Rozdział dziewiąty
Harry nie mówił Louis’emu wielu rzeczy, co powodowało, że Louis
nie czuł się już dla niego ważny. Każda wychodząca na jaw sprawa raniła go
jeszcze bardziej niż śmierć ukochanego, co z kolei nie sprawiło, że przestał za
nim tęsknić.
Od kiedy wyszedł od Liama i wrócił do swojego mieszkania, nie
opuszczał go już tak często jak kiedyś. Pogodził się z faktem, że jego życie
jest spisane na straty. Wszystkie pamiątki po Harry’m stały się jego
uzależnieniem, a oglądanie ich – codzienną czynnością.
Wieczorami w kółko słuchał głosu Harry’ego i lubił wyobrażać
sobie, że zasypia w jego ramionach. Rankiem nie potrafił wstać. Wiedział jak
będzie wyglądał cały dzień i uznawał, że nie ma sensu go zaczynać. Kiedy
resztkami sił wyczołgał się spod kołdry, przechadzał się po mieszkaniu w
poszukiwaniu czegoś, czego wiedział, że nigdy nie znajdzie.
Lubił oglądać programy muzyczne, a potem w ubraniach Harry’ego,
które przywiózł mu Liam, chodził wolnym krokiem wokół telewizora i śpiewał do
szczoteczki lub pilota. Codziennie brał długą kąpiel, przed którą
rozprzestrzeniał w łazience wszystkie perfumy Harry’ego, póki nie uznał, że
jest tak zdesperowany iż mógłby się utopić.
Nie odbierał telefonów, nie otrzymywał listów. Nie mógł słuchać
głosu matki, pytającej go, czy wszystko dobrze.
GRUDZIEŃ
- Louis! Looooouis! Otwieraj! Wiem, że tam jesteś!
W mieszkaniu grała głośna muzyka, a sam właściciel kołysał się w
rytm ballady.
- Mam klucze! Louis, sam tego chciałeś!
Niall wsadził je do zamka i przekręcił. W tym czasie Louis
przyłożył pilot do ust i wyśpiewał kilka słów:
- Look at you makes it harder.
Niall pchnął drzwi i rozejrzał się dookoła. Pozostali weszli za
nim i rozejrzeli się.
- Niezła chata – wycedził George.
Niall próbował zlokalizować miejsce, z którego dobiega dźwięk.
- You know that I love you so I love you
enough to let you go!
Louis kołysał się w samej koszuli i bokserkach na środku salonu, a
Niall, Jade, George, Joe i Zayn stali w hallu i patrzyli na niego. Nagle
odwrócił się, zaciągając nutę, po czym przerwał, zauważywszy przyjaciół.
Nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Louis był w opłakanym stanie;
blady, zapłakany, brudny i do połowy nagi.
- Wszystkiego najlepszego! – krzyknął George.
Zayn trącił go i wyszedł o krok do przodu. Wziął koc, który leżał
na podłodze i zarzucił go na ramiona Louis’ego.
- Wszystko okej? – zapytał Niall, również podchodząc bliżej.
Louis dyszał, po wcześniejszym „przedstawieniu”. Zwilżył usta i
szepnął cicho:
- Jej. Przyłapaliście mnie. – Przerwał, by poprawić koc. – Wielkie
mi halo.
Zapadła cisza. Jade pomyślała, że trzeba ją przerwać.
- Kiedy ostatnio brałeś prysznic?
- Ja? – Louis uniósł brwi. – Czy ja wiem…
- Zrób to teraz…
- Błagam – dodał Zayn.
- Trochę tu posprzątamy – dokończyła Jade i uśmiechnęła się do
niego pocieszająco.
*
Świerzy i pachnący Louis wyszedł z łazienki, a ku jego
zaskoczeniu, mieszkanie było całkowicie czyste. Przyjaciele sami się
rozgościli. Na stoliku w salonie stała kawa i ciasto. Swoim pojawieniem się,
przerwał rozmowę. Koło Zayna było wolne miejsce; Louis nieśmiało je zajął.
Wszyscy go obserwowali.
- Nie mam dziś urodzin – jęknął, patrząc na kant stołu.
- Ależ masz.
Niall uśmiechnął się do niego ciepło.
- W takim razie powinniście być u rodzin na wigilii – ciągnął. –
Nie jestem nikim ważnym .
Zayn zaśmiał się.
- Nie opowiadaj głupot. Jesteś bardzo ważny.
Louis poczuł jak ciepło robi mu się na sercu. Miał ochotę
przytulić każdego z osobna, ale był jeszcze zbyt przygnębiony. Milczał.
Niall nagle podniósł się i wyszedł z pokoju. Kiedy wrócił, trzymał
w rękach małą paczkę. Podał ją Louis’emu, a ten wysłał mu pytające spojrzenie.
- Co to?
- Nie wiemy – odpowiedział za Niall’a Zayn. – Leżało przed
drzwiami.
- Może gdybyś wychodził… - zaczęła Jade, ale Joe trącił ją w
ramię. – To znaczy… Otwórz.
Louis przewracał ją w dłoniach. Była naprawdę niewielka, owinięta
w brązowy papier, opleciony sznurkiem. Louis podniósł głowę i spostrzegł, że
wszyscy obserwują go z niecierpliwością.
Pod stolikiem do kawy były dwie szuflady. Z jednej Louis wyciągnął
nożyczki i zaczął przecinać papier. Odrzucił go i spojrzał na czarną,
niepodpisaną kasetę. Wokół panowała cisza.
- Masz DVD? – zapytał Zayn.
Louis przytaknął i spojrzał w stronę telewizora. Zayn
automatycznie wziął od niego kasetę i umiejscowił ją w odtwarzaczu. Przez
chwilę głośniki trzeszczały, a ekran był szary. Potem obraz zaczął skakać i
nagle… pojawił się na nim Harry.
Louis zaniemówił. Zatrzymał na chwilę nagranie i spojrzał na
resztę.
- Kto z was to wymyślił?
Wszyscy spojrzeli po sobie.
- Mówię poważnie. – W jego oczach zaczęły zbierać się łzy. – To
nie jest ani trochę śmieszne.
- Louis – odważył się powiedzieć George. – Nikt z nas tego nie
przyniósł. Mówiliśmy, leżało przed drzwiami.
Cisza.
- Włącz to. Zobaczmy co jest dalej – polecił Zayn.
Louis wcisnął play i
patrzył uważnie w ekran.
- Happy Birthday to you! Happy Birthday to
you! Happy Birthday to Louis! Happy Birthday toooo yooou!
Głos Harry’ego brzmiał bardzo czysto – nawet jak na nagranie z
kasety. Jego oczy migotały z radości, a usta układały się w piękny uśmiech.
Louis zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo mu go brakowało.
- To twoje święto, kochanie!
– zaświergotał Harry. – Jesteś o rok
starszy, a mnie nie ma przy tobie… Oh… to nie był dobry tekst.
Łzy polały się po policzkach Louis’ego.
- Już niedługo rocznica
naszego poznania. Nie chcę, żebyś się przez to załamywał. Ciesz się tym co
jest, bo… pamiętaj… jesteś śliczny, inteligentny i zabawny. Niejeden chciałby
być tobą, wspaniałym człowiekiem. – Przerwał i zaśmiał się. – Nie możesz siedzieć w domu i nic nie robić.
Dlatego znalazłem ci pracę.
Louis spojrzał na pozostałych. Patrzyli uważnie na ekran.
- Pojedź z Liamem do
przedszkola dla głuchoniemych dzieci. Tak, jak cię o to prosiłem. Proszę.
Cisza.
- A teraz chciałbym, żeby
ktokolwiek, kto jest teraz z tobą w pokoju, wyszedł. To co zrobię będzie
naprawdę upokarzające. Nie jest to żaden wyjątkowy utwór, ale pomyślałem, że
jako jeden z niewielu, świetnie opisuje jak bardzo cię kocham i jak bardzo
tęsknię.
Harry na nagraniu zaśmiał się, po czym przesunął kamerę tak, że
obejmowała małe, białe pianino i spojrzał prosto w obiektyw.
- Zawsze chciałeś, żebym dla
ciebie zaśpiewał, więc… dla mojego Lou. – Znajoma melodia zaczęła wychodzić
spod rąk Harry’ego. Nigdy nie mówił Louis’emu, że gra. Kolejna rzecz, której
nie wiedział. – Oh his eyes,
his eyes make the stars look like they’re not shinning. His hair, his hair
falls perfectly without his trying. He’s
so beautiful and I tell him everyday.
Louis uśmiechnął się przez łzy i zsunąwszy się z kanapy, usiadł
bliżej telewizora.
- Yeah I know, I know when I compliment him, he don’t believe me. And it’s so, it’s so
sad to think he don’t see what I see. But every time he asks me do I look okay,
I say…
Włosy Harry’ego wydawały się być miękkie i puszyste. Louis miał
wielką ochotę ich dotknąć, ale… nie mógł. Kolejna dawka łez popłynęła po jego
policzkach, tworząc mokre smugi, ciągnące się do brody lub do ust. Mógł poczuć
ich słony smak; smak pustki po Harry’m.
- When I see your face there’s
not a thing that I would change! Cause you’re amazing just the way you are!
And when you smile the whole world stops
and stares for a while! Cause boy you’re amazing just the way you are!
- Awww! – zagruchała Jade, która również
nie mogła powstrzymać łez.
- His lips, his lips I could kiss them all day if he’d let me. His laugh, his laugh he
hates but I think it’s so sexy. He’s so
beautiful and I tell him everyday. Oh you know, you know, you know I’d never ask you to change. If perfect
is what you’re searching for then just say the same. So don’t even bother
asking if you look okay. You know I sa-a-a-a-ay!
Harry śpiewał jeszcze przez chwilę, a kiedy skończył, powiedział:
- Kocham cię, wiesz?
Na tym nagranie się urwało. Louis otarł łzy i wstał, by coś
powiedzieć, ale Niall przerwał mu.
- Jak się z tym czujesz? – zapytał.
Louis wyglądał tak, jakby nie zrozumiał pytania. Diametralnie
zmienił wyraz twarzy i zacisnął pięści.
- Uważam, że to było głupie.
Wszyscy spojrzeli na niego tak, jakby widzieli innego człowieka.
Lecz Louis nie mógł okazać słabości przed przyjaciółmi.
- Jeśli Harry chciał, bym poradził sobie z tą sytuacją, nie
przysyłałby samego siebie, śpiewającego dla mnie. Jest zwykłym dupkiem. To
nagranie w niczym mi nie pomogło. Chcę żebyście wyszli.
- Ale Louis… - zaczął Niall. – To był jego prezent dla ciebie.
- Poważnie? Bo wyglądał jak prezent od wroga, a nie od ukochanego.
Czuję się jeszcze gorzej. Wyjdźcie.
Cisza. Wszyscy myśleli, że Louis tylko żartuje. Miał to w
zwyczaju, ale tym razem był całkowicie poważny. Przyjaciele powoli zaczęli się
podnosić i kierować do wyjścia. Zayn podszedł do Louis’ego i pochyliwszy się
nad nim, szepnął:
- Po świętach zawiozę cię do tego przedszkola. Nie martw się. Łzy
nie są oznaką słabości. Wręcz przeciwnie.
W tamtej chwili Louis zrozumiał, że Zayn doskonale go rozumie.
Chciał, żeby został i pomógł mu się z tym zmierzyć, ale nie miał siły, by go
zatrzymać.
Przez kolejne trzy dni siedział przed nagraniem i słuchał śpiewu
Harry’ego w kółko i w kółko. Aż nie miał już siły na płacz.
*
Louis, Niall, Zayn i Liam wysiedli przed małym budynkiem. W oknach
widniały kolorowe obrazki. Liam dobrze znał to miejsce, więc wszedł przez
furtkę jako pierwszy i otworzył drzwi. Cała czwórka – choć nawet za dobrze się
nie znała – weszła do środka, gdzie panowało ciepło, a wokół dało się czuć
charakterystyczny zapach dzieci. Louis czuł się niepewnie.
Z jednej ze sal wyszła szczupła dziewczyna z uśmiechem na ustach.
Podeszła do Liama i przytuliła go, po czym automatycznie podała reszcie dłoń.
- Jestem Danielle Peazer. Który z was to Louis Tomlinson? –
zapytała.
- Ja. – Louis wyszedł przed Niall’a i Zayna.
- Miło mi cię poznać – rzekła. – Bardzo mi przykro z powodu twojej
straty. Zresztą… wszyscy go straciliśmy i bardzo chcielibyśmy, żeby wrócił.
Nastała chwila ciszy.
- Taaak – przeciągnął Louis. – Czy mógłbym po prostu dowiedzieć
się, na czym polega moja praca tu?
Danielle wydawała się być spokojna, choć w środku miała ogromną
chęć przytulenia Louis’ego.
- Jasne – oznajmiła i wzięła go pod rękę. – Zaprowadzę cię do
dzieci.
Louis zatrzymał się w pół kroku. Stanowczo odmawiał.
- Od razu? Przecież nie wiem jak się z nimi porozumiewać.
- Nie martw się, Louis. Są bardzo mądre.
Zostawiając przyjaciół w tyle, weszli do przytulnej sali. Louis
automatycznie zauważył różnokolorowe ściany, dekoracje w postaci uśmiechniętych
pszczółek i dzieci bawiące się na dywanie. Nieliczni zwrócili na niego uwagę.
Jeden z chłopców rzucił zabawkę i podszedł do przedszkolanki, po czym ujął ją
wokół bioder. W jego uchu umieszczony był aparat słuchowy, jakby rodzice
łudzili się, że kiedyś usłyszy. Przynajmniej tak myślał o tym Louis. W tamtej
chwili nie mógł oderwać wzroku od dziecka. Próbował wyobrazić sobie życie bez
dźwięków i możliwości mówienia. Zrobiło mu się ciężko na sercu. To było
niesprawiedliwe.
- Mają przerwę – oznajmiła Danielle, wskazując na dzieci. – Pozwól,
że wszystko ci wyjaśnię.
Podeszli do większego stolika, wyraźnie przeznaczonego dla
dorosłych. Mały chłopiec wciąż trzymał się nóg Danielle. Usiadła na krześle i
wzięła go na kolana. Louis zrobił to samo.
- Zacznijmy od tego, że nie jesteś przystosowany do pracy z takimi
dziećmi. Nie skończyłeś szkoły, bądź kursu. Jak mniemam nie umiesz języka
migowego?
Louis pokręcił przecząco głową.
- Nie wiem, jak mogłabym cię tu zatrudnić – rzekła i przerwała na
dłuższą chwilę. Louis rozglądnął się po sali, szukając w głowie jakiegoś punktu
zaczepnego. Może jednak mógł pomóc. – Ale Harry chciał, żebyś zajął jego
stanowisko, więc… zgadzam się.
Louis spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
- Danielle, tak? - Przytaknęła, gdy poprawnie wymówił jej imię. –
Mnie też nie podoba się wola Harry’ego. Nie wiem co tu robię, nie wiem jak mam
się nimi zająć. Nie mam zielonego pojęcia o tym, jak robił to Harry. Jestem tu
tylko po to, żeby się o tym dowiedzieć na własnej skórze. Skoro sam mi o tym
nie mówił, tak to odkryję.
Danielle złagodniała. Objęła swoją dłonią dłoń Louis’ego i
odparła:
- Już mówiłam, masz tą pracę. Teraz wyjaśnijmy sobie całą resztę.
Chciałabym, żebyś opracował z nimi jakiś projekt. Będę twoją tłumaczką, w
porządku?
- Jasne. To ty ustalasz zasady.
- Ach, coś sobie przypomniałam… - zagadnęła. – Miałam ci tego nie
mówić, ale chyba tak cię przekonam. Dostałam list od Harry’ego. Chciał, żebym
wpisała całą grupę z… tobą na czele, w plan tegorocznego festynu. W Hyde Park
organizują Dzień Wiosny.
Louis zmarszczył brwi.
- Dzień Wiosny? Projekt? Co mam zrobić?
- Coś na wystawę. Coś radosnego – wyjaśniła. – Masz dużo czasu.
Louis zamyślił się. Co
zrobiłby Harry?
- Masz już jakiś pomysł?
- Mam… - wyznał nieśmiało.
Danielle odstawiła malucha na ziemię i wstała z miejsca. Louis
uczynił dokładnie to samo, obchodząc stolik. Danielle uśmiechnęła się
serdecznie i podając mu rękę, rzekła:
- W takim razie ufam ci, Tomlinson.
- Jasne.
Złapał jej dłoń, potrząsnął nią lekko i skierował się do drzwi.
- Harry ciągle o tobie opowiadał – krzyknęła za nim Danielle.
Louis zatrzymał się, lecz nie odwrócił. Jego dłoń spoczywała już
na klamce.
- Miał rację. Jesteś uroczy.
- Em… dzięki? – wymówił z trudem Louis, próbując powstrzymać
płacz.
Tak bardzo żałował, że nie może usłyszeć tego od Harry’ego. Życie
było niesprawiedliwe. Mógłby oddać swój słuch i głos, by tylko przywrócić życie
swojemu ukochanemu. Nie radził sobie bez niego. Zrobiłby dosłownie wszystko.

Piękne ;'( Płakałam kiedy to czytałam.Mimo wszystko mam przeczucie że Harry jednak żyje x Czekam na następnyy! ~One_dreamxx
OdpowiedzUsuńWoW, śliczne ! <3
OdpowiedzUsuń