Rozdział ósmy.
Od autora: Nie wierzę, że jeszcze tylko dwa rozdziały ;o Coś mi się wydaje, że będzie ich więcej ;) Miłego czytania!
Achhhh! No i wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! Woop woop!
Achhhh! No i wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! Woop woop!
___________________________
Gdy Louis obudził się rano, był tak zdezorientowany, że zaczął
płakać. Kilka godzin temu był zbyt zmęczony, by zastanawiać się nad tajemniczym
esemesem, ale w końcu nadszedł ranek. Był listopad. Pięć i pół miesiąca temu
Harry wyjechał do północnej Karoliny. Miesiąc temu zmarł na raka mózgu. Louis
uświadomił to sobie tak boleśnie, że nie był w stanie wstać z łóżka. Z powrotem
opadł na poduszki, zanosząc się głośnym płaczem.
Obok łóżka, na stoliku nocnym leżała nadal nie odpakowana koperta.
Louis zignorował ją, odgarnął leniwie kołdrę i wyczołgał się z łóżka. Panele
były przyjemnie ciepłe, nie jak te w akademiku. Gołe stopy Louis’ego
rozkoszowały się tym uczuciem, po czym pozwoliły mu iść do przodu. Zatrzymał
się w hallu, mając wrażenie, że ktoś zaraz przywita go ciepłym śniadaniem lub
mokrym całusem w policzek. Tak się nie stało. I choć powietrze pachniało
perfumami Harry’ego, Louis nie poczuł się ani trochę lepiej.
Zwiedzając każde pomieszczenie, trafił wreszcie do łazienki. Była kremowa
i bardzo obszerna. Na jednej ze ścian wisiało duże lustro z czarną ramą, pod
nim wisiały dwie półki – w dość dużej od niebie odległości – również tego
koloru. Na górnej ustawiono umywalkę, obok flakonik z kwiatkiem, aloesową
świecę i… o Boże, Louis wstrzymał przez chwilę oddech. W drogich ramkach
widniały zdjęcia.
Louis ostrożnie, z dystansem, podszedł do nich i przez łzy,
ograniczające mu widoczność, próbował prześledzić każdy szczegół osób na nich
widocznych. Zaparło mu dech w piersiach, gdy trzecie od lewej przedstawiało
jego samego, obcałowywanego przed Harry’ego. Kiedyś było to tylko zabawne
zdjęcie, zrobione przez Jade lub Joe (Louis sam już nie pamiętał), ale teraz
stało się czymś w rodzaju najważniejszej pamiątki po kimś, kto już nie wróci.
Mimo wszystko, Louis uśmiechnął się. Pochwycił w dłonie fotografię
z Brianem i Harry’m w roli głównej. Za nimi wygłupiał się Liam. Louis
delikatnie pogłaskał policzek Harry’ego i westchnął ciężko. Brzmiało to jak jęk
lub odgłos wydany przez spłoszone zwierze. Potem odwrócił się i dostrzegł duży
prysznic. Pomyślał, że bez problemu zmieściłby się tam z Harry’m.
- Co ty robisz, Tomlinson? – zapytał sam siebie.
Odłożył ramkę ze zdjęciem i wyszedł z łazienki. Gdy odblokował
telefon, zauważył, że tajemnicza wiadomość wciąż jest otwarta. Nic nie
rozumiał. Harry nie mógł go słyszeć. Nie wierzył też w coś takiego jak duchy.
Gdyby ktoś jednak powiedział mu, że wczoraj właśnie usiłował z jednym
rozmawiać, wyjaśniłby, że to nie był duch, lecz dusza. Tak, to określenie
wydawało mu się odpowiedniejsze.
Ubrał czyste spodnie, po czym na wczorajszy T-shirt zarzucił
płaszcz i schował do kieszeni list. Musiał koniecznie dowiedzieć się gdzie jest
teraz telefon Harry’ego. A co za tym idzie – musiał zmierzyć się z jego mamą.
*
Bzz!
Louis nieśmiało nacisnął dzwonek, który zabrzęczał, jak ten w
akademiku.
Bzz!
- Mówiłam, że nie macie tu czego szukać! – Ktoś krzyknął na cały
głos.
Bzz!
- Kurwa wasza jebana mać! – Wyraźnie było słychać, że ktoś się
zbliża. – Jeśli nie odjedziecie, wzywam policję!
Louis zaczekał jeszcze chwilę i znów zadzwonił. Po chwili usłyszał
kroki i przygotował się na kolejną dawkę przekleństw, lecz zamiast tego,
usłyszał tylko:
- Proszę. Zostawcie mnie w spokoju. Proszę.
- Pani Styles? – odezwał się łagodnie.
- Lewis?
Cisza.
Coś chrupnęło; brzmiało jak przekręcanie klucza w zamku. Drzwi
uchyliły się, ukazując tylko połowę twarzy kobiety. Lecz ta połowa wystarczyła,
by Louis dowiedział się jak zmordowana jest ta kobieta. I że jest na skraju
załamania.
- Dobrze, że jesteś – oznajmiła. – Chciałabym, żebyś wziął rzeczy
Harry’ego.
- Rzeczy?
- Mam na myśli ubrania, notatniki i… po za tym nie miał nic
wartościowego – mówiła bardzo szybko, jakby ktoś ją gonił. – Jeszcze płyty. No
tak.
Louis zbliżył się.
- Nie chcę, żebyś wchodził. Wybacz. Naprawdę. Po prostu nie mam
ochoty na wizyty. Zwłaszcza twoje, Lewis. Wybacz.
- Louis – poprawił ją. – Jestem Louis.
- Jakkolwiek.
- Jasne.
Przez chwilę mierzyła go wzrokiem.
- Te wszystkie rzeczy są u jakiegoś przyjaciela… znaczy, byłego
przyjaciela mojego syna. To wszystko.
Już chciała zamykać, ale Louis postawił stopę w progu, co jej to
uniemożliwiło.
- Przyszedłem tu, by o coś zapytać.
- Louis, nie chcę z tobą rozmawiać.
- To tylko jedno pytanie – nalegał. – Gdzie jest teraz telefon
Harry’ego?
Otworzyła szerzej drzwi i przez chwilę myślała, zaciskając mocno
wargi. Jej włosy wyglądały jak cienkie, czarne nitki. Louis zastanawiał się,
jakie są w dotyku i dlaczego nie takie jak Harry’ego. On i jego mama bardzo się
od siebie różnili. Louis widział to szczególnie teraz. Anne miała skórę i usta
suche od papierosów, podkrążone oczy, które stały się całkowicie szare, bez
wyrazu. Była też bardzo niska. Równa wzrostowi Louis’ego, a on nie uchodził za
wysokiego. Przy Harry’m zawsze musiał stawać na palcach.
- Nie mam pojęcia, gdzie jest jego telefon. Powiedziałam, że nie
przyjmę jego rzeczy.
Louis zmarszczył brwi.
- Dlaczego? – zapytał, zaciekawiony. – Dlaczego? Przecież był pani
synem.
- Co nie znaczy, że muszę teraz gromadzić u siebie jego graty.
Mimo to, że patrzyła na Louis’ego, tak naprawdę nie potrafiła
spojrzeć mu w oczy. Jej wzrok uciekał gdzieś pomiędzy jego ustami, a nosem. Ale
nigdy nie padał na oczy.
- Nie kochała go pani?
Anne starała się być spokojna. Opierała się o futrynę ze
skrzyżowanymi rękoma na piersi i wydawała się być tak zła, że mogłaby spuścić
na Louis’ego najgroźniejsze psy świata, gdyby tylko je miała. Uniosła dumnie
głowę i zaczęła mówić:
- Ależ kochałam. Był moim dzieckiem, jak mogłabym go nie kochać?
Inteligentnym, pomocnym i sprytnym dzieckiem w dodatku. Myślisz, że tak łatwo
jest przestać kochać?
Louis wiedział o czym mówi. Nie dało się tak po prostu zapomnieć.
- On nie zrobił nic złego – kontynuowała. – Jeśli miał złe życie
lub zachowywał się bezczelnie względem kogoś, kogo nie powinien, to jest to
tylko moja wina. Mam tego ogromną świadomość, Louis. Tak ogromną, że nie
wierzyłam iż zmarł na raka mózgu. Zawsze miałam przeczucie, że wcześniej, czy
później popełni samobójstwo. Wtedy pojawiłeś się ty. Wywróciłeś jego świat do
góry nogami. Sprawiłeś, że zmienił się w szczęśliwego chłopca. Przez ciebie
dowiedziałam się jak złą matką jestem.
- Złą?
- Yhym – przytaknęła. – Czasami wolałam, żeby Harry znów był
nieszczęśliwy. Byle był ze mną. – Przerwała na chwilę i zaczęła szybko mrugać,
by osuszyć oczy. – Ja wiem, że nienawidził mnie już wcześniej, ja wiem. Po
prostu, było mi ciężko, okej? Teraz jest jeszcze ciężej.
- Co masz na myśli?
- To, że członkowie mojej rodziny umierają rok po roku. Najpierw
jego tata, potem on – wyznała. – I zamiast próbować wyjść na prostą, zrobiłam z
siebie tą… dziwkę, kurwę. Taka właśnie jest Anne Cox-Styles.
- Jeśli mógłbym jakoś pomóc…
- Ty?! – przerwała mu. – Nie możesz mi pomóc. Jesteś tak samo
załamany jak wszyscy inni. Nie mówię, że to pochwalam lub że to rozumiem.
Kochałeś go zbyt mocno. Zajmij się sobą i zapomnij.
- A Gemma? Brian?
- Brian to tylko dziecko. – Wzruszyła ramionami. – Gemma wciąż ma
depresję. Nic na to nie poradzę.
Louis zwiesił wzrok na jej fioletowe kapcie.
- Nie przychodź tu więcej – powiedziała i zamknęła drzwi.
*
Louis wbiegł po schodach na ostatnie piętro i zdyszany zadzwonił
do drzwi Liama. Poczuł, że mógłby zbiec na dół i wbiec tu jeszcze raz. Liam
bardzo długo nie otwierał. Z wnętrza było słychać odkurzacz. Louis skakał z
nogi na nogę, dzwoniąc bez przerwy dzwonkiem.
Buczenie ustało. Dało się słyszeć kroki.
Drzwi otworzyły się z wielką siłą, a Liam ze ściereczką w dłoni
znalazł się tuż przed Louis’m. Podszedł od razu i przytulił go tak, jakby nie
widzieli się kilka lat.
- Wszystko dobrze? Jak się masz? – zaczął wypytywać.
- W porządku.
- Wyglądasz strasznie! – wyznał.
Louis skrzywił się na nagły atak szczerości. Ostatni raz patrzył
na swoje odbicie, gdy jeszcze obchodziło go jak wygląda. Liam był bardzo
zadbany. Louis nie miał pojęcia, jak on to robi.
- Za to ty rewelacyjnie – oznajmił bez entuzjazmu.
- Wiesz jak to jest. Nie mogę stać w miejscu. Muszę coś robić,
żeby nie zwariować.
- Tak.
- Usiądź. Napijesz się czegoś?
- Nie.
- Zrobię ci herbaty z miodem.
- Naprawdę nie musisz.
- Może jakieś ciastka? No usiądź! Zaraz wszystko przyniosę.
Liam krzątał się po całym mieszkaniu, popychając Louis’ego w
stronę salonu i patrząc na blat w kuchni, jakby chciał wzrokiem przywołać do
siebie herbatniki. Louis usiadł na wygodnej kanapie, przypominając sobie, jak
siedział tu podczas burzy, a Harry nachylił się nad nim i…
- Mogłeś przyjść wczoraj! – krzyknął Liam, robiąc herbatę. – Szef
powiedział mi, że się przepracowuję! Kiedy ja nie potrafię przestać! Moje ręce
po prostu nie potrafią odpoczywać.
Wszedł do pokoju, niosąc na tacy przysmaki. Położył kubek przed
Louis’m i jednocześnie podsunął mu pod nos opakowanie z herbatnikami.
- Nie dziękuję – oparł Louis.
- Jedz, jedz. Strasznie schudłeś. Ja ciągle coś podjadam. Ale to
nic, bo co wieczór biegam po okolicy. Powinieneś spróbować. Wspaniałe uczucie.
Takie wyzwalające.
Liam trejkotał bez umiaru, co chwila podnosząc głos i wymachując
rękoma. Mimo tego entuzjazmu, Louis’emu zrobiło się go żal.
- Liam.
- Mówię ci, Louis, jestem z siebie dumny. Zrobiłem tyle rzeczy!
Pomogłem tacie wyremontować poddasze, zapisałem się na kurs gotowania i
przestudiowałem z siostrą wszystkie jej lektury. Teraz myślę nad zmianą zawodu.
- Liam?
- Asystent dentysty jest zbyt spokojny. I tak za niedługo mnie
wywalą, bo „za bardzo się udzielam”.
- Liam!
- Nie rozumiem. Przecież próbowałem tylko założyć plombę. Akurat
nie było doktora Shiffa. Jak tak teraz pomyślę, to może rzeczywiście
przesadziłem, ale cóż. Jak myślisz, Louis? Czy to dlatego dali mi parę dni
wolnego?
- Liam, posłuchaj.
- To nie jest dla mnie dobre. Mówiłem im to. Muszę coś robić, bo…
- Liam, do cholery!!
Chłopak spojrzał na Louis’ego i zmarszczył brwi.
- Tak?
- Za dużo mówisz. Chcę tylko, żebyś dał mi rzeczy Harry’ego.
Liam zastygł na moment, a potem zaczął nerwowo mierzwić swoje
włosy. Kolana trzęsły mu się okropnie. Louis położył dłoń na jego ramieniu.
- Nikt sobie nie radzi. Ja sobie nie radzę, mama Harry’ego sobie
nie radzi, ty sobie nie radzisz – rzekł. – Widzę to. Ale jeśli nie zwolnisz,
boję się, że zrobisz sobie krzywdę.
Liam przytaknął nerwowo.
- Każdy próbuje żyć w inny sposób. Ja mam taki.
- Musisz znaleźć inny.
Liam milczał.
- Wiesz jak stałem się jego przyjacielem? – zagadnął, patrząc
Louis’emu prosto w oczy.
- Jak? Opowiedz mi o tym.
- Spotkałem go w sklepie spożywczym. – Liam zachichotał nerwowo. –
Pomógł mi znaleźć makaron, czy coś w tym rodzaju. To takie banalne.
- Wcale nie.
Ciemny blondyn wypuścił długo wstrzymywane powietrze.
- I kiedy spotkałem go drugi raz, rozpoznałem go. Zaczęliśmy
rozmawiać, a on powiedział coś czego nie mówił nikomu. Wiesz jak to jest,
Louis. Jeśli wyznasz komuś tajemnicę, ten ktoś automatycznie staje się twoim
przyjacielem. To nieuniknione.
Louis usiadł obok Liama i przytulił go. Pierwszy raz poczuł, że to
on musi kogoś pocieszyć.
- Nie masz pojęcia jak bardzo do dupy było jego życie. Mogę
założyć się, że teraz patrzy na nas z wielkim uśmiechem, bo tak gdzie jest na
pewno musi być kurewsko dobrze. Cholerny Harry. Tylko co nam zostawił?
Louis spojrzał w przestrzeń przed sobą.
- Nic. Zupełnie nic.
- Właśnie.
Nagle oderwał się od Liama i zaczął cicho popłakiwać. Pamiętał jak
obiecał sobie, że przy nikim tego nie zrobi. Przeklął się w myślach i dał sobie
mentalny policzek.
Liam oderwał wzrok od podłogi. Patrzył na Louis’ego z zakłopotaniem.
Dotychczas miał wrażenie, że w tym chłopaku nie ma już żadnych emocji. Louis
przeżył najgorszą stratę. Jego ukochany umarł. Liam potrafił to zrozumieć.
- Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć jak ktoś traci najbliższą mu
osobę.
- Myślisz, że mogliśmy coś zauważyć? – zapytał Louis przez łzy,
ignorując słowa Liama. – On cicho umierał. Powinniśmy się domyślić.
- Ja chyba raz miałem okazję.
- Tak?
- Yhym.
Cisza.
- Zapytałem go, czy wyobrażał sobie kiedyś, że umiera, ale może
zobaczyć swój pogrzeb, by dowiedzieć się kto przyszedł i kto płakał.
- Co wtedy?
- Nic. Zrobił taką minę, jakby coś było na rzeczy, a potem
odpowiedział, że tak.
- I nie wydawało ci się to niepokojące?
Liam zamknął oczy.
- Wtedy nie.
Nagle Louis spostrzegł, że nadal ma na sobie płaszcz. Wsadził
dłonie do obszernych kieszeni, a w jednej wyczuł coś szorstkiego. Złapał to i
wyciągnął. Patrzył teraz na list zaadresowany do niego.
- Co to?
- List od Harry’ego. Jeden z wielu. Napisał je jakiś czas temu.
Przed… sam wiesz.
Liam przytaknął.
- Otworzysz go?
- Za chwilę – stwierdził Louis. – Muszę wiedzieć, co stało się z
tatą Harry’ego.
Liam uniósł jedną brew.
- Naprawdę nie wiesz? Nie znasz tragedii rodziny Styles?
- Nie.
- To powód, dla którego Harry pisał na kartkach.
Louis poczuł jak coś uderza w jego klatkę piersiową. Harry nigdy nie
powiedział mu prawdy.
- To stało się trochę więcej niż rok temu. Harry i jego tata
jechali samochodem i nagle zaczęli się o coś kłócić. Harry bardzo głośno
krzyczał, jego tata w ogóle nie zwracał uwagi na drogę. Jechali coraz szybciej.
Ich samochód kipiał złością – mówił Liam. – Z opowieści Harry’ego wynika, że
przejechali na czerwonym, a potem uderzyli w jakiś samochód. Siła uderzenia
była tak duża, że tata Harry’ego zginął na miejscu, choć Harry przez pierwsze
tygodnie był pewien, że jeszcze chwilę z nim rozmawiał.
- Rozmawiał?
- Tak, mówił do niego, że wszystko będzie dobrze, wyjdą z tego.
Potem stracił przytomność.
- Ale tak naprawdę, Harry’emu tylko się to zdawało?
- Tak twierdzą lekarze.
- Co stało się po wypadku?
- Harry obwiniał się za śmierć taty. Przysiągł, że nie odezwie
się, póki znów nie będzie szczęśliwy.
- Boże…
- Tak, wiem o czym pomyślałeś. Harry po raz pierwszy odezwał się
do ciebie.
Louis poczuł jak po jego ciele rozlewa się ciepło. Nagle bardzo
zachciało mu się płakać.
- Tak bardzo za nim tęsknie.
- Wszyscy tęsknimy.
- Nie rozumiesz. Ja naprawdę go potrzebuje. Nie potrafię
zapomnieć! Zwłaszcza przez te wszystkie znaki, które mi daje. Listy,
mieszkanie…
- Mieszkanie?
- Kupił mi mieszkanie.
Liam wyglądał na zaskoczonego.
- O co chodzi?
- Nic, tylko… zastanawiam się skąd wziął na to pieniądze. Majątek
Styles’ów przepadł wraz ze śmiercią głowy rodziny. Podobno przepisał go komuś,
nie zostawiając nic najbliższym.
- Może tym kimś był Harry? – zagadnął nieświadomie Louis.
Patrzył na zgaszony telewizor, a czerń ekranu pochłaniała go
powoli.
- To nie nasza sprawa, Louis. Otworzysz ten list?
Louis spojrzał na swojego przyjaciela tak, jakby nie wiedział o
czym jest mowa. Już zapomniał o kopercie, którą przez cały ten czas trzymał w
ręku. Spojrzał na nią i przeczytał: Louis Tomlinson. Bał się przeczytać treść.
Wiedział, że ten moment w końcu nadejdzie, ale nie sądził, że tak szybko.
Naprawdę chciał zapomnieć. Te listy niczego nie ułatwiały.
Liam nie mógł długo czekać. Wyrwał Louis’emu jego własność i
rozdarł papier. Potem podał mu kartkę i nakazał:
- Czytaj. Mówię poważnie.
Louis delikatnie objął opuszkami palców cienki papier.
- Drogi Louis! Jak Ci się
podoba nowe mieszkanie? Tak długo zastanawiałem się, czy jest dla Ciebie
odpowiednie. Na pewno poznałeś już Josepha. Nie zwracaj na niego uwagi. Dużo
mówi i próbuje być w centrum uwagi, ale to zwykły hotelowy boy. Tyle, że Ty nie
mieszkasz w hotelu. To coś dużo lepszego. – Louis spojrzał znacząco na
Liama. – Nie próbuj dociekać skąd wziąłem
na to pieniądze. Dla Ciebie jestem gotów zapłacił każdą cenę, Louis. Naprawdę.
Wiesz przecież, jak bardzo Cię kocham. Jest rzecz, z której bardzo się cieszę:
dobrze, że nie widziałeś całego Londynu… bo sam będę mógł Ci go pokazać! Mówię
poważnie. Kiedy będziesz gotów, spakuj plecak, kup bilet i ruszaj. Jest tak
dużo ciekawych miejsc. Wiem, że na razie jest Ci ciężko, ale to minie,
kochanie. Na początek poproś Liama, by podwiózł Cię do przedszkola dla
głuchoniemych dzieci. Tam właśnie pracowałem. Ach! I nie miej do niego żalu, że
Ci nie powiedział. To była nasza tajemnica. My też swoje mamy. Całuję, Harry.
REKLAMA:
Chcesz zadawać pytania postaciom? Dowiedzieć się o czymś, co nie zostało uwzględnione w opowiadaniu? Wystarczy, że przejdziesz na: ASK i zapytasz poprzedzając pytanie (np.): „Harry (Clean Horizon): treść pytania” ENJOY!

Naprawdę piękny. Nie wiem dlaczego, ale przy twoich opowiadaniach ZAWSZE płaczę, nawet jeśli są szczęśliwe ! Kocham twoje FanFiction, mam nadzieję, że będzie ich więcej, ale jak na razie zajmij się tym... Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Właśnie ! Zabije jak zaraz skończysz to wspaniałe opowiadanie ! Musi być dłuuuuuuugie, proszę ; > - Twoja największa fanka <3
OdpowiedzUsuńO cholera ale sie poryczalam. Nie no nie moge jestes wspaniala<3 czekam na nastepny -One_dreamxx
OdpowiedzUsuńBŁAGAM CIE NAPISZ KOLEJNY ROZDZIAŁ! to opowiadanie jest cudoowne chce wiecej i wiecej!
OdpowiedzUsuń