poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział pierwszy


PROLOG

Siedzisz teraz przed komputerem, laptopem, tabletem, komórką lub po prostu wydrukowałeś ten prolog i czytasz go. Śmiejesz się, bo zgadłem. Pozwól, że się przedstawię: Jestem narratorem o nieznanym nazwisku. Naciesz się moją obecnością teraz, bo nieprędko znów  przeczytasz moje słowa. Zanim wtargniesz do pełnego bólu, niepewności i śmiesznego podekscytowania opowiadania, musisz wiedzieć jedną, bardzo ważną rzecz: milczenie jest złotem. Zastanów się przez chwilę…
Zapomnij o swoim życiu i wyobraź sobie, że stoisz z boku obserwując innych. Rozmawiają, nieprawdaż? Jak inaczej mogliby się komunikować, jak nie przez słowa.
Och, czy ta para właśnie się kłóci? Mhmmmm. Tak w życiu bywa, że złość wpływa na sposób w jaki zwracamy się do innych. Ojej, dziewczyna bardzo podniosła głos, a mężczyzna mruczy pod nosem! To nie wygląda dobrze, jak myślisz? Wystarczy.
Spróbuj wyobrazić sobie świat, w którym w razie konfliktu obie strony siedzą cicho. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to śmieszne! Ludzie nie mogliby wytrzymać nawet dnia bez mówienia! Phi, dnia? Godziny! I to jest właśnie ich problem! MOWA! Ta cholerna umiejętność. Dlaczego nie możemy komunikować się za pomocą gestów? Każde ‘kocham cię’, byłoby pocałunkiem, a ‘trzymaj się z daleka’, skrzyżowaniem rąk.
Zastanawiam się czy głuchoniemi potrafią krzyczeć. To zabawne…
A wiesz co jeszcze jest zabawne? Sposób w jaki chłopak potrafił wykorzystać milczenie, jednocześnie wyrażając nim więcej niż jakiekolwiek słowa.





ROZDZIAŁ PIERWSZY

            KONIEC GRUDNIA 2012

Nikt nie powinien mówić, co myśli o drugiej osobie. Jestem taki zły, że zaczyna cieszyć mnie powrót do Londynu. Głupi Stan, głupia siostra i głupie słowa. Mam ochotę zapaść się pod ziemię.
            Wszedłem do pokoju i zacząłem wrzucać ubrania do walizki. Nawet nie chciałem ich prasować, ani prać. Musiałem jak najszybciej wyjechać z Doncaster. Upiłem łyk zimnej herbaty, leżącej na biurku i skrzywiłem się, poczuwszy jej smak. W tej samej chwili ktoś zapukał do mojego pokoju i wszedł bez pozwolenia. Mama stanęła w progu z rękoma opartymi na biodrach i obserwowała co robię.
            Powiedziała:
            - Przecież te koszulki są brudne.
            - Zajmę się nimi w Londynie – odpowiedziałem.
            - Nie wygłupiaj się – Podniosła z ziemi części garderoby i złożyła je na przedramieniu.
            Podszedłem zabierając je od niej i ładując do walizki.
            - Aż tak szybko chcesz nas opuścić?
            Na jej twarzy widniało zmęczenie; podszedłem i przytuliłem ją.
            - Wiesz, że to nie prawda.
            - Czy ty płakałeś?
            Najwidoczniej zauważyła zaczerwienione oczy. Potrząsnąłem głową i uśmiechnąłem się.
            - Tylko ci się wydaje. Swędzą mnie powieki i bez przerwy trę oczy. To ze zmęczenia.
            Zapadła cisza, a mama przeczesała dłonią włosy i podeszła do szafki, na której stały ramki ze zdjęciami. Długo obserwowała fotografię.
            - Nie jadę na koniec świata – wyjaśniłem i przełknąłem ślinę, by powstrzymać napływające mi do oczu łzy.
- Oh, Louis.
- Wrócę na święta wielkanocne – powiedziałem. – Wiesz, że muszę się uczyć.
- To nie dlatego wyjeżdżasz wcześniej.
- Właśnie dlatego – skłamałem.
- Louis.
- Mamo!
- Dobrze, nie przeszkadzam ci.
- Jest gorzej niż za pierwszym razem – mruknąłem.
- Dlaczego tak się między nami psuje? Jeszcze godzinę temu chciałeś jechać ze mną na zakupy, żebym kupiła sobie coś ładnego.
- Nie mam pojęcia. To przez stres i zmęczenie.
- Jasne – odpowiedziała. – Może następnym razem nic nie powiem.
Chciałem jej wyjaśnić, że to wina Stana, ale nie mogłem. Nasza rozmowa przerodziła się w sprzeczkę tylko dlatego, że nie miałem dobrego humoru.
Drzwi się zatrzasnęły, a ja zostałem sam. Spakowałem resztę rzeczy i zniosłem walizkę na dół. Zadzwoniłem do taty, prosząc by podwiózł mnie na stację. Mama siedziała przy stole w kuchni i łatała skarpetki młodszej siostry. Wszystko było takie poważne i smutne, i nie wiedzieć czemu, wcale nie miałem ochoty tego zmieniać. Znudziła mi się rodzinna atmosfera, w której wszyscy troszczyli się o siebie i uśmiechali do porzygu. Miałem wrażenie, że nikogo już nie interesuje, a to tylko dlatego, że przyznałem się do bycia gejem.
            Wysłałem esemesa do Niall’a i wyszedłem z domu, rzucając krótkie „cześć”. Tata i jego dziewczyna czekali w samochodzie przed bramą. Wrzuciłem walizkę do bagażnika, usiadłem z tyłu i zapomniałem o całym świcie.
Mój powrót do Londynu był bardzo długi i żmudny. Pociąg wlókł się i zatrzymywał na prawie każdej stacji po drodze, robiąc na niej dziesięciominutowy postój. Myślałem, że zwariuje. Dlaczego wszystko chciało mi utrudnić powrót na studia?
            Do akademiku dotarłem o 20:56, zmęczony i zdenerwowany. Wdrapałem się po schodach na najwyższe piętro i dla pewności zapukałem do swoich drzwi.
            - Czysto! – usłyszałem znajomy głos.
            Wszedłem i rzuciłem na Niall’a zdziwione spojrzenie. Leżał na podłodze wśród wielu prac i bazgrał ołówkiem po nowej kartce. Wziąłem do ręki jeden z jego dzieł, stwierdzając, że nie czuje się najlepiej. Nie miałem zamiaru nikogo dziś pocieszać, więc położyłem walizkę obok łóżka i udałem się do łazienki. Biorąc zimny prysznic, myślałem o jutrzejszej imprezie sylwestrowej. Ciekawe, czy Niall będzie miał ochotę iść. Nigdy nic nie wiadomo; kochał szaleć wśród ludzi i głośnej muzyki, ale kiedy miał doła, nic nie było w stanie wyciągnąć go z pokoju.
            Owinąłem się ręcznikiem, stanąłem przed umywalką i wyczyściłem zęby. Na szczęście miałem przy sobie czystą bieliznę i mogłem wyjść w niej po piżamę, która składała się z szarego podkoszulka i dresowych spodni. Niall nawet na mnie nie spojrzał.
            Tak skończył się najgorszy dzień w moim życiu.

31 GRUDNIA

Obudziły mnie krzyki, dochodzące z korytarza. Rozglądnąłem się po pokoju i zauważyłem, że łóżko Niall’a jest puste. Spał na podłodze, śliniąc się na jeden z obrazków, a jego twarz była wymazana na czarno od węgla. Krzyki stawały się coraz głośniejsze i nagle zrozumiałem dlaczego. Zerwałem się z łóżka i czym prędzej zamknąłem drzwi na klucz. O nie, nie miałem ochoty na świętowanie ostatniego dnia w roku już o poranku.
Głosy nagle ucichły, gdy bez skutku naciśnieto klamkę. Rozległo się długie buuuu, a potem poszli dalej. Spojrzałem na bałagan panujący w pokoju i pomyślałem, że chociaż raz zrobię tu porządek. Sprzątnąłem ze stołu okruchy, zebrałem kartki Niall’a i rozpakowałem walizkę, wrzucając ubrania do plastikowego kosza. Budzik w telefonie współlokatora zabrzęczał, i na ekranie pojawiła się dziewiąta. Wyłączyłem go, chcąc by chłopak dłużej pospał, a sam udałem się do pralni naprzeciwko akademiku.
Na korytarzu było tak przyjemnie cicho. Większość osób pojechało do rodzin na święta, ale znaczna ich część zamierzała wrócić na dzisiejsze świętowanie.
Przeszedłem przez ulicę i zająłem się brudnymi rzeczami. Wrzuciłem koszulki do samoobsługowej pralki, a następnie usiadłem na plastikowym krześle i odpłynąłem, czytając czasopismo. Czas minął szybko; od razu wróciłem do swojego pokoju.
Niall był w łazience i najwyraźniej brał prysznic, bo dochodził mnie stamtąd szum wody. Pomyślałem, że przeczytam choć jeden rozdział z psychologii widzenia, ale gdy tylko otworzyłem książkę, litery zlewały mi się przed oczami. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Zamknąłem ją i rozejrzałem się po pokoju, szukając w nim coś interesującego. Położyłem się na łóżku, myśląc o tym jak potraktowałem mamę i jak Stan potraktował mnie. Nienawidziłem swojej siostry za to, że powiedziała mu o mnie. Boże, mogła powiedzieć każdemu tylko nie jemu. Przecież to jest Stan, STAN! Najbardziej nietolerancyjna osoba jaką znam, która uwielbiała przypominać homoseksualistą, że nie są mile widziani na tym świcie.
Niall wyszedł z łazienki i rzucił:
- Cześć.
Mruknąłem w odzewie. Nie wyglądał dobrze, a ja nadal nie zapytałem co się stało.
- Dobrze się czujesz?
Spojrzał na mnie tęsknym wzrokiem i lekko się uśmiechnął.
- Chciałbym powiedzieć tak – odpowiedział.
- Hej, Niall. Usiądź – Poklepałem miejsce obok siebie, a on posłusznie je zajął. – Co stało się podczas mojej nieobecności?
- Naprawdę muszę ci o tym mówić? – Skrzywił się, gdy na mnie spojrzał. Przytaknąłem.
- Ok. Wróciłem zaraz po świętach i chciałem spotkać się z Amandą, ale nie odbierała telefonu…
- O nie! – przerwałem mu. – Przepraszam, że nie pozwalam ci dokończyć, ale muszę zaznaczyć, że mówiłem ci jaka jest.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam. Mów dalej.
Wziął głęboki oddech.
- Pojechałem do jej mieszkania i tak się złożyło, że miałem przy sobie klucze. Wyglądało na to, że nikogo nie ma, więc zrobiłem kolacje i wszystko przygotowałem. Wiesz, świece i takie tam.
Uśmiechnąłem się i przytaknąłem.
- Chciałem zrobić jej niespodziankę. To miał być miły wieczór, ale wtedy weszła uwieszona na szyi jakiegoś faceta. Całowali się.
- Och, Niall. Od początku wiedziałem, że to tak się skończy. Ona jest od ciebie starsza! Po za tym, z tego co słyszałem, nie za często chciałeś robić w łóżku coś poza spaniem…
- Onieśmielała mnie! – bronił się.
- Wasz związek był idiotyczny i chory – stwierdziłem. – Przepraszam, Niall, że mówię ci takie rzeczy, ale to prawda. Wszyscy kazali ci zostawić ją w spokoju, a ty nie słuchałeś, bo myślałeś, że ci zazdroszczą. Amanda to dziewczyna z wyższej półki. Panienka na jedną noc, a nie na wielką miłość.
Niall pociągnął nosem i przysunął się bliżej.
- Byłem idiotą.
- Zgadzam się.
Spojrzał na mnie rozczarowany, a potem znów z rezygnacją spuścił głowę. Objąłem go ramieniem i po chwili powiedziałem dumnie:
- Nie martw się. Dzisiejszej nocy pomogę ci o wszystkim zapomnieć.
- Schlejesz mnie w cztery dupy, każesz bzykać jakąś dziewczynę, a potem zaniesiesz do domu i posprzątasz wymiociny?
- Tak, tak, tak i nie. Jeśli zwymiotujesz choćby na korytarzu, obudzę cię o szóstej rano żebyś sprzątał to zanim ktokolwiek w nie wejdzie.
Obaj wybuchliśmy śmiechem.
- Prawdziwy przyjaciel z ciebie – dodał.
- Hej, ty pomagałeś mi rok temu, ja pomagam tobie teraz.
- Racja, ale twój przypadek był cięższy, więc nadal wisisz mi przysługę.
- Może dziś spłacę dług – wzruszyłem ramionami. – Znam paru ludzi, którzy znają ludzi, którzy znają fajne-fajne dziewczyny.
- Fajne-fajne?
- Mhmmm.

~*~

GODZINA 23.20

Było głośno, ciasno i ciemno. Mrugające światła co jakiś czas przezwyciężały mrok i mieniły się w różnych kolorach; podłoga trzęsła się, a w powietrzu unosił się zapach potu i alkoholu. Wszystkie stoliki były zajęte przez grupki studentów, którzy bawili się w swoim towarzystwie. Reszta – ci, którzy nie mieli gdzie usiąść – tańczyli, skakali albo wykonywali dziwne ruchy. W każdym razie nazywali to tańcem. Ja siedziałem przy barze, odpoczywając i masując obolałe nogi. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu kogoś znajomego. Aż mnie zmroziło, gdy zobaczyłem Zayna stojącego przy stoliku nieznanych mi ludzi, i podrywającego jakiegoś chłopaka. Natychmiast odwróciłem wzrok i modliłem się, by mnie nie zauważył. Przed oczami pojawiły mi się obrazy z naszych okropnych nocy, kiedy był brutalny i zmuszał mnie do różnych dziwactw. Pomyślałem, że współczuję temu chłopakowi.
Próbowałem uspokoić oddech i wymazać wspomnienia. Wtedy spostrzegłem, że obserwuje mnie zielonooki chłopak. Musiałem wyglądać na niespełna rozumu, bo patrzył na mnie ze zdziwieniem i lekkim przerażeniem w oczach. Schowałem twarz w dłoniach i jęknąłem. Dlaczego muszę robić z siebie takiego debila?
Zamówiłem drinka, i zaraz potem znów spojrzałem w stronę nieznajomego. Ześlizgnął się ze swojego krzesła i szedł w moim kierunku. Serce znów zaczęło mi kołatać niczym młot uderzający w próżnię. Przez chwilę zdawało mi się, że słyszę jego bicie. Brunet usiadł obok i patrzył na mnie uważnie.
- Cześć – wydukałem piskliwym głosem. Odchrząknąłem i poprawiłem się. – Siema.
Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział.
- Uczysz się tu?
Pokiwał przecząco głową.
- Przyszedłeś z kimś?
Znów zaprzeczył.
- Dlaczego nic nie mówisz? Wiem, że jest głośno, ale mam dobry słuch.
Wtedy wyjął z kieszeni mały notes i długopis. Napisał coś na kartce, wyrwał ją i podał mi.
- Nie mówię - przeczytałem i uniosłem na niego zdziwione spojrzenie. – Och, przepraszam. Jesteś głuchoniemy? Czytasz z ruchu warg, czy…
Podał kartkę, zanim dokończyłem.
- Potrafię mówić i dobrze cię słyszę, ale nie mówię.
Nic nie rozumiałem. Dlaczego milczał?
- Czy coś miało na to wpływ? Boisz się?
Chwila pisania.
- Można tak powiedzieć.
Zaczynało mnie to denerwować. Potrzebowałem czyjegoś głosu, a on pisał na tych cholernych kartkach.
- Zauważyłem, że coś jest z tobą nie tak. Zły humor czy coś więcej?
Zaśmiałem się, czytając to.
- Chodzi o mojego byłego. Jest tu.
- Wygląda na ciężką sprawę.
Uśmiechnął się i znów zaczął pisać.
- Proponujesz coś?
Zastanowiłem się i poszukałem wzrokiem Niall’a. Wyglądało na to, że bawi się świetnie. Nie było sensu psuć mu tej zabawy.
- Chodźmy do mnie – zaproponowałem.
Przytaknął i uśmiechnął się w niezwykle słodki sposób.
Zeskoczyłem z miejsca i instynktownie spojrzałem w kierunku Zayna. W tej chwili uwodził ciemnego blondyna, a mnie zrobiło się go jeszcze bardziej żal.
- Czy mógłbyś coś dla mnie zrobić? – zapytałem.
Wzruszył ramionami.
- Nie wyjdziemy nie zauważeni przez mojego ex, więc byłbym wdzięczny, gdybyś udawał, że się spotykamy.
Uśmiechnął się i po krótkim namyśle, potrząsnął głową. Wyjął notes i napisał:
- Co dokładnie mam robić?
- Obejmij mnie – odpowiedziałem, zbyt pewnie i zabrzmiało to tak, jak nie miało zabrzmieć.
Zgodził się i przełożył rękę przez moje ramiona, a ja objąłem go w pasie. Drugą rękę trzymał w kieszeni skórzanej kurtki. Czułem jak serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej, gdy mijaliśmy czarnowłosego chłopaka. Obejrzał się i po krótkim zmierzeniu nas wzrokiem, krzyknął moje imię. Chciałem się odwrócić, ale nieznajomy mi to uniemożliwił i wysunął do Zayna środkowy palec. Przyspieszyliśmy.
Na zewnątrz niechętnie oderwałem się od chłopaka i wybuchłem śmiechem.
- Widziałeś jego minę?! To było świetne!
Uśmiechał się szeroko i potakiwał.
- Dziękuje ci. Nawet nie wiem, jak masz na imię.
Wyciągnął notes i odwrócił w moją stronę okładkę, na której dużymi literami było napisane: „Harry”.
- Harry – powtórzyłem. – Jestem Louis.
Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Co my to… a tak! Chodźmy do mnie.
W milczeniu przeszliśmy ulicę i weszliśmy do akademiku.

~*~

Usiadłem na łóżku i obserwowałem zainteresowanie Harry’ego obrazami. Właściwie, były to szkice moje i Niall’a, ale najwyraźniej przypadły mu do gustu. Spojrzał na mnie i uniósł dłoń z wyciągniętym kciukiem do góry. Potem przysunął krzesło z pod biurka i usiadł naprzeciwko mnie.
- Strasznie podobają mi się twoje włosy – stwierdziłem. – Mogę dotknąć?
Przytaknął, a ja wyciągnąłem dłoń i delikatnie zawinąłem jeden z loków wokół palca. Nawet nie zauważyłem, że chłopak ciągle wpatruje się w moje oczy. Pozwalałem mu na to, póki nie poczułem się niekomfortowo. Oderwałem rękę od jego głowy i powiedziałem:
- Co chcesz robić?
Zaśmiał się i napisał:
- Opowiedz mi o sobie.
- Um, okej. Od czego by tu zacząć… Jestem na drugim roku grafiki artystycznej. Idzie mi całkiem nieźle. Dzielę pokój z Niall’em, którego poznałem rok temu właśnie w tym miejscu. Jest moim najlepszym przyjacielem, ponieważ pomógł mi uwolnić się od toksycznego związku – Westchnąłem. – W wigilię powiedziałem rodzinie, że jestem gejem, a potem moja siostra rozgadała to w mieście i stary znajomy wygarnął mi, że powinienem się leczyć. No, mówiąc ogólnie.
Harry obserwował mnie uważnie.
- Mam dość kiepski humor i twoje milczenie nie poprawia mi humoru, więc proszę, czy możesz przemówić? Potrzebuję czyjegoś głosu.
Uśmiech znikł z jego twarzy.
- Nie mogę. Wybacz.
- Ugh. Więc co chcesz robić?
- A co robią studenci, którzy wymknęli się do pokoju w czasie imprezy?
Nie mogłem złapać oddechu, gdy to przeczytałem. Słodki Harry myślał o Tym. Chłopak, który uparł się, że nie powie ani słowa, z cholernym spokojem oznajmił, że ma zamiar spędzić ze mną tę noc.
Zorientowałem się, że od dłuższej chwili patrzę na kartkę i przesuwam palcem po napisach. Uniosłem wzrok i napotkałem rozbawioną twarz Harry’ego.
- Sorry, ja tylko… – próbowałem wyjaśniać, ale każdy głupi wiedziałby, o czym myślałem. – Jesteś jednym z tych chłopaków, którzy nie podają swoich danych, sypiają z kim popadnie, a potem znikają?
Modliłem się, żeby to nie było prawdą.
- Nie – napisał. – Mam nadzieję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.
Zaskoczyła mnie jego śmiałość. Przez chwilę zacząłem się bać, że jest taki jak Zayn, ale na widok jego słodkiego uśmiechu natychmiast wyrzuciłem tę myśl z głowy.
Harry usiadł obok mnie i przysunął się blisko. Odwróciłem wzrok w jego stronę i napotkałem zielone tęczówki. Boże, czy to możliwe, żeby ktoś miał tak piękne oczy? Modliłem się, by moje okazały się tak samo zachwycające. I chyba były, bo Harry nie mógł się od nich oderwać. Instynktownie zachyliłem się do przodu. On zrobił to samo i otarł czubkiem górnej wargi moją. Wiedziałem już co ma się stać, więc przechyliłem się w przód i przycisnąłem do jego ust delikatny pocałunek. Tylko na to czekał. Oddał go i pogłębił, zmuszając mnie do rozchylenia warg. Poczuwszy jego język na podniebieniu, wsunąłem palce w jego loki i przechyliłem się do przodu. Nagle za oknem wystrzeliły fajerwerki a zegar wybił dwunastą.
- Szczęśliwego nowego roku – szepnąłem w jego usta.
Nie zareagował. Zaczął rozpinać guziki mojej koszuli i pomagać mi ją ściągać. To był moment, w którym oderwaliśmy się od siebie, by się rozebrać. Następnie usiadłem na nim okrakiem i zacząłem całować szyję, robiąc na niej malinkę. Harry odchylił głowę, by dać mi większy dostęp, za to jego ręka powędrowała w dół i chwyciła mojego twardego penisa. Jęknąłem na ten pewny ruch, pozwalając mu robić ze mną co chce. Zmieniliśmy pozycję. Tym razem ja leżałem, a on klęczał obok i obciągał mi. Jęczałem jak oszalały – i może było to przez alkohol – pragnąc usłyszeć ten sam gardłowy dźwięk, wydostający się z jego ust.
Nachylił się do kolejnego pocałunku i zdusił zwierzęcy odgłosy. Byłem mu za to ogromnie wdzięczny. Gdy doszedłem w jego dłoni, całowaliśmy się przez długi czas. Leżał na mnie, ogrzewając swoim ciałem i pieszcząc szorstkim językiem. Była to najcudowniejsza rzecz, jaka mogła pomóc mi zapomnieć o starym roku. Nie potrzeba nam było nic więcej – tylko leniwa, czuła wymiana śliny.
Zajęło nam to chyba godzinę. Może mniej, ale mnie tak właśnie się wydawało. Harry’emu nigdzie się nie spieszyło, mnie także. Mieliśmy pójść dalej, ale oboje byliśmy zbyt zmęczeni i po prostu zasnęliśmy na sobie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz