wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział trzeci.


Rozdział trzeci.

[Przepraszam za błędy. Nie miałam czasu sprawdzić...]

LUTY

Ten miesiąc zaczął się ciekawie. Szczególnie dzięki pomysłowi Niall’a.
- Gdzie do cholery podziały się twoje wszystkie projekty? – zapytałem, gdy przypadkowo natknąłem się na ich brak przy szukaniu szkicowników.
- Sprzedałem na e-Bay’u – wyjaśnił.
- Co zrobiłeś?! – wykrzyczałem. – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to przez Amandę!
- Nie ma mowy – prychnął, nawet nie podnosząc na mnie wzroku. – Słyszałem, że studenci tak zarabiają.
Usiadłem bez słowa na łóżku. Musiało być coś nie tak. Niall za nic nie sprzedałby swoich prac. Najwyżej podarowałby w prezencie, gdyż wiedział jak cenne są. Zbyt cenne, by wystawiać je na e-Bay. Ale jakoś nie mogłem wymyślić, dlaczego to zrobił.
- Nie rozumiem Niall.
- Czego?
- Rodzice nie przysyłają ci pieniędzy?
- Jasne, że przysyłają. Pomyślałem, że fajnie będzie mieć ich więcej.
- Nie okłamiesz mnie, Nialler!
- Nie mam zamiaru LouLou!
- Nie mów tak do mnie…
- Stop! Możemy przestać wymawiać „nie” na początku każdego zdania?
- Nie.
Wybuchł śmiechem.
- Dobra – rzekł. – Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
Poklepałem miejsce obok siebie, a kiedy je zajął, przytaknąłem.
- Spotykam się z kimś – Uśmiechnął się i potarł rękoma kolana. – Chcę ją zabrać na wakacje… gdzieś…
- Gdzieś? – przerwałem mu.
- Do Paryża. Może.
- Niall, Paryż jest strasznie drogi.
- Tak, wiem – przyznał. – Dlatego zbieram już teraz.
Poklepałem go po plecach. Przez chwilę wydawało mi się, że wiem już wszystko i Niall nie musi nic mówić, ale jednak zapytałem:
- Kim ona jest?
- Ma na imię Ava – wyjaśnił.
- Ava? – powtórzyłem zbyt zdziwiony i zamrugałem. – Myślałem… Nieważne.
Tak bardzo chciałem mu powiedzieć, że to Jade naprawdę go lubi. A nie jakaś tam Ava. Kim ona w ogóle była?
- W ten weekend idziemy na kręgle. Może chcesz iść z nami?
- Niestety. – Skrzywiłem się. – Jestem umówiony z Harry’m.
Chyba zabrzmiało to zbyt wesoło, ponieważ Niall odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał tym znaczącym spojrzeniem.
- No co?
- Nie, nic – odparł, przeciągając samogłoski.
Uderzyłem go w ramię.
- Pieprz się.
- Ty też.
Przez chwilę śmialiśmy się jak idioci, ale Niall nagle wstał i powiedział:
- Hej, zrobię ci tę przyjemność i zachowam się jak gej. Będziesz mógł opowiedzieć mi ze szczegółami jak było.
- Zrobiłbyś to dla mnie? – udałem idiotycznie podnieconego.
- Tak! Pozwól, że dodatkowo pomaluję się eyelinerem i wskoczę w różową mini!
- Czy ktoś ci już kiedyś mówił, że jesteś…
- Przystojny? Wspaniały? Inteligentny?
- Idiotą – dokończyłem.
Znów się uśmiechnął.
Potem rzekł:
- Poważnie, Louis, wiem, że nie miałem okazji spędzić z tobą czasu tak, jak ty byś tego chciał.
Wstałem i przytuliłem go.
- Dzięki, Niall.

~*~


Wyszedłem na zewnątrz i spojrzałem w niebo. Było granatowe i sprawiało, że chciałem wrócić do środka. A niech cię, przystojny chłopcze z czekoladowymi lokami, który uwiodłeś mnie i teraz sprawiasz, że mogę pokonać strach, by spotkać się z tobą.
Upewniłem się, że mam przy sobie telefon, portfel i parasol. Potem wyszedłem poza teren akademiku i wsiadłem do autobusu, wiozącego mnie w stronę centrum Londynu. Wysiadłem dużo wcześniej, gdzie miał kręcić się Harry. Stan pogody wiąż mnie niepokoił, a chłopaka nie było w pobliżu. W tym całym tłumie czułem się jak zagubione dziecko. Miałem wrażenie, że w każdej chwili ktoś może popchnąć mnie na jezdnie lub zrobić coś gorszego. Oparłem się o murek obok schodów prowadzących do metra.
Na szczęście wśród tłumu wypatrzyłem poskręcane włosy. Te szmaragdowe oczy i różowe usta. I przez chwilę miałem wrażenie, że tylko jego twarz nabiera kolorów. Spośród całego tłumu, wszystkich przepychających się ludzi, widziałem tylko jego. Zaparło mi dech w piersiach. Pomachał do mnie w taki sposób, że zmiękły mi kolana.
Wydusiłem z siebie:
- Cześć.
Skinął głową i stanął niebezpiecznie blisko.
- Gdzie idziemy?
Wzruszył ramionami i wyjął notes.
- Chciałem cię po prostu zobaczyć – napisał.
- Och.
Uśmiechnął się na swój cudowny sposób. Nagle przypomniało mi się, że kiedyś całowałem te usta, i nie mogłem uwierzyć, że już zapomniałem jakie były miękkie. Chciałem stanąć na palcach i musnąć je wargami, ale wtedy ktoś mocno mnie popchnął. Miałem wrażenie, że spadam, ale to iż mój płaszcz stał się ciaśniejszy, zaprzeczało uderzeniu o twardy chodnik. Świat przestał wirować, spojrzałem na Harry’ego i zauważyłem, że trzyma mnie za ubranie. Stanąłem na równych nogach i westchnąłem.
Chwycił mnie pod rękę i poprowadził przez tłum. Trzymał tak mocno i pewnie, że nareszcie poczułem się bezpiecznie. Gdy wreszcie znaleźliśmy się z dala od ludzi, odetchnąłem z ulgi, a on uśmiechnął się i napisał coś na kartce.
- Musisz mi w czymś pomóc. Pomysł ci się nie spodoba, ale warto próbować.
- Co to za pomysł? – zapytałem.
- Muszę kupić prezent urodzinowy dla kumpla. I ty mi w tym pomożesz.
- Nie ma sprawy – odparłem. – Przecież nie weźmiesz mnie do jakiegoś gay-shop’u, prawda?


Właściwie – wziął mnie. Stanąłem przed wielkim neonem o nazwie „Gay & Fun” i patrzyłem na niego tak długo, że Harry musiał znów złapać mnie za nadgarstek i wciągnąć do środka. Wszędzie kręcili się umięśnieni faceci. Czułem się taki malutki i bezbronny. Jakby w każdej chwili ktoś mógł naskoczyć na mnie i zgwałcić.
Kilku z nich zmierzyło mnie wzrokiem i uśmiechnęło się, a pozostali przeszli obok, specjalnie potrącając. Nigdy wcześniej nie byłem w takim miejscu. Nie mam pojęcia czy to przez wstyd, czy strach. Swoje zabawki wolałem kupować przez Internet. Tak było dużo łatwiej i dyskretniej.
Harry najwyraźniej zauważył mój niepokój, bo przyciągnął blisko siebie, jakby chciał pokazać innym: „On jest mój”. I w jakiś sposób mnie to kręciło.
Na półkach leżało wiele rodzajów wibratorów, w przeróżnych kolorach i z wieloma funkcjami. Niektóre wyglądały bezpiecznie, drugie nieco mniej. W koszach lub na wieszakach wisiały erotyczne stroje i bielizna. Harry uśmiechnął się i wziął do ręki majtki z trąbą słonia.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że tam…
Kiwnął głową, nim dokończyłem. Ledwo przełknąłem ślinę.
Musiałem odwrócić wzrok od batów, kierując go na lubrykanty i prezerwatywy. Trochę za dużo emocji jak na jeden raz. Pewnie oglądając to w Internecie, byłbym wniebowzięty. Ale tu kręciło się zbyt wiele zainteresowanych bezbronnym studentem kolesi. Gdyby nie Harry – uciekłbym.
- Ten twój kolega ma chłopaka? – zapytałem.
Zaprzeczył ruchem głowy.
- Ok. Jakieś specjalne życzenia?
Znów zaprzeczył.
- Wibrator?
Wywrócił oczami i napisał:
- Ma ich zbyt dużo.
Otworzyłem szeroko oczy. Ja w swoim życiu miałem tylko jeden, który się popsuł… Wcale nie od zbyt częstego używania go.
- A co powiesz na to?
Podsunąłem mu pod noc pudełko z kulkami.
Odsunął się jak poparzony i napisał:
- Nie chcemy jechać z nim do chirurga. Po za tym jego dupa jest tak ciasna, że nic się tam nie zmieści.
- Sprawdzałeś?
- Zazdrosny?
- Nie, tylko pytam.
Pieprzyć Harry’ego i to jaki jest bystry. Kurczę. Byłem zazdrosny; skąd mogłem wiedzieć, że to nie tylko „kolega”?
- Więc?
Zaprzeczył, kiwając głową.
Ponownie podszedł do kosza z bielizną i zabrał słonika. Potem sięgnął po królicze uszy i uśmiechnął się.
- Poważnie?
Przytaknął, więc zaśmiałem się.
- Nie sądzę, że chciałbym dostać taki prezent.
- Spadaj! – napisał i pokazał mi język.
- Hej, ten język mógłby służyć do czegoś innego! – odezwał się przechodzący obok mężczyzna.
Klepnął Harry’ego w tyłek, a ten zmarszczył brwi. Myślałem, że po prostu go zignorujemy, a wtedy odwróci się i pójdzie, ale Harry miał w planach coś innego. Objął ręką moją szyję i przysunął mnie blisko do pocałunku. Z trudem się od niego oderwałem.
- Okej – odparł mężczyzna, przeciągając samogłoskę. – Rozumiem, „boyfriends”.
Miałem powiedzieć, że nie jesteśmy razem, ale jednak postanowiłem się zamknąć.

~*~

Harry miał najwyraźniej zamiar zabierać mnie w tajemnicze miejsca cały dzień, bo znów wylądowaliśmy w obcej dzielnicy. Obcej, przynajmniej dla mnie.
Poszliśmy do bloku mieszkalnego i wbiegliśmy na mniej więcej środkowe piętro. Harry miał ze sobą klucze, więc weszliśmy do mieszkania. Wcześniej napisał mi, że mieszka tu jego kolega i wraca jutro na swoje urodziny. Naszym zadaniem było przygotowanie imprezy.
Rozejrzałem się dookoła. Było tu dużo miejsca do tańczenia i przydatna wysepka na miejsce dla didżeja[i]. Panele miały ciemnobrązowy kolor, a przez kremowe ściany przechodził tak samo czekoladowy pas. Szyba kominka była brudna, co świadczyło o używaniu go dużo wcześniej. Obok na płytkach leżało trochę drewna. Zasłony były odsłonięte, a kwiaty podlane. Panowała czystość i porządek. Aż szkoda było pomyśleć, że jutro się to zmieni.
Harry wyciągnął z dużej reklamówki balony i serwetki, a z drugiej alkohol, chipsy i świece.
- Po co ci one?
Wyciągnął notes, a ja cierpliwie zaczekałem.
- Rozstawimy w łazience, dla nastroju. – I mrugnął.
Pomogłem mu przygotować stół z alkoholem, rozstawić świece i odsunąć na bok wszystkie niepotrzebne meble. Przekąski mogły zaczekać na jutro. Harry stanął przy oknie i zmarszczył brwi. Zaciekawiło mnie to, co go tak zdenerwowało i nagle zauważyłem granatowe chmury i błyski w oddali. Zadrżałem, a Harry – niestety – zauważył to.
- Boisz się burzy? – napisał.
Zarumieniłem się i spojrzałem na swoje buty. Nagle stały się tak ciekawe. Musiałem skupić na czymś całą uwagę, by nie myśleć o grzmotach. Zorientowałem się, że Harry podszedł bliżej. Objął mnie ramieniem i zaprowadził w stronę sofy.
- Mógłbyś… – Przerwałem. – Mógłbyś zasunąć zasłony i odłączyć wszystko od prądu.
Bez wahania zrobił to, o co go prosiłem. Sprawdził każde pomieszczenie, a potem usiadł obok. Przyciągnąłem nogi do klatki piersiowej, oplotłem je rękoma i oparłem głowę o kolana. Zauważyłem jak Harry przygryza wargę i wyłącza telefon, potem bierze w dłonie notes i długopis, i zakreśla na kartkach koślawe litery.
- Jeśli to cię pocieszy: jestem tu, a ze mną możesz być bezpieczny.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem to – odparłem. – Jesteś pewien, że możemy tu zostać ile chcemy?
Przytaknął i przysunął się bliżej.
Usłyszałem pierwszy grzmot, poprzedzony błyskiem.
- Nie mogę uwierzyć, że naprawdę się boisz – napisał i zaśmiał się.
Wzruszyłem bezradnie ramionami.
- Mam tak od zawsze. Kiedy byłem mały, mama zajmowała mnie czymś innym, bym zapomniał o burzy. To zawsze działało. – Przerwałem i spojrzałem mu w oczy. – Ale potem dorosłem i przestałem stosować tą technikę, więc znów się boję.
Harry wiąż przygryzał wargę i słuchał z zainteresowaniem. Miałem tak wielką ochotę sam ją ugryźć! Jeśli było jeszcze na świcie coś, co mogło sprawić, że zapomnę o wszystkim wokół, to właśnie był Harry. Nie mogłem oprzeć się pragnieniu poczucia jego dłoni na swoim torsie, dotykania jego loków i słuchania mlaśnięć, wywołanych naszymi pocałunkami.
Pomyślałem, że tracę zdrowy rozsądek, bo miałem wrażenie, że jego szmaragdowe oczy zbliżają się do mnie z każdym oddechem. Zamknąłem oczy i poczułem na swoich wargach coś ciepłego. Więc to naprawdę się działo. Harry wpił się w moje usta, objął moją twarz dłońmi, a jedną z nich powiódł pod moją koszulkę. Rozchyliłem wargi w nadziei, że wpuści swój język do moich ust. Zrobił to. Smakował kawą i pachniał nią. Położyłem się i oparłem o nałokietnik, a Harry oderwał się od moich ust, by zdjąć koszulkę. Następnie złożył kilka pocałunków od mojej szyi do odsłoniętego obojczyka. Chwycił dolną część mojego T-shirtu, a ja instynktownie uniosłem ręce nad głowę, by mógł go ze mnie ześlizgnąć. Potem zataczał kółka językiem wokół moich sutków, mięśni i brzucha. Powrócił do ust i wpił się w nie mocno. Objąłem jego biodra nogami, przyciągając go bliżej, tak by móc poczuć, że naprawdę tu jest. Wplotłem dłonie w gęste loki, nie mogąc nacieszyć się ich miękkością i zapachem jabłek.
Każde otarcie swojej skóry o jego, powodowało przepływ prądu przez moje ciało. Było tak cudownie leżeć tam i całować go. Czuć jego policzek, obok swojego i mieć świadomość, że trzeba przekręcić głowę lekko w prawo, by nie zahaczyć o nos.
Pomyślałem, że nie ma lepszego miejsca, w którym mógłbym teraz być. Z wszystkich rzeczy jakie przytrafiły mi się w całym życiu, ta jest najlepsza.
Nagle Harry podniósł mnie i schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Niósł mnie w stronę uchylonych drzwi. Kopnął je nogą i wtedy zorientowałem się, że jesteśmy w sypialni.
- Twój kolega nie będzie miał nic przeciwko? – zapytałem.
W odpowiedzi rzucił mnie na łóżku i wdrapał się na nie na czworaka. Nie pozwolił mi powiedzieć nic więcej. Sięgnął do paska moich spodni i rozpiął go, po czym wysunął ze szlufek i rzucił za siebie. Osunął się trochę niżej i obiema dłońmi chwycił nogawki, by szybko i zwinnie zsunąć je z moich nóg. Zostałem w samej bieliźnie, z Harrym, siadającym na mnie i ponownie całującym. Owinąłem ręce wokół jego szyi, by przysunąć go bliżej siebie. Nagle podskoczyłem, gdy do moich uszu dotarł dzwonek pieprzonego telefonu, którego zapomniałem wyłączyć.

~*~

- Więc? – zaczął Niall, siadając naprzeciwko.
- Więc? – powtórzyłem.
- Jak było? Opowiedz mi wszystko!
Uśmiechnąłem się i próbowałem przypomnieć wydarzenia z wczorajszego dnia.
- No więc, to zabawne, zabrał mnie do „Gay & Fun” po prezent dla kolegi, gdzie mnie pocałował, by dać do zrozumienia jednemu kolesiowi, że nie jest nim zainteresowany.
- Wow!
- Bez komentarzy proszę. – Uśmiechnąłem się i poczułem, że się rumienie. – Potem przygotowaliśmy imprezę urodzinową dla tego kolegi. Harry miał klucze i praktycznie mieliśmy całe mieszkanie dla siebie.
- Zrobiliście to? – pisnął Niall.
- Prawie.
- Prawie?! – powtórzył podirytowany.
- Tak.
- Dlaczego?
- Całowaliśmy się, ja byłem prawie nagi i leżeliśmy w sypialni, aż nagle moja mama postanowiła, że zadzwoni i zapyta jak się mam. Rozumiesz? Ona nigdy nie dzwoni o takiej porze! Dlaczego nagle postanowiła to zrobić?
- Nie denerwuj się. Jestem pewien, że wam się uda.
- Jasne – burknąłem. – Nawet nie wiesz, jak mi trudno. On nic nie mówi!
Niall uniósł jedną brew.
- Och, zapomniałem ci powiedzieć. Harry pisze na kartkach zamiast odpowiadać.
- Jest głuchoniemy?
- Nie.
Niall jeszcze bardziej się zdziwił. Wyglądał teraz jak osoba kupująca zestaw w McDonadl’s, której właśnie powiedziano, że frytki się skończyły.
- Więc dlaczego kurwa nie mówi?
Wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie mam pojęcia. Przypuszczam, że winimy jakieś wydarzenie z przeszłości, ale zbyt szybko się nie dowiem.
Obaj westchnęliśmy. A potem przez długi czas była cisza, którą przerywał szum prowadzenia węgla po kartce.
- To kiedy ta impreza?
- Dzisiaj. Harry powiedział, że mogę kogoś przyprowadzić.
- Idealnie. Ja i Ava możemy iść? – zapytał.
- Właściwie to myślałem o zabraniu ciebie i Jade.
Zatrzymał się w połowie kreślenia długiej linii i spojrzał na mnie.
- Nie mogę zabrać Avy?
Nienawidziłem go okłamywać. W tych niebieskich oczach było coś, co kazało ci być szczerym i sprawiedliwym wobec takiego małego szczeniaka jakim był Niall. Boże, ale nie mogłem mu teraz powiedzieć, że to jego wybór i może zabrać kogo chce. Z jego opowieści wynikało, że Ava to zwyczajna słodka blondynka bez planów na przyszłość. I przede wszystkim: jest całkowitym przeciwieństwem Jade, bez której impreza nie jest imprezą.
- Harry pozwolił wziąć tylko dwie osoby. – Skrzywiłem się, wypowiadając to.
Oczywiście skłamałem.
- Och, rozumiem.
Dokładnie przeanalizowałem jego reakcję i zdziwiłem się.
- Nie jest ci przykro?
- Nie? – Wyglądał tak, jakby dziwiło go, że zapytałem.
- Naprawdę?
- Jasne. Spędzę miły wieczór z Jade i innymi obcymi ludźmi. To tylko impreza, no nie?
- Tak – przytaknąłem. – Ej, Niall, jeśli wolisz wyskoczyć gdzieś z Avą…
- Chyba żartujesz – przerwał mi. – Ktoś musi dopilnować, żebyście ty i Harry mieli chwilę dla siebie.
- Mówisz poważnie?
Nagle Niall wybuchł śmiechem. Tym zaraźliwym, któremu nikt nie potrafił się oprzeć. I ja również zacząłem się śmiać. Tak mocno, że nie mogłem przestać.



[i] Tak, w języku polskim pisze się „didżeja” nie „DJ” :)




           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz