustrem. Tak naprawdę to nie było trudne. Sęk w tym,
że byłeś – i jesteś – osobą, którą
bardzo kocham. Nie sądziłem, że Ty, Louis, będziesz tym jedynym.
Ale
skoro jesteś, to musisz wiedzieć bardzo ważną rzecz. Wciąż żyję. Powtarzam to
już drugi raz, zauważ. Jesteś moim oczkiem w głowie, więc chcę zaopiekować się
tobą, kiedy mnie nie ma.
Jeśli
zamierzasz opuścić Londyn to ani mi się waż. Mam nadzieję, że nie siedzisz
teraz w pociągu.
Chwila…
Siedzisz?
Natychmiast
wysiadaj!
W
czarnej walizce, w bocznej kieszonce jest klucz.
Louis sięgnął do niej i wyjął go. Był
srebrny, lśniący. Wyglądał na nowy.
Nie
ma za co! Otwiera twoje nowe mieszkanie! Tak, Louis. Kupiłem ci mieszkanie, bo
wiem, że nie chcesz wracać do Doncaster.
Zanim
skończę ten list, chcę żebyś mi coś obiecał. Wykonuj wszystkie polecenia z
listów, nie ważne skąd się biorą i dlaczego każę ci to robić. Obieca mi, Lou.
I
proszę, kochanie, nie płacz. To takie trudne, wiedzieć, że cierpisz. Jesteś
śliczny, inteligentny i zabawny. Chciałem napisać „przystojny”, ale tak bardzo
lubię nazywać się „ślicznym”. Wybaczysz mi?
Louis chlipnął głośno. Jasne, że wybaczę, pomyślał.
Na
dole koperty masz adres mieszkania. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Poproś
kogoś, żeby pomógł ci się wprowadzić. Niedługo się spotkamy. Kocham Cię.
PS.
Nie przegap godziny 00:00 .
Od autora (znowu): o Jezu, Jezu. Czy tylko ja uważam, że ten rozdział jest beznadziejny? Wybaczcie, spierdoliłam. Zdarza się ;c Muszę też zaznaczyć, że to wszystko co się tu stało było planowane od samego początku. Ten rozdział zawiera dużo wydarzeń, ale trudno. Taki przeskok.Nie wiedziałam jak inaczej to przedstawić. Możecie mnie powiesić.

Woowww...
OdpowiedzUsuńCudne!!!
Myślałam, że naprawdę Harry nie żyje, a ty oooo...
Kocham to opowiadanie, czekam na następny rozdział.
Proszę, napisz go szybko :)
Tak bardzo brakowało mi tego opowiadania!
OdpowiedzUsuńJak zauważyłam, że dodałaś rozdział, na moich ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. :)
Ale z każdym kolejnym przeczytanym słowem ten uśmiech po prostu gasł. Tak, to chyba najlepsze określenie. Gasł..
Gasł mój uśmiech i tak na prawdę życie Louis'iego. :( Jakie to smutne..
Ale ten list! *__* on przywrócił mi nadzieję, że jednak Lou będzie szczęśliwy.
I choć mam swoją wizję kolejnych rozdziałów. Taką wiesz, szczęśliwą. ;)
To mam również ogromne obawy, że nie skończy się to najlepiej.
I choć nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, to boję się.
Sama tak na prawdę zastanawiam się czego, ale "tego" nie da się określić.
A może się da.. Tylko po prostu nie potrafię..
Także pewnie popłaczę się jak małe dziecko przy kolejnych notkach, ale widocznie tak musi być!
Życzę Ci dużo, dużo weny! I oczywiście czekam na szybką 7! Pozdrawiam. :)
o mój Boże ale się popłakałam! Matko uwielbiam Cię za tego bloga! Jest godzina 2 a ja idę jutro do szkoły na 8 i muszę wcześnie wstać ale nie Zasnę dopóki tego nie przeczytam :) -One_dreamxx
OdpowiedzUsuńJa siedzę i płaczę,a tu JOKE - Harry żyje :D Bosko piszesz <3
OdpowiedzUsuń