wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział dziewiąty.


Rozdział dziewiąty

Harry nie mówił Louis’emu wielu rzeczy, co powodowało, że Louis nie czuł się już dla niego ważny. Każda wychodząca na jaw sprawa raniła go jeszcze bardziej niż śmierć ukochanego, co z kolei nie sprawiło, że przestał za nim tęsknić.
Od kiedy wyszedł od Liama i wrócił do swojego mieszkania, nie opuszczał go już tak często jak kiedyś. Pogodził się z faktem, że jego życie jest spisane na straty. Wszystkie pamiątki po Harry’m stały się jego uzależnieniem, a oglądanie ich – codzienną czynnością.
Wieczorami w kółko słuchał głosu Harry’ego i lubił wyobrażać sobie, że zasypia w jego ramionach. Rankiem nie potrafił wstać. Wiedział jak będzie wyglądał cały dzień i uznawał, że nie ma sensu go zaczynać. Kiedy resztkami sił wyczołgał się spod kołdry, przechadzał się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś, czego wiedział, że nigdy nie znajdzie.
Lubił oglądać programy muzyczne, a potem w ubraniach Harry’ego, które przywiózł mu Liam, chodził wolnym krokiem wokół telewizora i śpiewał do szczoteczki lub pilota. Codziennie brał długą kąpiel, przed którą rozprzestrzeniał w łazience wszystkie perfumy Harry’ego, póki nie uznał, że jest tak zdesperowany iż mógłby się utopić.
Nie odbierał telefonów, nie otrzymywał listów. Nie mógł słuchać głosu matki, pytającej go, czy wszystko dobrze.

GRUDZIEŃ

- Louis! Looooouis! Otwieraj! Wiem, że tam jesteś!
W mieszkaniu grała głośna muzyka, a sam właściciel kołysał się w rytm ballady.
- Mam klucze! Louis, sam tego chciałeś!
Niall wsadził je do zamka i przekręcił. W tym czasie Louis przyłożył pilot do ust i wyśpiewał kilka słów:
- Look at you makes it harder.
Niall pchnął drzwi i rozejrzał się dookoła. Pozostali weszli za nim i rozejrzeli się.
- Niezła chata – wycedził George.
Niall próbował zlokalizować miejsce, z którego dobiega dźwięk.
- You know that I love you so I love you enough to let you go!
Louis kołysał się w samej koszuli i bokserkach na środku salonu, a Niall, Jade, George, Joe i Zayn stali w hallu i patrzyli na niego. Nagle odwrócił się, zaciągając nutę, po czym przerwał, zauważywszy przyjaciół.
Nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Louis był w opłakanym stanie; blady, zapłakany, brudny i do połowy nagi.
- Wszystkiego najlepszego! – krzyknął George.
Zayn trącił go i wyszedł o krok do przodu. Wziął koc, który leżał na podłodze i zarzucił go na ramiona Louis’ego.
- Wszystko okej? – zapytał Niall, również podchodząc bliżej.
Louis dyszał, po wcześniejszym „przedstawieniu”. Zwilżył usta i szepnął cicho:
- Jej. Przyłapaliście mnie. – Przerwał, by poprawić koc. – Wielkie mi halo.
Zapadła cisza. Jade pomyślała, że trzeba ją przerwać.
- Kiedy ostatnio brałeś prysznic?
- Ja? – Louis uniósł brwi. – Czy ja wiem…
- Zrób to teraz…
- Błagam – dodał Zayn.
- Trochę tu posprzątamy – dokończyła Jade i uśmiechnęła się do niego pocieszająco.

*

Świerzy i pachnący Louis wyszedł z łazienki, a ku jego zaskoczeniu, mieszkanie było całkowicie czyste. Przyjaciele sami się rozgościli. Na stoliku w salonie stała kawa i ciasto. Swoim pojawieniem się, przerwał rozmowę. Koło Zayna było wolne miejsce; Louis nieśmiało je zajął. Wszyscy go obserwowali.
- Nie mam dziś urodzin – jęknął, patrząc na kant stołu.
- Ależ masz.
Niall uśmiechnął się do niego ciepło.
- W takim razie powinniście być u rodzin na wigilii – ciągnął. – Nie jestem nikim ważnym .
Zayn zaśmiał się.
- Nie opowiadaj głupot. Jesteś bardzo ważny.
Louis poczuł jak ciepło robi mu się na sercu. Miał ochotę przytulić każdego z osobna, ale był jeszcze zbyt przygnębiony. Milczał.
Niall nagle podniósł się i wyszedł z pokoju. Kiedy wrócił, trzymał w rękach małą paczkę. Podał ją Louis’emu, a ten wysłał mu pytające spojrzenie.
- Co to?
- Nie wiemy – odpowiedział za Niall’a Zayn. – Leżało przed drzwiami.
- Może gdybyś wychodził… - zaczęła Jade, ale Joe trącił ją w ramię. – To znaczy… Otwórz.
Louis przewracał ją w dłoniach. Była naprawdę niewielka, owinięta w brązowy papier, opleciony sznurkiem. Louis podniósł głowę i spostrzegł, że wszyscy obserwują go z niecierpliwością.
Pod stolikiem do kawy były dwie szuflady. Z jednej Louis wyciągnął nożyczki i zaczął przecinać papier. Odrzucił go i spojrzał na czarną, niepodpisaną kasetę. Wokół panowała cisza.
- Masz DVD? – zapytał Zayn.
Louis przytaknął i spojrzał w stronę telewizora. Zayn automatycznie wziął od niego kasetę i umiejscowił ją w odtwarzaczu. Przez chwilę głośniki trzeszczały, a ekran był szary. Potem obraz zaczął skakać i nagle… pojawił się na nim Harry.
Louis zaniemówił. Zatrzymał na chwilę nagranie i spojrzał na resztę.
- Kto z was to wymyślił?
Wszyscy spojrzeli po sobie.
- Mówię poważnie. – W jego oczach zaczęły zbierać się łzy. – To nie jest ani trochę śmieszne.
- Louis – odważył się powiedzieć George. – Nikt z nas tego nie przyniósł. Mówiliśmy, leżało przed drzwiami.
Cisza.
- Włącz to. Zobaczmy co jest dalej – polecił Zayn.
Louis wcisnął play i patrzył uważnie w ekran.
- Happy Birthday to you! Happy Birthday to you! Happy Birthday to Louis! Happy Birthday toooo yooou!
Głos Harry’ego brzmiał bardzo czysto – nawet jak na nagranie z kasety. Jego oczy migotały z radości, a usta układały się w piękny uśmiech. Louis zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo mu go brakowało.
- To twoje święto, kochanie! – zaświergotał Harry. – Jesteś o rok starszy, a mnie nie ma przy tobie… Oh… to nie był dobry tekst.
Łzy polały się po policzkach Louis’ego.
- Już niedługo rocznica naszego poznania. Nie chcę, żebyś się przez to załamywał. Ciesz się tym co jest, bo… pamiętaj… jesteś śliczny, inteligentny i zabawny. Niejeden chciałby być tobą, wspaniałym człowiekiem. – Przerwał i zaśmiał się. – Nie możesz siedzieć w domu i nic nie robić. Dlatego znalazłem ci pracę.
Louis spojrzał na pozostałych. Patrzyli uważnie na ekran.
- Pojedź z Liamem do przedszkola dla głuchoniemych dzieci. Tak, jak cię o to prosiłem. Proszę.
Cisza.
- A teraz chciałbym, żeby ktokolwiek, kto jest teraz z tobą w pokoju, wyszedł. To co zrobię będzie naprawdę upokarzające. Nie jest to żaden wyjątkowy utwór, ale pomyślałem, że jako jeden z niewielu, świetnie opisuje jak bardzo cię kocham i jak bardzo tęsknię.
Harry na nagraniu zaśmiał się, po czym przesunął kamerę tak, że obejmowała małe, białe pianino i spojrzał prosto w obiektyw.
- Zawsze chciałeś, żebym dla ciebie zaśpiewał, więc… dla mojego Lou. – Znajoma melodia zaczęła wychodzić spod rąk Harry’ego. Nigdy nie mówił Louis’emu, że gra. Kolejna rzecz, której nie wiedział.Oh his eyes, his eyes make the stars look like they’re not shinning. His hair, his hair falls perfectly without his trying. He’s so beautiful and I tell him everyday.
Louis uśmiechnął się przez łzy i zsunąwszy się z kanapy, usiadł bliżej telewizora.
- Yeah I know, I know when I compliment him, he don’t believe me. And it’s so, it’s so sad to think he don’t see what I see. But every time he asks me do I look okay, I say…
Włosy Harry’ego wydawały się być miękkie i puszyste. Louis miał wielką ochotę ich dotknąć, ale… nie mógł. Kolejna dawka łez popłynęła po jego policzkach, tworząc mokre smugi, ciągnące się do brody lub do ust. Mógł poczuć ich słony smak; smak pustki po Harry’m.
- When I see your face there’s not a thing that I would change! Cause you’re amazing just the way you are! And when you smile the whole world stops and stares for a while! Cause boy you’re amazing just the way you are!
- Awww! – zagruchała Jade, która również nie mogła powstrzymać łez.
- His lips, his lips I could kiss them all day if he’d let me. His laugh, his laugh he hates but I think it’s so sexy. He’s so beautiful and I tell him everyday. Oh you know, you know, you know I’d never ask you to change. If perfect is what you’re searching for then just say the same. So don’t even bother asking if you look okay. You know I sa-a-a-a-ay!
Harry śpiewał jeszcze przez chwilę, a kiedy skończył, powiedział:
- Kocham cię, wiesz?
Na tym nagranie się urwało. Louis otarł łzy i wstał, by coś powiedzieć, ale Niall przerwał mu.
- Jak się z tym czujesz? – zapytał.
Louis wyglądał tak, jakby nie zrozumiał pytania. Diametralnie zmienił wyraz twarzy i zacisnął pięści.
- Uważam, że to było głupie.
Wszyscy spojrzeli na niego tak, jakby widzieli innego człowieka. Lecz Louis nie mógł okazać słabości przed przyjaciółmi.
- Jeśli Harry chciał, bym poradził sobie z tą sytuacją, nie przysyłałby samego siebie, śpiewającego dla mnie. Jest zwykłym dupkiem. To nagranie w niczym mi nie pomogło. Chcę żebyście wyszli.
- Ale Louis… - zaczął Niall. – To był jego prezent dla ciebie.
- Poważnie? Bo wyglądał jak prezent od wroga, a nie od ukochanego. Czuję się jeszcze gorzej. Wyjdźcie.
Cisza. Wszyscy myśleli, że Louis tylko żartuje. Miał to w zwyczaju, ale tym razem był całkowicie poważny. Przyjaciele powoli zaczęli się podnosić i kierować do wyjścia. Zayn podszedł do Louis’ego i pochyliwszy się nad nim, szepnął:
- Po świętach zawiozę cię do tego przedszkola. Nie martw się. Łzy nie są oznaką słabości. Wręcz przeciwnie.
W tamtej chwili Louis zrozumiał, że Zayn doskonale go rozumie. Chciał, żeby został i pomógł mu się z tym zmierzyć, ale nie miał siły, by go zatrzymać.
Przez kolejne trzy dni siedział przed nagraniem i słuchał śpiewu Harry’ego w kółko i w kółko. Aż nie miał już siły na płacz.
*


Louis, Niall, Zayn i Liam wysiedli przed małym budynkiem. W oknach widniały kolorowe obrazki. Liam dobrze znał to miejsce, więc wszedł przez furtkę jako pierwszy i otworzył drzwi. Cała czwórka – choć nawet za dobrze się nie znała – weszła do środka, gdzie panowało ciepło, a wokół dało się czuć charakterystyczny zapach dzieci. Louis czuł się niepewnie.
Z jednej ze sal wyszła szczupła dziewczyna z uśmiechem na ustach. Podeszła do Liama i przytuliła go, po czym automatycznie podała reszcie dłoń.
- Jestem Danielle Peazer. Który z was to Louis Tomlinson? – zapytała.
- Ja. – Louis wyszedł przed Niall’a i Zayna.
- Miło mi cię poznać – rzekła. – Bardzo mi przykro z powodu twojej straty. Zresztą… wszyscy go straciliśmy i bardzo chcielibyśmy, żeby wrócił.
Nastała chwila ciszy.
- Taaak – przeciągnął Louis. – Czy mógłbym po prostu dowiedzieć się, na czym polega moja praca tu?
Danielle wydawała się być spokojna, choć w środku miała ogromną chęć przytulenia Louis’ego.
- Jasne – oznajmiła i wzięła go pod rękę. – Zaprowadzę cię do dzieci.
Louis zatrzymał się w pół kroku. Stanowczo odmawiał.
- Od razu? Przecież nie wiem jak się z nimi porozumiewać.
- Nie martw się, Louis. Są bardzo mądre.
Zostawiając przyjaciół w tyle, weszli do przytulnej sali. Louis automatycznie zauważył różnokolorowe ściany, dekoracje w postaci uśmiechniętych pszczółek i dzieci bawiące się na dywanie. Nieliczni zwrócili na niego uwagę. Jeden z chłopców rzucił zabawkę i podszedł do przedszkolanki, po czym ujął ją wokół bioder. W jego uchu umieszczony był aparat słuchowy, jakby rodzice łudzili się, że kiedyś usłyszy. Przynajmniej tak myślał o tym Louis. W tamtej chwili nie mógł oderwać wzroku od dziecka. Próbował wyobrazić sobie życie bez dźwięków i możliwości mówienia. Zrobiło mu się ciężko na sercu. To było niesprawiedliwe.
- Mają przerwę – oznajmiła Danielle, wskazując na dzieci. – Pozwól, że wszystko ci wyjaśnię.
Podeszli do większego stolika, wyraźnie przeznaczonego dla dorosłych. Mały chłopiec wciąż trzymał się nóg Danielle. Usiadła na krześle i wzięła go na kolana. Louis zrobił to samo.
- Zacznijmy od tego, że nie jesteś przystosowany do pracy z takimi dziećmi. Nie skończyłeś szkoły, bądź kursu. Jak mniemam nie umiesz języka migowego?
Louis pokręcił przecząco głową.
- Nie wiem, jak mogłabym cię tu zatrudnić – rzekła i przerwała na dłuższą chwilę. Louis rozglądnął się po sali, szukając w głowie jakiegoś punktu zaczepnego. Może jednak mógł pomóc. – Ale Harry chciał, żebyś zajął jego stanowisko, więc… zgadzam się.
Louis spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
- Danielle, tak? - Przytaknęła, gdy poprawnie wymówił jej imię. – Mnie też nie podoba się wola Harry’ego. Nie wiem co tu robię, nie wiem jak mam się nimi zająć. Nie mam zielonego pojęcia o tym, jak robił to Harry. Jestem tu tylko po to, żeby się o tym dowiedzieć na własnej skórze. Skoro sam mi o tym nie mówił, tak to odkryję.
Danielle złagodniała. Objęła swoją dłonią dłoń Louis’ego i odparła:
- Już mówiłam, masz tą pracę. Teraz wyjaśnijmy sobie całą resztę. Chciałabym, żebyś opracował z nimi jakiś projekt. Będę twoją tłumaczką, w porządku?
- Jasne. To ty ustalasz zasady.
- Ach, coś sobie przypomniałam… - zagadnęła. – Miałam ci tego nie mówić, ale chyba tak cię przekonam. Dostałam list od Harry’ego. Chciał, żebym wpisała całą grupę z… tobą na czele, w plan tegorocznego festynu. W Hyde Park organizują Dzień Wiosny.
Louis zmarszczył brwi.
- Dzień Wiosny? Projekt? Co mam zrobić?
- Coś na wystawę. Coś radosnego – wyjaśniła. – Masz dużo czasu.
Louis zamyślił się. Co zrobiłby Harry?
- Masz już jakiś pomysł?
- Mam… - wyznał nieśmiało.
Danielle odstawiła malucha na ziemię i wstała z miejsca. Louis uczynił dokładnie to samo, obchodząc stolik. Danielle uśmiechnęła się serdecznie i podając mu rękę, rzekła:
- W takim razie ufam ci, Tomlinson.
- Jasne.
Złapał jej dłoń, potrząsnął nią lekko i skierował się do drzwi.
- Harry ciągle o tobie opowiadał – krzyknęła za nim Danielle.
Louis zatrzymał się, lecz nie odwrócił. Jego dłoń spoczywała już na klamce.
- Miał rację. Jesteś uroczy.
- Em… dzięki? – wymówił z trudem Louis, próbując powstrzymać płacz.
Tak bardzo żałował, że nie może usłyszeć tego od Harry’ego. Życie było niesprawiedliwe. Mógłby oddać swój słuch i głos, by tylko przywrócić życie swojemu ukochanemu. Nie radził sobie bez niego. Zrobiłby dosłownie wszystko. 





2 komentarze:

  1. Piękne ;'( Płakałam kiedy to czytałam.Mimo wszystko mam przeczucie że Harry jednak żyje x Czekam na następnyy! ~One_dreamxx

    OdpowiedzUsuń
  2. WoW, śliczne ! <3

    OdpowiedzUsuń