Rozdział trzeci.
[Przepraszam za błędy. Nie miałam czasu sprawdzić...]
LUTY
Ten miesiąc zaczął się ciekawie.
Szczególnie dzięki pomysłowi Niall’a.
- Gdzie do cholery podziały się twoje
wszystkie projekty? – zapytałem, gdy przypadkowo natknąłem się na ich brak przy
szukaniu szkicowników.
- Sprzedałem na e-Bay’u – wyjaśnił.
- Co zrobiłeś?! – wykrzyczałem. – Chyba
nie chcesz mi powiedzieć, że to przez Amandę!
- Nie ma mowy – prychnął, nawet nie
podnosząc na mnie wzroku. – Słyszałem, że studenci tak zarabiają.
Usiadłem bez słowa na łóżku. Musiało
być coś nie tak. Niall za nic nie sprzedałby swoich prac. Najwyżej podarowałby
w prezencie, gdyż wiedział jak cenne są. Zbyt cenne, by wystawiać je na e-Bay.
Ale jakoś nie mogłem wymyślić, dlaczego to zrobił.
- Nie rozumiem Niall.
- Czego?
- Rodzice nie przysyłają ci pieniędzy?
- Jasne, że przysyłają. Pomyślałem, że
fajnie będzie mieć ich więcej.
- Nie okłamiesz mnie, Nialler!
- Nie mam zamiaru LouLou!
- Nie mów tak do mnie…
- Stop! Możemy przestać wymawiać „nie”
na początku każdego zdania?
- Nie.
Wybuchł śmiechem.
- Dobra – rzekł. – Obiecaj, że nikomu
nie powiesz.
Poklepałem miejsce obok siebie, a kiedy
je zajął, przytaknąłem.
- Spotykam się z kimś – Uśmiechnął się
i potarł rękoma kolana. – Chcę ją zabrać na wakacje… gdzieś…
- Gdzieś? – przerwałem mu.
- Do Paryża. Może.
- Niall, Paryż jest strasznie drogi.
- Tak, wiem – przyznał. – Dlatego
zbieram już teraz.
Poklepałem go po plecach. Przez chwilę
wydawało mi się, że wiem już wszystko i Niall nie musi nic mówić, ale jednak
zapytałem:
- Kim ona jest?
- Ma na imię Ava – wyjaśnił.
- Ava? – powtórzyłem zbyt zdziwiony i
zamrugałem. – Myślałem… Nieważne.
Tak bardzo chciałem mu powiedzieć, że
to Jade naprawdę go lubi. A nie jakaś tam Ava. Kim ona w ogóle była?
- W ten weekend idziemy na kręgle. Może
chcesz iść z nami?
- Niestety. – Skrzywiłem się. – Jestem
umówiony z Harry’m.
Chyba zabrzmiało to zbyt wesoło,
ponieważ Niall odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał tym znaczącym
spojrzeniem.
- No co?
- Nie, nic – odparł, przeciągając
samogłoski.
Uderzyłem go w ramię.
- Pieprz się.
- Ty też.
Przez chwilę śmialiśmy się jak idioci,
ale Niall nagle wstał i powiedział:
- Hej, zrobię ci tę przyjemność i
zachowam się jak gej. Będziesz mógł opowiedzieć mi ze szczegółami jak było.
- Zrobiłbyś to dla mnie? – udałem
idiotycznie podnieconego.
- Tak! Pozwól, że dodatkowo pomaluję
się eyelinerem i wskoczę w różową mini!
- Czy ktoś ci już kiedyś mówił, że
jesteś…
- Przystojny? Wspaniały? Inteligentny?
- Idiotą – dokończyłem.
Znów się uśmiechnął.
Potem rzekł:
- Poważnie, Louis, wiem, że nie miałem
okazji spędzić z tobą czasu tak, jak ty byś tego chciał.
Wstałem i przytuliłem go.
- Dzięki, Niall.
~*~
Wyszedłem na zewnątrz i spojrzałem w
niebo. Było granatowe i sprawiało, że chciałem wrócić do środka. A niech cię,
przystojny chłopcze z czekoladowymi lokami, który uwiodłeś mnie i teraz
sprawiasz, że mogę pokonać strach, by spotkać się z tobą.
Upewniłem się, że mam przy sobie
telefon, portfel i parasol. Potem wyszedłem poza teren akademiku i wsiadłem do
autobusu, wiozącego mnie w stronę centrum Londynu. Wysiadłem dużo wcześniej,
gdzie miał kręcić się Harry. Stan pogody wiąż mnie niepokoił, a chłopaka nie
było w pobliżu. W tym całym tłumie czułem się jak zagubione dziecko. Miałem
wrażenie, że w każdej chwili ktoś może popchnąć mnie na jezdnie lub zrobić coś
gorszego. Oparłem się o murek obok schodów prowadzących do metra.
Na szczęście wśród tłumu wypatrzyłem
poskręcane włosy. Te szmaragdowe oczy i różowe usta. I przez chwilę miałem
wrażenie, że tylko jego twarz nabiera kolorów. Spośród całego tłumu, wszystkich
przepychających się ludzi, widziałem tylko jego. Zaparło mi dech w piersiach.
Pomachał do mnie w taki sposób, że zmiękły mi kolana.
Wydusiłem z siebie:
- Cześć.
Skinął głową i stanął niebezpiecznie
blisko.
- Gdzie idziemy?
Wzruszył ramionami i wyjął notes.
- Chciałem
cię po prostu zobaczyć – napisał.
- Och.
Uśmiechnął się na swój cudowny sposób.
Nagle przypomniało mi się, że kiedyś całowałem te usta, i nie mogłem uwierzyć,
że już zapomniałem jakie były miękkie. Chciałem stanąć na palcach i musnąć je
wargami, ale wtedy ktoś mocno mnie popchnął. Miałem wrażenie, że spadam, ale to
iż mój płaszcz stał się ciaśniejszy, zaprzeczało uderzeniu o twardy chodnik.
Świat przestał wirować, spojrzałem na Harry’ego i zauważyłem, że trzyma mnie za
ubranie. Stanąłem na równych nogach i westchnąłem.
Chwycił mnie pod rękę i poprowadził
przez tłum. Trzymał tak mocno i pewnie, że nareszcie poczułem się bezpiecznie.
Gdy wreszcie znaleźliśmy się z dala od ludzi, odetchnąłem z ulgi, a on
uśmiechnął się i napisał coś na kartce.
- Musisz
mi w czymś pomóc. Pomysł ci się nie spodoba, ale warto próbować.
-
Co to za pomysł? – zapytałem.
- Muszę
kupić prezent urodzinowy dla kumpla. I ty mi w tym pomożesz.
- Nie ma sprawy – odparłem. – Przecież
nie weźmiesz mnie do jakiegoś gay-shop’u, prawda?
Właściwie – wziął mnie. Stanąłem przed
wielkim neonem o nazwie „Gay & Fun” i patrzyłem na niego tak długo, że
Harry musiał znów złapać mnie za nadgarstek i wciągnąć do środka. Wszędzie
kręcili się umięśnieni faceci. Czułem się taki malutki i bezbronny. Jakby w
każdej chwili ktoś mógł naskoczyć na mnie i zgwałcić.
Kilku z nich zmierzyło mnie wzrokiem i
uśmiechnęło się, a pozostali przeszli obok, specjalnie potrącając. Nigdy
wcześniej nie byłem w takim miejscu. Nie mam pojęcia czy to przez wstyd, czy
strach. Swoje zabawki wolałem kupować przez Internet. Tak było dużo łatwiej i
dyskretniej.
Harry najwyraźniej zauważył mój
niepokój, bo przyciągnął blisko siebie, jakby chciał pokazać innym: „On jest
mój”. I w jakiś sposób mnie to kręciło.
Na półkach leżało wiele rodzajów
wibratorów, w przeróżnych kolorach i z wieloma funkcjami. Niektóre wyglądały
bezpiecznie, drugie nieco mniej. W koszach lub na wieszakach wisiały erotyczne
stroje i bielizna. Harry uśmiechnął się i wziął do ręki majtki z trąbą słonia.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że
tam…
Kiwnął głową, nim dokończyłem. Ledwo
przełknąłem ślinę.
Musiałem odwrócić wzrok od batów,
kierując go na lubrykanty i prezerwatywy. Trochę za dużo emocji jak na jeden
raz. Pewnie oglądając to w Internecie, byłbym wniebowzięty. Ale tu kręciło się
zbyt wiele zainteresowanych bezbronnym studentem kolesi. Gdyby nie Harry –
uciekłbym.
- Ten twój kolega ma chłopaka? –
zapytałem.
Zaprzeczył ruchem głowy.
- Ok. Jakieś specjalne życzenia?
Znów zaprzeczył.
- Wibrator?
Wywrócił oczami i napisał:
- Ma
ich zbyt dużo.
Otworzyłem szeroko oczy. Ja w swoim
życiu miałem tylko jeden, który się popsuł… Wcale nie od zbyt częstego używania
go.
- A co powiesz na to?
Podsunąłem mu pod noc pudełko z
kulkami.
Odsunął się jak poparzony i napisał:
- Nie
chcemy jechać z nim do chirurga. Po za tym jego dupa jest tak ciasna, że nic
się tam nie zmieści.
- Sprawdzałeś?
- Zazdrosny?
- Nie, tylko pytam.
Pieprzyć Harry’ego i to jaki jest
bystry. Kurczę. Byłem zazdrosny; skąd mogłem wiedzieć, że to nie tylko
„kolega”?
- Więc?
Zaprzeczył, kiwając głową.
Ponownie podszedł do kosza z bielizną i
zabrał słonika. Potem sięgnął po
królicze uszy i uśmiechnął się.
- Poważnie?
Przytaknął, więc zaśmiałem się.
- Nie sądzę, że chciałbym dostać taki
prezent.
- Spadaj!
– napisał i pokazał mi język.
- Hej, ten język mógłby służyć do
czegoś innego! – odezwał się przechodzący obok mężczyzna.
Klepnął Harry’ego w tyłek, a ten
zmarszczył brwi. Myślałem, że po prostu go zignorujemy, a wtedy odwróci się i
pójdzie, ale Harry miał w planach coś innego. Objął ręką moją szyję i przysunął
mnie blisko do pocałunku. Z trudem się od niego oderwałem.
- Okej – odparł mężczyzna, przeciągając
samogłoskę. – Rozumiem, „boyfriends”.
Miałem powiedzieć, że nie jesteśmy
razem, ale jednak postanowiłem się zamknąć.
~*~
Harry miał najwyraźniej zamiar zabierać
mnie w tajemnicze miejsca cały dzień, bo znów wylądowaliśmy w obcej dzielnicy.
Obcej, przynajmniej dla mnie.
Poszliśmy do bloku mieszkalnego i
wbiegliśmy na mniej więcej środkowe piętro. Harry miał ze sobą klucze, więc
weszliśmy do mieszkania. Wcześniej napisał mi, że mieszka tu jego kolega i
wraca jutro na swoje urodziny. Naszym zadaniem było przygotowanie imprezy.
Rozejrzałem się dookoła. Było tu dużo
miejsca do tańczenia i przydatna wysepka na miejsce dla didżeja[i]. Panele miały
ciemnobrązowy kolor, a przez kremowe ściany przechodził tak samo czekoladowy
pas. Szyba kominka była brudna, co świadczyło o używaniu go dużo wcześniej.
Obok na płytkach leżało trochę drewna. Zasłony były odsłonięte, a kwiaty
podlane. Panowała czystość i porządek. Aż szkoda było pomyśleć, że jutro się to
zmieni.
Harry wyciągnął z dużej reklamówki
balony i serwetki, a z drugiej alkohol, chipsy i świece.
- Po co ci one?
Wyciągnął notes, a ja cierpliwie
zaczekałem.
- Rozstawimy
w łazience, dla nastroju. – I mrugnął.
Pomogłem mu przygotować stół z
alkoholem, rozstawić świece i odsunąć na bok wszystkie niepotrzebne meble.
Przekąski mogły zaczekać na jutro. Harry stanął przy oknie i zmarszczył brwi.
Zaciekawiło mnie to, co go tak zdenerwowało i nagle zauważyłem granatowe chmury
i błyski w oddali. Zadrżałem, a Harry – niestety – zauważył to.
- Boisz
się burzy? – napisał.
Zarumieniłem się i spojrzałem na swoje
buty. Nagle stały się tak ciekawe. Musiałem skupić na czymś całą uwagę, by nie
myśleć o grzmotach. Zorientowałem się, że Harry podszedł bliżej. Objął mnie
ramieniem i zaprowadził w stronę sofy.
- Mógłbyś… – Przerwałem. – Mógłbyś
zasunąć zasłony i odłączyć wszystko od prądu.
Bez wahania zrobił to, o co go
prosiłem. Sprawdził każde pomieszczenie, a potem usiadł obok. Przyciągnąłem
nogi do klatki piersiowej, oplotłem je rękoma i oparłem głowę o kolana.
Zauważyłem jak Harry przygryza wargę i wyłącza telefon, potem bierze w dłonie
notes i długopis, i zakreśla na kartkach koślawe litery.
- Jeśli
to cię pocieszy: jestem tu, a ze mną możesz być bezpieczny.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem to – odparłem. – Jesteś pewien,
że możemy tu zostać ile chcemy?
Przytaknął i przysunął się bliżej.
Usłyszałem pierwszy grzmot, poprzedzony
błyskiem.
- Nie
mogę uwierzyć, że naprawdę się boisz – napisał i zaśmiał się.
Wzruszyłem bezradnie ramionami.
- Mam tak od zawsze. Kiedy byłem mały,
mama zajmowała mnie czymś innym, bym zapomniał o burzy. To zawsze działało. –
Przerwałem i spojrzałem mu w oczy. – Ale potem dorosłem i przestałem stosować
tą technikę, więc znów się boję.
Harry wiąż przygryzał wargę i słuchał z
zainteresowaniem. Miałem tak wielką ochotę sam ją ugryźć! Jeśli było jeszcze na
świcie coś, co mogło sprawić, że zapomnę o wszystkim wokół, to właśnie był
Harry. Nie mogłem oprzeć się pragnieniu poczucia jego dłoni na swoim torsie,
dotykania jego loków i słuchania mlaśnięć, wywołanych naszymi pocałunkami.
Pomyślałem, że tracę zdrowy rozsądek,
bo miałem wrażenie, że jego szmaragdowe oczy zbliżają się do mnie z każdym
oddechem. Zamknąłem oczy i poczułem na swoich wargach coś ciepłego. Więc to
naprawdę się działo. Harry wpił się w moje usta, objął moją twarz dłońmi, a
jedną z nich powiódł pod moją koszulkę. Rozchyliłem wargi w nadziei, że wpuści
swój język do moich ust. Zrobił to. Smakował kawą i pachniał nią. Położyłem się
i oparłem o nałokietnik, a Harry oderwał się od moich ust, by zdjąć koszulkę.
Następnie złożył kilka pocałunków od mojej szyi do odsłoniętego obojczyka.
Chwycił dolną część mojego T-shirtu, a ja instynktownie uniosłem ręce nad
głowę, by mógł go ze mnie ześlizgnąć. Potem zataczał kółka językiem wokół moich
sutków, mięśni i brzucha. Powrócił do ust i wpił się w nie mocno. Objąłem jego
biodra nogami, przyciągając go bliżej, tak by móc poczuć, że naprawdę tu jest.
Wplotłem dłonie w gęste loki, nie mogąc nacieszyć się ich miękkością i zapachem
jabłek.
Każde otarcie swojej skóry o jego,
powodowało przepływ prądu przez moje ciało. Było tak cudownie leżeć tam i
całować go. Czuć jego policzek, obok swojego i mieć świadomość, że trzeba
przekręcić głowę lekko w prawo, by nie zahaczyć o nos.
Pomyślałem, że nie ma lepszego miejsca,
w którym mógłbym teraz być. Z wszystkich rzeczy jakie przytrafiły mi się w
całym życiu, ta jest najlepsza.
Nagle Harry podniósł mnie i schował
głowę w zagłębieniu mojej szyi. Niósł mnie w stronę uchylonych drzwi. Kopnął je
nogą i wtedy zorientowałem się, że jesteśmy w sypialni.
- Twój kolega nie będzie miał nic
przeciwko? – zapytałem.
W odpowiedzi rzucił mnie na łóżku i
wdrapał się na nie na czworaka. Nie pozwolił mi powiedzieć nic więcej. Sięgnął
do paska moich spodni i rozpiął go, po czym wysunął ze szlufek i rzucił za
siebie. Osunął się trochę niżej i obiema dłońmi chwycił nogawki, by szybko i
zwinnie zsunąć je z moich nóg. Zostałem w samej bieliźnie, z Harrym, siadającym
na mnie i ponownie całującym. Owinąłem ręce wokół jego szyi, by przysunąć go
bliżej siebie. Nagle podskoczyłem, gdy do moich uszu dotarł dzwonek pieprzonego
telefonu, którego zapomniałem wyłączyć.
~*~
- Więc? – zaczął Niall, siadając
naprzeciwko.
- Więc? – powtórzyłem.
- Jak było? Opowiedz mi wszystko!
Uśmiechnąłem się i próbowałem
przypomnieć wydarzenia z wczorajszego dnia.
- No więc, to zabawne, zabrał mnie do
„Gay & Fun” po prezent dla kolegi, gdzie mnie pocałował, by dać do
zrozumienia jednemu kolesiowi, że nie jest nim zainteresowany.
- Wow!
- Bez komentarzy proszę. – Uśmiechnąłem
się i poczułem, że się rumienie. – Potem przygotowaliśmy imprezę urodzinową dla
tego kolegi. Harry miał klucze i praktycznie mieliśmy całe mieszkanie dla
siebie.
- Zrobiliście to? – pisnął Niall.
- Prawie.
- Prawie?! – powtórzył podirytowany.
- Tak.
- Dlaczego?
- Całowaliśmy się, ja byłem prawie nagi
i leżeliśmy w sypialni, aż nagle moja mama postanowiła, że zadzwoni i zapyta
jak się mam. Rozumiesz? Ona nigdy nie dzwoni o takiej porze! Dlaczego nagle
postanowiła to zrobić?
- Nie denerwuj się. Jestem pewien, że
wam się uda.
- Jasne – burknąłem. – Nawet nie wiesz,
jak mi trudno. On nic nie mówi!
Niall uniósł jedną brew.
- Och, zapomniałem ci powiedzieć. Harry
pisze na kartkach zamiast odpowiadać.
- Jest głuchoniemy?
- Nie.
Niall jeszcze bardziej się zdziwił.
Wyglądał teraz jak osoba kupująca zestaw w McDonadl’s, której właśnie
powiedziano, że frytki się skończyły.
- Więc dlaczego kurwa nie mówi?
Wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie mam pojęcia. Przypuszczam, że
winimy jakieś wydarzenie z przeszłości, ale zbyt szybko się nie dowiem.
Obaj westchnęliśmy. A potem przez długi
czas była cisza, którą przerywał szum prowadzenia węgla po kartce.
- To kiedy ta impreza?
- Dzisiaj. Harry powiedział, że mogę
kogoś przyprowadzić.
- Idealnie. Ja i Ava możemy iść? –
zapytał.
- Właściwie to myślałem o zabraniu
ciebie i Jade.
Zatrzymał się w połowie kreślenia
długiej linii i spojrzał na mnie.
- Nie mogę zabrać Avy?
Nienawidziłem go okłamywać. W tych
niebieskich oczach było coś, co kazało ci być szczerym i sprawiedliwym wobec
takiego małego szczeniaka jakim był Niall. Boże, ale nie mogłem mu teraz
powiedzieć, że to jego wybór i może zabrać kogo chce. Z jego opowieści
wynikało, że Ava to zwyczajna słodka blondynka bez planów na przyszłość. I
przede wszystkim: jest całkowitym przeciwieństwem Jade, bez której impreza nie
jest imprezą.
- Harry pozwolił wziąć tylko dwie
osoby. – Skrzywiłem się, wypowiadając to.
Oczywiście skłamałem.
- Och, rozumiem.
Dokładnie przeanalizowałem jego reakcję
i zdziwiłem się.
- Nie jest ci przykro?
- Nie? – Wyglądał tak, jakby dziwiło
go, że zapytałem.
- Naprawdę?
- Jasne. Spędzę miły wieczór z Jade i
innymi obcymi ludźmi. To tylko impreza, no nie?
- Tak – przytaknąłem. – Ej, Niall,
jeśli wolisz wyskoczyć gdzieś z Avą…
- Chyba żartujesz – przerwał mi. – Ktoś
musi dopilnować, żebyście ty i Harry mieli chwilę dla siebie.
- Mówisz poważnie?
Nagle Niall wybuchł śmiechem. Tym
zaraźliwym, któremu nikt nie potrafił się oprzeć. I ja również zacząłem się
śmiać. Tak mocno, że nie mogłem przestać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz