ROZDZIAŁ DRUGI
STYCZEŃ 2013
Obudziłem się z odrętwiałymi kończynami i spostrzegłem, że leżę w
niewygodnej pozycji. W pokoju prócz mnie nie było nikogo. Nagle dotarło do mnie
co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.
Postanowiłem wziąć prysznic, ubrać się i wyruszyć na poszukiwania
współlokatora. Wszedłem do małej kuchni zabierając z kosza na owoce jabłko i od
razu udałem się na miejsce sylwestrowej imprezy – na halę. Wsiadłem do windy, w
której spał jakiś obcy chłopak, i zjechałem nią w dół, po drodze zabierając
również Joe, George’a i Jade, którzy byli tak nieprzytomni, że nawet mnie nie
rozpoznali. Zostawiłem ich w spokoju i przebiegłem ulicę, by dostać się na
halę. Akurat miałem to szczęście, że wszystko miałem pod ręką. Za mną
znajdowało się pięć budynków dla studentów: czerwony, zielony, żółty, znów
czerwony i niebieski. Ja i Niall mieszkaliśmy w ostatnim, z którego wszędzie
było blisko. Zwłaszcza do sklepu akademickiego, w którym nutellę można było
znaleźć obok Durexu.
Na trawie wokół budynku walały się plastikowe kubki, serpentyny i
wypalone papierosy; przed wejściem zalegała podejrzana ciecz, a w środku czuć
było mocz i wymiociny. Skrzywiłem się na widok zmordowanych ciał studentów i
mogłem jedynie życzyć ich wątrobą szybkiego powrotu do zdrowia. Z kąta sali
doszedł mnie dźwięk szurania miotłą i stukania o ścianę. Odruchowo spojrzałem w
tamtym kierunku, a mój wzrok zatrzymał się na Harry’m, sprzątającym rozsypane
chipsy. Uśmiechnął się w moją stronę i wrócił do pracy. Nie wiem dlaczego, ale
moje nogi same poniosły mnie w jego stronę. Był taki niewinny i słodki.
- Cześć – rzuciłem.
Kiwnął głową i znów się uśmiechnął.
- Dużo roboty, co? – westchnąłem. – Dlaczego to robisz?
Wyciągnął z kieszeni kartkę i napisał:
- Ktoś musi.
- Nie masz nic innego do roboty?
Pokręcił głową, a ja westchnąłem. Rozglądnąłem się wokół z
nadzieją, że znajdę Niall’a, ale to nie było takie łatwe. Bez słowa skierowałem
się do schodów, prowadzących na trybuny, i mógłbym przysiąc, że Harry powiódł
za mną wzrokiem. Na górze były rozłożone kanapy, a na nich śpiący ludzie, wśród
których chrapał Niall. Uśmiechnąłem się drwiąco, podszedłem do niego i nie
budząc, wziąłem na ręce. Był cholernie lekki – jak dziecko. Udało mi się znieść
go na dół.
Harry zatrzymał się w pół ruchu. Uniósł jedną brew, ale po chwili
uśmiechnął się i podszedł bliżej. Napisał coś na swojej żółtej karteczce i
odwrócił ją w moją stronę.
- Pomóc?
- Właściwie, to nie trzeba. Jest bardzo lekki. Na pewno dam sobie…
Zanim dokończyłem, Harry, nie uznając protestu, zbliżył się i
zabrał ode mnie niewinnego blondyna. Ten ułożył głowę na jego piersi i obślinił
mu sweter. Wyglądało to tak, jakby Harry trzymał małe dziecko. I był to tak
cholernie słodki i spokojny widok, że
motylki w moim brzuchu zerwały się do lotu. W porę zorientowałem się, że Harry
zaczyna wychodzić z hali. Zabrałem jego płaszcz, leżący na krześle i dogoniłem
go. Przeszliśmy przez ulicę. Harry bez przerwy zerkał na mnie i uśmiechał się,
co wyglądało bardzo tajemniczo i denerwowało mnie, z uwagi na to, że Harry nie mówi. Wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy
na ostatnie piętro, gdzie otworzyłem przed chłopcami drzwi i wpuściłem gościa z
poprzedniej nocy do środka. Bardzo delikatnie ułożył Niall’a na jego łóżku i przykrył go
kocem. Cholera, to był tak troskliwy i delikatny gest. Stałem jak idiota i
patrzyłem na poskręcane czekoladowe loki, jakby to była najcudowniejsza rzecz
na świcie. Ale wtedy on musiał się odwrócić i ukazać swoje niesamowite oczy – o
kolorze szmaragdu. Błyszczały zupełnie tak jak on.
Najwidoczniej czekał aż coś powiem, bo stał wyprostowany przy
łóżku Niall’a i zauważywszy, że nie reaguje, podszedł niebezpiecznie blisko.
Moje dłonie aż drżały od pragnienia przyciągnięcia go do siebie i kochania się
z nim na zimnej podłodze. I tylko obecność Niall’a je od tego powstrzymywała. Nagle
sięgnął do kieszeni i długimi palcami objął długopis. Pomyślałem, jakby to było
mieć te palce w sobie. Na pewno robiłby to świetnie. Najlepiej. Boże, moje
ciało zadrżało.
Na jego kartce pisało:
- Co w tobie sprawia, że
tak bardzo chcę cię pocałować?
- N-nie wiem – jąkałem się. – Dlaczego tego nie zrobisz?
- Nie mogę.
- Dlaczego? – zapytałem zaciekawiony.
Zacisnął usta w cienką linię i nabazgrał:
- Bo po wczorajszej nocy
bolą mnie wargi.
Obaj wybuchliśmy śmiechem. On natychmiast zasłonił usta dłońmi, a ja
ściągnąłem je na dół.
- Masz najcudowniejszy śmiech na świcie – stwierdziłem.
- Przestań to robić –
napisał.
- Co robić?
- Być tak uroczym i zarazem
seksownym.
Uśmiechnąłem się a on nadal pisał.
- To sprawia, że jeszcze
bardziej chcę cię pocałować.
Stało się. Motyle w moim żołądku zaczęły robić salta i bawić się w
cyrk.
- Przepraszam za swoją śmiałość – wyparowałem. – ale może
zaproponuję lekkie muśnięcie warg?
Nie mogłem uwierzyć w to jak bardzo go pragnę.
Uśmiechnął się, napisał i podał kartkę:
- Zgoda. Choć myślę, że
kiedy zacznę, nie będę mógł przestać je ssać.
O święty Barnabo!
Delikatnie pochyliłem się w jego stronę, a on polizał moją dolną
wargę. To sprawiło, że miałem ochotę ją do niego docisnąć i wtedy poczułem ból
wywołany wczorajszą serią całusów. Jednak coś w tym bólu było przyjemnego, co
sprawiało, że nie mogłem się oderwać.
Nagle jego telefon zadzwonił. To był bardzo dziwny moment,
ponieważ Harry nie mógł rozmawiać przez telefon. Nie mógł, prawda? Ponieważ
Harry nie mówił.
Patrzyliśmy na wyświetlacz jak idioci, setki razy czytając „Gemma”
i zastanawiając się co zrobić. A przynajmniej ja się zastanawiałem, mając
jednocześnie wielką nadzieję, że usłyszę jego głos. Jednak Harry nie zrobił
nic, a telefon zamilkł. Najwidoczniej wiedział, co musi robić, bo natychmiast
wyjął notes i zaczął w nim pisać tak szybko, że wydawało mi się, iż ołówek się złamie lub zapali się skrawek papieru.
- Muszę lecieć, przepraszam.
To bardzo ważne… Sprawy rodzinne, rozumiesz. Jeszcze raz przepraszam.
Gdy czytałem, minął mnie, a gdy skończyłem usłyszałem trzask
drzwi. Nawet nie zdążyłem się pożegnać. Jak największy idiota wybiegłem na
korytarz i zawołałem:
- Harry!
Ale on tylko uśmiechnął się, kiwnął głową i wszedł do windy.
Tyle go widziałem.
KONIEC STYCZNIA
Minąłem kilka klas i schodami zbiegłem na sam dół, by wyjść z
uniwersytetu. Niall czekał na mnie przy drodze, rozmawiając z Jade. Podszedłem
i przysłuchałem się ich rozmowie.
- W sobotę możemy jechać do Tate Modern. Złapiemy pociąg i
spędzimy tam dzień – mówiła Jade, dużo gestykulując.
- To dobry pomysł. Mój kolega mieszka od niedawna na Bankside –
stwierdził Niall. – Możemy się u niego zatrzymać i przenocować, jak myślisz
Louis?
Usłyszawszy swoje imię, spojrzałem na niego trochę nieprzytomny.
Niby słuchałem i wiedziałem o czym mówią, ale po głowie bez przerwy krążyły mi
zielone tęczówki.
- Co?
- Co myślisz o pojechaniu do Tate Modern. Tata Jade przysłał jej
sporą sumkę i może trochę dołożyć się na nasz wstęp.
- Ach, tak. Jasne. Nie ma sprawy – burknąłem nieprzytomny.
- Wszystko w porządku?
- Jestem tylko trochę zmęczony.
- A mówią, że to ja mam słabą głowę – zachichotał Niall, co
podzieliła Jade.
- Nic nie piłem, za to ty nieźle zabalowałeś!
Znów wybuchliśmy śmiechem. I nikt nic już o tym nie mówił, bo znów
odleciałem. Jade i Niall rozmawiali jeszcze bardzo długo, zanim mój
współlokator zdecydował się oddać mi klucze i pozwolić odejść.
Znalazłszy się w mieszkaniu, wskoczyłem na łóżko i z ulgą
otworzyłem laptopa. Jutro miała być sobota. Nareszcie czas nic nie robienia i
bezpiecznego marzenia o czekoladowych lokach, bez ryzyka przyłapania przez
profesora. Boże. Nie widziałem Harry’ego od trzech tygodni, a moje ciało dawało
znać o tym, że potrzebuje go w trybie natychmiastowym. Nie było nocy bez
masturbacji. Co ja mówię… Zdarzało się, że wychodziłem na zajęciach do toalety,
tłumacząc się problemami z żołądkiem. Wszyscy mi współczuli, ale nikt tak
naprawdę nie wiedział jak bardzo cierpiał mój penis. Wolałbym nie móc wychodzić
z toalety z innego powodu.
Zalogowałem się na Twittera. Nie było nic ciekawego w tym, co
pisali ludzie, a sposób w jaki próbowali zwrócić na siebie uwagę był żenujący.
Trendy na świecie znów zostały zgwałcone przez fanów zespołów i życzenia
urodzinowe dla przystojnego aktora. Wszedłem w interakcje i niezbyt szczegółowo
przeanalizowałem wiadomości od znajomych.
Jade @xxJadeT
napisała:
@Louis_Tomlinson co powiesz na
wycieczkę ze mną i @Nialler1993 ?
1 h temu – 27 sty 13 via Twitter Mobile
Westchnąłem ciężko i przewinąłem dalej.
George
Shelley @Shelley93 napisał:
@Louis_Tomlinson pamiętaj o książce (:
Dwa dni temu – 25 sty 13 via Internet
Reszta wiadomości była sprzed dwóch tygodni, co oznaczało, że nikt
nie miał do mnie żadnej sprawy z wyjątkiem pożyczenia podręczników, odpisania
notatek lub kupienia czegoś w sklepie studenckim na dole. Tak, jakby nie było
telefonów.
Nagle pasek na górze Interakcji wyświetlił na czerwono: 1 nowe interakcje.
Kliknąłem na niego i zmarszczyłem brwi.
Love Is Equal obserwuje cię.
Automatycznie przeniosłem się na profil
osoby i spojrzałem na ikonę, która nic
mi nie mówiła. Dopiero nazwa użytkownika sprawiła, że podskoczyłem z zachwytu.
Tysiące razy powtarzałem na głos: Harry_69
Dodatkowo pozycja tam uwzględniona
jeszcze bardziej mnie podnieciła. Natychmiast kliknąłem w panelu wiadomości i
napisałem:
LouLou napisał:
@Harry_69 widzę, że mnie śledzisz :) xx.
2 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Niemal natychmiast otrzymałem
odpowiedź:
Love
Is Equal napisał:
@LouTommo czy to źle?
10 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
LouLou
napisał:
@Harry_69 nieee :) Tak dawno się nie
widzieliśmy…
5 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Love
Is Equal napisał:
@LouTommo nie wiedziałem, że to
przyjaźń na dłużej :P
10 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
LouLou
napisał:
@Harry_69 ja też nie, ale uwierz, chcę
cię częściej widzieć.
1 min temu – 27 sty 12 – via Internet
LouLou
napisał:
@Harry_69 Boże, nie mam pojęcia
dlaczego to napisałem, przepraszam!
3 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Love
Is Equal napisał:
@LouTommo Haha :D W porządku… „Tommo” :)
Nie bywałem w twojej okolicy i miałem parę spraw do załatwienia, ale teraz
jestem wolny. Od poniedziałku do soboty od 14.00 !
30 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
LouLou
napisał:
@Harry_69 To znaczy, że nie masz ochoty na wycieczkę
jutro rano :(
15 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Love
Is Equal napisał:
@LouTommo Jak bardzo rano?
5 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
LouLou
napisał:
@Harry_69 10.00 ? Chcę się wyspać ;)
3 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Love Is Equal napisał:
@LouTommo Zgoda! Wyjątkowo jutro będę mógł. Gdzie się wybierzemy?
1 min temu – 27 sty 13 – via Internet
JJ
@JoeMcE napisał:
@LouTommo @Harry_69 na randki nie umawia się przez Twittera!
2 min temu – 27 sty 13 – via Twitter
Mobile
LouLou
napisał:
@JoeMcE @Harry_69 Joe spadaj!
5 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
Love
Is Equal napisał:
@JoeMcE @LouTommo z kim mam
przyjemność?
30 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
JJ
napisał:
@Harry_69 @LouTommo Joe McElderry,
przyjaciel Louis’ego :) A ty?
10 sek temu – 27 sty 13 – via Twitter
Mobile
LouLou
napisał:
@JoeMcE Harry to nie twoja sprawa, a
teraz idź stąd! @Harry_69 jedziemy do muzeum sztuki nowoczesnej z @Nialler1993
i @xxJadeT
20 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
JJ napisał:
@LouTommo @Harry_69 Też mogę jechać?
30 sek temu – 27 sty 13 – via Twitter
Mobile
LouLou
napisał:
@JoeMcE NIE! NIE! NIE! @Harry_69 jesteś
tam jeszcze?
5 sek temu – 27 sty 13 – via Internet
~*~
SOBOTA, GODZINA 9.45
Zdecydowaliśmy się na autobus, ponieważ
przez lenistwo Niall’a spóźniliśmy się na pociąg. Harry nie wyglądał na
niezadowolonego, ja także. Autobus wlókł się niesamowicie długo, a Harry nadal
nie chciał mówić. Niall i Jade zajęli miejsca daleko od nas, więc nie musiałem
im wyjaśniać dlaczego. W Canning Town przesiedliśmy się do metra, które
zawiozło nas na London Bridge, a stamtąd przecięliśmy kilkanaście przecznic aż
do Tate Modern. Stanęliśmy przed ogromnym budynkiem i unieśliśmy głowy na wąską
wieżyczkę po środku. W tym miejscu postanowiliśmy się rozdzielić. Jade i Niall
razem popędzili do środka, a ja i Harry nadal staliśmy na zewnątrz. Nie wiedziałem, co mam zrobić;
odezwać się, czy ruszyć za przyjaciółmi? Wtedy Harry zaczął pisać.
- Wyglądasz
dziś świetnie.
- D-dziękuje – wyjąkałem. – Wejdziemy?
Kiwnął głową.
Byłem tu wiele lat temu. Pamiętam
uczucie jakie towarzyszy wchodzeniu do budynku. Zachwyt i podekscytowanie. A
przynajmniej dla zainteresowanych sztuką, ponieważ zewnętrzny wygląd muzeum nie
zachęca szczególnie do poświęcenia paru godzin na chodzeniu tam i z powrotem. Od
razu w obszernym holu czuć zapach nowości, doskonałości i precyzji. To śmieszne i trudne do
sformułowania, ale tak jest. To na co zwraca się szczególną uwagę to białe
podłogi i ściany, z brązowymi dodatkami, wysoki płaski dach i tłum ludzi. Nad
biurkiem uśmiechającej się do każdego kobiety wiszą trzy płaskie telewizory z
reklamą TM.
Samo słowo „muzeum” nie obiecuje nam
wiele rozrywki. Kiedy byłem mały – mogę przysiąc – to słowo należało do tych,
których najbardziej nienawidziłem. Póki nie przyjechałem do Tate Modern i nie
zrozumiałem jak wiele zabawy może być w tak pozornie skromnie wyglądającym
budynku.
Chciałem to wszystko opowiedzieć
Harry’emu już na wstępie, ale powstrzymałem się, decydując, że sam mu to
pokażę.
Po okazaniu biletów i oddaniu płaszczy,
zostaliśmy przepuszczeni dalej. Na początek zaparło mi dech w piersiach widząc
drewniane konstrukcje, które można było samemu testować; różnego rodzaju rampy
i zjeżdżalnie.
- To dopiero początek – szepnąłem do
zachwyconego chłopaka.
Dostrzegłem Jade i Niall’a bawiących
się na niestabilnej płycie wraz z jakimiś obcymi dziewczynami, które śmiały się
niesamowicie głośno. Weszliśmy do ciasnego tunelu, prowadzącego na następną
salę. Wskazałem tam Harry’emu dużą biała kulę i linę, pomagającą w utrzymaniu
tańcującego na niej mężczyznę. Zaczekaliśmy chwilę aż skończy, a potem Harry
bez wahania wdrapał się na nią i z łatwością utrzymał równowagę. Uśmiechnął się
dumnie w moją stronę. Zdążyłem zrobić zdjęcie, nim zachwiał się i prawie spadł.
Następnie obserwowaliśmy skaterów,
próbujących zjechać ze śliskiej, pochyłej powierzchni. Lecz najbardziej
ekscytującą rzeczą była poskręcana jak makaron instalacja zjeżdżalni.
Wdrapaliśmy się na górę i wybraliśmy dwa tunele. Podano nam specjalne poduszki,
i po odliczeniu do trzech zjechaliśmy w szaleńczym tempie, lądując twardo na
podłodze. To sprawiło, że znów usłyszałem śmiech Harry’ego. Najcudowniejszy, najsłodszy śmiech.
- Jak się bawisz? – zapytałem po
trzecim zjeździe z kolei.
Pokiwał głową z uśmiechem, co miało
oznaczać: „dobrze”. Był taki radosny i pełen energii. Zatraciłem się w jego
oczach; tym błysku, który nieustannie przyciągał mnie do siebie. Nawet nie
spostrzegliśmy, że stoimy zbyt blisko siebie i zbyt blisko wylotów zjeżdżalni.
Poczułem mocne kopnięcie w łydkę, a potem ziemia zaczęła zbliżać się
niebezpiecznie blisko. Zorientowałem się, że upadłem dopiero po paru dobrych
chwilach. Okazało się, że Jade była osobą, która ‘zwaliła mnie z nóg’. Na
szczęście zakończyło się śmiechem, siniakiem i pomocą Harry’ego. To jak ujął
mnie w swoje ramiona, było najcudowniejszą rzeczą tego dnia.
Razem z Niall’em i Jade przeszliśmy do
sali zachodu słońca, w której wszystko jest pomarańczowe. A potem ruchomymi
schodami wjechaliśmy do przestrzennych pokoi z drewnianymi podłogami i ogromnymi
obrazami powieszonymi na białych ścianach. Odwiedziliśmy także część, w której
wyświetlane były animacje i projekty komputerowe. Towarzyszyło nam tam wiele
dzieci.
Po obejrzeniu reszty dzieł sztuki,
zeszliśmy na sam dół do kawiarenki. Zamówiłem kawę, którą przyniosła mi młoda
kelnerka. Zastanawiałem się, jakby to było być kobietą. Z pewnością kupowałbym
dużo ciuchów i próbował wyglądać oszałamiająco, ale stawiałbym na delikatny
makijaż. Co zrobiłbym z włosami? Na pewno fajnie przyciął i rozpuścił. A może
miałbym loki, jak Harry. Nie, nie miałbym, ale Harry tak. Czy wolałbym
Harry’ego jako Harriet? Musiałem się długo zastanowić. Ale gdy tylko
przypomniałem sobie jego mięśnie, które dotykałem w sylwestrową noc, odpowiedź
była jednoznaczna.
Poczułem coś szorstkiego przy opuszkach
palców. Chłopak podsunął mi karteczkę.
- O
czym myślisz?
Nie mogłem mu powiedzieć, że
wyobrażałem go sobie nagiego i rozpalonego. To byłoby dziwne.
- O niczym – odpowiedziałem. – A ty?
Celowo powiodłem wzrokiem w stronę Niall’a
i Jade, którzy stali jeszcze przy ladzie.
Harry naskrobał:
- Przyznam,
że o tobie.
Z trudem przełknąłem ślinę i poczułem
jak się rumienie. Harry prychnął bezdźwięcznie śmiechem. Nie miałem pojęcia do
czego to zmierza, więc znów powiodłem wzrokiem w stronę przyjaciół. Harry
również to zrobił.
Niall niósł dwa kubki gorącej czekolady
dla siebie i przyjaciółki. Kiwnął głową w moją stronę, ominął nasz stolik i
usiadł wraz z Jade przy innym. Wysłałem mu znaczące spojrzenie, ale
odpowiedział lekkim uśmiechem i zlekceważył mnie.
Powróciłem wzrokiem do Harry’ego.
- Nie wydaje ci się, że między
Niall’em a Jade coś jest?
Spojrzał na nich.
- Albo, że coś będzie?
Wzruszył ramionami. Sięgnął po kartkę i
napisał na niej po prostu: „Nie wiem, nie
znam ich tak długo jak ty”.
Westchnąłem i wziąłem mały łyk kawy.
Odłożyłem kubek z hukiem i spojrzałem w dół. Ciemna ciecz odbijała światło
jarzeniówki wiszącej nad stolikiem. Zastanawiałem się, jakby to było, gdyby
nagle wybuchła. I czy Harry rzuciłby się w moją stronę i odepchnął. Zamknąłem
oczy i poczułem, że zasypiam. Prawym uchem bardzo wyraźnie słyszałem stukanie
łyżki o filiżankę. Był to monotonny i - wbrew pozorom – uspokajający dźwięk.
Otworzyłem oczy, przypomniawszy sobie, że nie jestem tu sam. Uniosłem głowę i
napotkałem szmaragdowe tęczówki.
Harry obserwował mnie z niezmiennym
wyrazem twarzy – bardzo tajemniczym. Najwyraźniej się nad czymś zastanawiał. Chciałem
powiedzieć, że miło spędza się z nim czas - nawet jeśli o niczym nie rozmawiamy
– ale nagle zadzwonił jego telefon, którego oczywiście nie odebrał.
Wyjął kartkę i zaczął pisać, ale
przerwałem mu.
- Wiem, musisz iść. Nie ma sprawy.
Uśmiechnął się. Odwzajemniłem to, choć
wcale nie chciałem, by sobie poszedł.
Podszedł bliżej i pocałował mnie w
policzek. Jego usta były ciepłe i wilgotne. Podał mi do ręki kawałek serwetki,
a kiedy wyszedł, przeczytałem:
- Dziękuje
za miły dzień. Dawno się tak nie bawiłem.
Niżej widniał numer telefonu. Złożyłem
serwetkę i schowałem ją do kieszeni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz